Pianista Krzysztof Moskalewicz o muzyce, konkursach, nowej płycie „Chopin Ballades & Sun Postcards” i współpracy z Sun Keting. Zapraszam do przeczytania wywiadu.
Justyna Borowiecka: Wiem, że dzięki muzyce Chopina, zakochałeś się w fortepianie i to temu instrumentowi poświęciłeś swoją muzyczną karierę. Co dla Ciebie jest najbardziej fascynujące w muzyce Chopina i fortepianie?
Krzysztof Moskalewicz: – Najbardziej fascynujące w fortepianie, w porównaniu do innych instrumentów, jest dla mnie możliwość uzyskania niezliczonej ilości współbrzmień dźwięków czyli element harmonii. Słuchając interwałów lub akordów można mieć wrażenie że niektóre dźwięki pasują do siebie bardziej (brzmienie konsonansu ), a niektóre mniej (brzemiennie dysonansu), trochę tak jak między ludźmi… Relacje między dźwiękami wpływają niesamowicie na napięcie i na odbiór muzyki i uważam że świadomość tych zależności bardzo pomaga wykonawcy w przekazie do publiczności. Myślę, że Chopin w swoich współczesnych czasach wyniósł element harmonii na wyżyny. Pewne akordy nawet są jego znakiem rozpoznawczym – tzw. Akord chopinowski. Myślę, że dlatego Chopin jest mi tak bardzo bliski, ze względu na język harmoniczny, który mówiąc kolokwialnie chwyta za serce.
Brałeś udział w wielu międzynarodowych konkursach pianistycznych, w tym International Brant Piano Competition w Birmingham, Christopher Duke International Piano Recital Competition w Londynie oraz Konkursu Pianistycznego im. Ludwika Stefańskiego w Płocku. Jak dzisiaj wspominasz te występy i jak podchodzisz do tego typu konkursów, czy one pomagają młodym artystom?
– Myślę, że temat konkursów jest dosyć skomplikowany. Dopiero po latach nauczyłem się, że trzeba podchodzić do nich z pewnym dystansem i jako sukces najlepiej traktować okres przygotowań i występ, zamiast traktować brak zwycięstwa lub nagrody jako porażkę. To jest loteria przy, której całe mnóstwo czynników odgrywa rolę i nie wszystko zależy od uczestnika. Uważam, że są to cenne doświadczenia. Konkursy na pewno dają dużo motywacji i możliwości do promowania umiejętności młodych artystów. Moje zmagania konkursowe wspominam dobrze aczkolwiek był to stresujący czas. Miałem to szczęście, że oprócz kilku nagród pieniężnych, dostałem również zaproszenie na koncerty w Japonii po konkursie w Płocku, takie małe tournée. Było to wspaniałe doświadczenie. Uważam, że warto jeździć na konkursy, które dostarczają możliwości zdobywania kontaktów i nagród pozaregulaminowych w tym dodatkowych koncertów. Z takich okazji często może być więcej dobrego w przyszłości niż z dużej sumy pieniędzy.
Występowałeś jako solista i kameralista w wielu prestiżowych salach m.in. w Barbican Hall, Wigmore Hall, Milton Court Concert Hall, Birmingham Town Hall, Palacio de Festivales de Santander oraz Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Szczególnie chciałam zapytać o Wigmore Hall, jak wspominasz występy w tej sali?
– Wigmore Hall jest jedną z mniejszych sal koncertowych (ledwo ponad 400 miejsc) w porównaniu do Barbican Hall, gdzie mieści się prawie 2000 osób. Dzięki temu recitale mają charakter bardziej intymny, kameralny. Najbardziej specjalnym momentem w Wigmore Hall dla mnie było zagranie cyklu preludiów Chopina op. 24. Pamiętam pochlebne opinie słuchaczy, że niemal najcichsze momenty były również odebrane w ostatnim rzędzie. Akustyka w tej sali bardzo pomaga wykonawcy, dodaje pewności, która inspiruje do kreowania muzyki na najwyższym poziomie artystycznym oraz momentów, które zapadają w pamięć słuchaczy. Bardzo charakterystyczne dla tego miejsca są portrety i zdjęcia na korytarzach, za kulisami i w sali dla artystów. Są to fotografie znamienitych artystów, którzy występowali na tej Sali w przeszłości. Proszę sobie wyobrazić czekając na swój występ, zdjęcia Rubinsteina, Richtera czy Radu Lupu ‘patrzących na artystę’.
Grasz sporo koncertów, czy jest jakiś koncert, który szczególnie zapamiętałeś?
– Na pewno szczególnym doświadczeniem było wykonanie II koncertu c-moll Rachmaninowa. Jest to niesamowity utwór naładowany emocjami i dramaturgią. Pod koniec ostatniej części koncertu orkiestra prowadzi przepiękny fragment kulminacji gdzie fortepian dołącza z serią głośnych, gwałtownych, przenikliwych akordów. Wielka fala dźwięku orkiestry robi niesamowite wrażenie i wprowadza wykonawcę jakby w stan muzycznej ekstazy. Po tym wszystkim nastąpiła owacja gromkich braw. Pamiętam że trudno mi było powstrzymać emocje i towarzyszyło mi uczucie głębokiego spełnienia.
Razem z Sun Keting nagrałeś album „Chopin Ballades & Sun Postcards”, jak się poznaliście i kto wpadł na pomysł wspólnej płyty?
– Poznaliśmy się podczas studiów w Royal Academy of Music w Londynie. Pomysł skomponowania cyklu utworów towarzyszących Balladom Chopina w programie recitalu oraz na płycie wyszedł ode mnie. Zależało mi żeby znaleźć sposób na połączenie dwóch cykli, które by się wzajemnie uzupełniały oraz przeplatały dając słuchaczowi możliwość doświadczenia nowej, świeżej perspektywy. Komponowanie utworów towarzyszących muzyce Chopina to nie lada wyzwanie. Cieszę się, że Sun Keting była na tyle odważna i kreatywna, że zgodziła się na projekt i skomponowała ‘Four Postcards’. Myślę, że nie należy tutaj porównywać jej stylu z Chopinem, ale odkryć jak pięknie jej kompozycje łączą się, trochę nawiązują, ale również kontrastują w zestawieniu z Balladami.
Sun jest mieszkającą w Londynie kompozytorką chińskiego pochodzenia, która bardzo ciepło się wypowiadała o Tobie pozwolę sobie zacytować „Praca z Krzysztofem była wspaniałym i pamiętnym doświadczeniem. Nie tylko jego wybitne umiejętności komplementowały utwory, ale jego intuicja i instynkt muzyczny w dużej mierze zainspirowały mnie do skomponowania dzieła”. Powiedz jak Ty wspominasz pracę z Sun Keting?
– To był dla mnie jeden z najciekawszych projektów z ostatnich lat. Praca nad utworami, których nikt wcześniej nie słyszał oraz możliwość konsultacji z kompozytorką była bardzo inspirująca. Sun Keting ma bardzo bogatą wyobraźnię muzyczną oraz instynkt do tworzenia brzmień, które przyciągają jak magnes. Do tej pory najczęściej pisała na orkiestrę lub większy zespół instrumentów, w związku z tym grając partię fortepianu próbowałem wyobrażać sobie współpracę brzmień różnych instrumentów.
Bardzo ciepło wspominam ten proces. Sun Keting często pytała mnie o opinię dotyczącą niektórych fragmentów i była otwarta na sugestie. To było fascynujące móc brać aktywnie udział w tworzeniu tego pięknego cyklu ‘FourPostcards’.
Wiem, że dla Ciebie ballady są bardzo ważne, ale powiedz, który utwór z tego albumu lubisz najbardziej?
– Trudno powiedzieć, który lubię najbardziej. Na pewno najbliższa mi jest pierwsza ballada g-moll. Zawsze marzyłem żeby ją nagrać w profesjonalnym studiu.
Jakie masz plany na najbliższy czas, oprócz promocji albumu?
– Myślę, że poszukam więcej okazji do koncertowania i być może zaprezentowania recitalu z płyty w Polsce i innych krajach. Oprócz koncertowania poświęcam dużo czasu na uczenie innych i rozwijam prywatną klasę fortepianu w Londynie. Interesuje mnie przekazywanie wiedzy muzycznej oraz obserwacja rozwoju pianistycznego u innych osób. Dzięki temu sam też odkrywam dużo nowych zagadnień.
I na koniec możesz pozdrowić naszych czytelników i zaprosić na swoje koncerty.
– Pozdrawiam wszystkich czytelników bardzo serdecznie i zapraszam do śledzenia wydarzeń na mojej stronie oraz odsłuchania nowej płyty „Chopin Ballades & Sun Postcards” już wkrótce.
Z Krzysztofem Moskalewiczem rozmawiała: Justyna Borowiecka.










