Metoda na bezsenność Nietzschego

0
Adrian Grycuk - Praca własna - CC BY-SA 3.0 pl

Fryderyk Nietzsche powiedział kiedyś, że tylko dlatego zasypia, bo obiecuje sobie, że rano się zastrzeli. Oczywiście te słowa należy traktować jako formę filozoficznej kokieterii, chyba że wielki filozof zasiadłby dzisiaj przed telewizorem, a wtedy wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Na dobry początek, co jest bardziej niż pewne, przywitałby go złotousty premier zdaniem przypominającym rękaw czarodzieja, z którego sypią się obietnice gospodarczych cudów zapierające dech w piersiach. W środku zdania następuje nagły zwrot akcji, jak w dobrym horrorze, i dowiadujemy się, że na pomyślność naszej Ojczyzny dybią wrogowie: wewnętrzni, w postaci totalnej opozycji, i zewnętrzni, czyli Rosja i niektóre państwa tworzące razem z nami (fatalny zbieg okoliczności) Unię Europejską, w związku z czym realizacja obietnic tak długo pozostanie w sferze marzeń, jak długa wraża Unia będzie nas ciemiężyć. Mimo to finał mocno rozwiniętego zdania jest tak optymistyczny, jak jego początek i brzmi: A poza tym wszystko właściwie gra, niczego nam nie zbraknie: węgla, ropy ani gazu, a ja dodam – niczego, oprócz rozumu.

Następnie pojawia się prezes PiS, nieformalnie pełniący odpowiedzialną funkcję właściciela kraju, który na jednym z cyklicznych spotkań ze swoimi sympatykami, rzuca z mównicy w formie ojcowskiej rady: W zaistniałej sytuacji trzeba będzie palić czym się da, oprócz opon – uśmiecha się. Ponury żart, ale rzeczywistość jeszcze bardziej ponura. Płynące od ponad dwóch miesięcy zapowiedziane przez premiera i jego ministrów statki wypełnione węglem po burty gdzieś przepadły, zniknęły. Być może część z nich nieopatrznie wpłynęła na wody trójkąta bermudzkiego, a inne uprowadzili somalijscy piraci i teraz ogrzewają naszym węglem zimne, afrykańskie chaty.

Na innym spotkaniu, przemawiający z innej mównicy, ale ten sam prezes, zwinął w pięści nieduże dłonie, i spoglądając w kierunku Brukseli, prawie że krzyknął:

– Dosyć tego dobrego! – miał na myśli „ośli” upór tamtejszych urzędników domagających się od Polski spełnienia warunków, tak zwanych kamieni milowych, na które notabene premier wyraził zgodę i podpisał stosowne dokumenty, ale cały ten unijny cyrk był dla kiepów z Unii, bo dla twardego elektoratu obowiązuje dalej nieugięta postawa wybrańców narodu. Nikt nie będzie dumnym Polakom stawiał warunków! Obejdzie się bez zbędnych miliardów. Szkoda tylko, że twardy elektorat nie ma pojęcia w jakie bogactwa opływają Anioły Sprawiedliwości, odmawiające w ich imieniu spełnienia unijnych warunków, pozbawiając w ten sposób prawicową biedotę szansy na zmianę ich ciężkiego losu, który w końcu ich przygniecie, odbierając im ostatni oddech. Mądra łacińska sentencja mówi: Dum spiro, spero – dopóki oddycham, mam nadzieję. No cóż…

Dokładając swoje trzy grosze minister sprawiedliwości i prokurator generalny, oraz szef kanapowego ugrupowania w jednym, strojąc miny i przybierając pozy godne Mussoliniego, oświadcza, że nikt nie będzie Polsce narzucał jakiejś wyimaginowanej praworządności, jako warunek czegoś tam i wszystkiego innego. Nigdy! Po jego trupie! Jesteśmy krajem na którym to Europa powinna się wzorować.

Natomiast minister oświaty zapytany, czy przeczytał „osławiony” HiT (Historia i Teraźniejszość) z uśmiechem pozbawionym śladu refleksji oświadcza, że czytać mają uczniowie i nauczyciele, a nie minister. Brawo! Pan minister powinien w trybie natychmiastowym powołać, jeśli nie ministerstwo, to chociaż pełnomocnika do reaktywacji analfabetyzmu, bo wygląda na to, że ten stan jest dzisiaj priorytetem resortu oświecenia – Żarówki zastąpić świeczkami! Zresztą, tak na marginesie, po co komu czytanie? Tylko mąci w głowach. Wystarczy słuchać starszych, mających patriotyzm przodków we krwi – Bóg, honor, ojczyzna!, jakby tylko to się liczyło. Większość narodu nie protestuje!

O tempora, o mores! Niesłychane! W naszej Ojczyźnie olbrzymia część społeczeństwa pielęgnuje spleśniałą mentalność! Muszę w tym miejscu przytoczyć fragment wiersza „PATRYOTA” Kazimierza Przerwy – Tetmajera z 1898 roku! Oto on:

Rozum, wiedza, talent, praca

U nas, bratku, nie popłaca!

Postęp i cywilizacja

W kąt, gdy wchodzi do gry nacya!

[…]

Możesz kpem być i cymbałem,

Możesz dureń być siarczysty,

Byleś z mocą i zapałem

Kraj miłował macierzysty

[…]

Huha! Hopsa! Każdą nową

Myśl witamy krzyżem pańskim

Precz z geniuszem Europy

Farmazońskim i szatańskim!

[…]

My o jedno tylko modły

Szlemy k niebu z naszej chaty:

By nam buty śmierdzieć mogły,

Jak śmierdziały przed stu laty!

 

Dla odmiany poseł Giżyński rozmawiając z Cezarym Tomczykiem o kryzysie energetycznym, zareagował stanowczo na jego sposób określenia Rosjan: „Ruscy”. To niepotrzebnie zaognia sytuację, obraża ich, a po co to nam. Może to i nieeleganckie określenie, ale należy pamiętać, że owi „Ruscy” depczą, odzierają z godności i mordują w sensie dosłownym Ukraińców, czy się to komu podoba, czy nie, współobywateli europejskiej społeczności.

No i jeszcze jeden „cymes”. Prezes NBP, Adam Glapiński, nazywany stand uperem z racji przemów ocierających się o kabaret, zwierzył się przed kamerami telewizyjnymi, że uważa, iż sytuacja gospodarcza kraju jest dobra, nie ma żadnego kryzysu, i nie może się nadziwić, że Polacy nie potrafią cieszyć się ewidentnym sukcesem gospodarczym swojej ojczyzny, co według niego jest ewenementem na skalę światową.

Myślę, że na pewno by się cieszyli, gdyby zarabiali po te skromne 50 tysięcy miesięcznie i towarzyszyły im na okrągło długonogie asystentki, opłacane na dodatek przez skarb państwa.

I tak godzina po godzinie, dzień po dniu, płyną z ust polityków wszystkich szczebli sążniste komunikaty, niestety upośledzone semantycznie, logicznie, gramatycznie i stylistycznie, wykluczające ponadto możliwość dialogu. Kropka jest formą ostateczną. Zamiast słów niosących nadzieję, coraz skuteczniej dociera do mnie zapowiedź zimna i ciemności spowodowanych kryzysem energetycznym, wywołanym przez Rosję do spółki z nieodpowiedzialną polityką Unii Europejskiej.

Ale tak naprawdę, jedynym zagrażającym nam nieszczęściem jest ciemność w głowach tych, którzy są przekonani, że walczą o światło i światłość naszą i waszą, w najszerszym rozumieniu tych słów.

Dlatego jestem przekonany, że gdyby Fryderyk Nietzsche wytrzymał przed telewizorem do wieczora, pewnie palnąłby sobie w łeb, zanim umyłby zęby i zdążył sięgnąć po piżamę. My, dzięki Bogu, zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Dobrej nocy, czytelniczko i czytelniku.

Autor tekstu: Szymon Koprowski

Poprzedni artykułPrzyśpieszenie w Kazachstanie. Część II: Polityka, system polityczny i polityka społeczna
Następny artykuł60-lecie pracy twórczej Zbigniewa Okonia!
Szymon Koprowski to prozaik i artysta plastyk. W 1976 ukończył Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Studiował na wydziale architektury wnętrz i wydziale projektowania ceramiki i szkła w pracowni Zbigniewa Horbowego i Ludwika Kiczury, gdzie obronił pracę magisterską. Po studiach poświęcił się ilustracji książkowej i rysunkowi. Miał wystawy indywidualne miedzy innymi we Wrocławiu, Łodzi, Pradze i Bratysławie (w Instytucie Kultury Polskiej), Monachium i Iserlohn. Działalność plastyczną łączył z literacką, co zaowocowało debiutem prozatorskim w 2008 roku, powieścią „Balkon na krańcu świata”. Do tej pory ukazało się siedem jego powieści, a następne są w drodze. Od 2019 roku piastuje funkcję wiceprezesa Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj