Ślady przeszłości w miastach Pomorza Zachodniego

3

Będą to impresje turysty-amatora, który w miesiącach letnich tego roku złożył krótkie „wizyty”  w kilku miastach (miasteczkach) położonych na wschód od Szczecina.

Zacznę od położonego niedaleko Szczecina Goleniowa. W mieście (liczącym około 22 tys. mieszkańców) znajduje się sporo obiektów pochodzących z czasów Księstwa Pomorskiego. Jest tam imponująca Brama Wolińska z XIII wieku, Baszty: Mennicza i Prochowa z murami miejskimi, jest wspaniały kościół św. Katarzyny z XV wieku. W mieście wyznaczone są dla turystów szlaki – są to ślady (w dosłownym znaczeniu) stóp w różnych kolorach. Idąc szlakiem tzw. niebieskich stóp można dojść do „Kamienia Pamięci” – jest to głaz upamiętniający dawnych – a więc głównie niemieckich – mieszkańców miasta,  ze skromnymi napisami w języku polskim i niemieckim.

Wzdłuż zakola rzeki Iny ciągnie się Aleja Legend, z granitowymi rzeźbami, które przedstawiają bohaterów miejskich legend. Miejsce ciekawe dla turystów, miejsce relaksu dla mieszkańców miasta.

W centrum miasta znajduje się „Żółty Domek” – willa mieszczańska z końca XIX wieku (a więc z czasów niemieckich). Mieści się tam otwarte w 2008 roku muzeum historii Goleniowa i regionu. Oficjalna nazwa to: Ośrodek Dokumentacji Ziemi Goleniowskiej. Kiedy się tam zjawiłem, muzeum było właśnie zamykane, pani zapraszała do odwiedzenia ekspozycji w innym terminie. Może tak zrobię, do Goleniowa wszak daleko nie jest.

Białogard – miasto (ok. 24 tys. mieszkańców) o pięknej starej, i średniowiecznej,  i XIX-wiecznej architekturze. Niegdyś należał do Związku Hanzeatyckiego. Miasto zadbane, historyczne budynki ładnie odrestaurowane! Podobno Białogard  w czasie II wojny światowej nie ucierpiał wiele, a więc dawna substancja architektoniczna w dużym stopniu się zachowała.  Na Placu Wolności w budynku –  połączonym z trochę dziwnym architektonicznie Starym Ratuszem – znajduje się muzeum zawierające zbiór orderów, które podczas swojej kadencji otrzymał Aleksander Kwaśniewski, poza tym jest tam księgozbiór podarowany swemu rodzinnemu miastu przez naszego byłego prezydenta.  Zabrakło już jednak czasu, żeby te zbiory zobaczyć.  Może się uda następnym razem.

A od niedawna stoi przed tym budynkiem pomnik … śpiewającego  Czesława Niemena. W Białogardzie mieszkali jego rodzice, a on sam też tam krótko mieszkał.

Na skwerze blisko skrzyżowania gdzieś w okolicy śródmieścia nagle pojawiają się rzeźby … krów. Ładne kolorowe krówki. Jak się dowiedziałem, w historii Białogardu ważnym – i tragicznym! – wydarzeniem była tzw. wojna o krowę pomiędzy Białogardem a Świdwinem. Był to spór o krowę zagarniętą właścicielowi świdwińskiemu przez białogardzian. W każdym razie dnia 15 lipca 1469 roku mieszkańcy Białogardu pod przywództwem swojego wójta ruszyli  na Świdwin.  Doszło do prawdziwej bitwy, z której zwycięsko wyszli świdwinianie. Zginęło podobno 500 (!)  mieszkańców Białogardu, a mieszkańcy Świdwina zdobyli chorągiew Białogardu i 300 wozów z łupami.  Dla upamiętnienia tych wydarzeń co roku (od roku 1969, z okazji 500. rocznicy) burmistrzowie tych dwóch miast organizują zawody sprawnościowe. Są to konkurencje nawiązujące do czasów średniowiecznych, jak strzelanie z łuku, rzut toporem do celu itp. Zwycięzca staje się na okres roku posiadaczem …  krowich rogów.  Festyn kończy się ucztą, wołowiny dostarcza Białogard, a piwa – Świdwin.   

Wspomnijmy jeszcze o Parku Orła Białego z pomnikiem  upamiętniającym polskie ofiary represji bolszewickich i komunistycznych. Pomnik z figurą białego orła stanął po II wojnie św. w miejscu dawnego posągu cesarza Wilhelma I.            A sam park został utworzony za czasów niemieckich w początkowych latach XX wieku.   

Trzebiatów (ok. 10 tys. mieszkańców), to już niedaleko od Morza Bałtyckiego – dawne hanzeatyckie miasto, niewątpliwie jedno z ciekawszych miejsc w tym regionie. Zapraszające turystów na zwiedzanie tzw. Szlakiem Słonia. Skąd się wziął ten słoń – symbol Trzebiatowa? Ciekawa to historia. Otóż chodzi o słonicę o imieniu Hansken, która przyszła na świat w roku 1630 na Cejlonie. Trzy lata później została przywieziona statkiem do Europy jako prezent dla ówczesnego władcy Niderlandów. Władca pozbył się wkrótce tego dosyć kłopotliwego prezentu, przekazując Hansken swojemu kuzynowi. On z kolei sprzedał słonicę nowego właścicielowi.  Ten zaczął ją intensywnie tresować, wyuczył ją podobno 36 sztuczek cyrkowych. Słonica potrafiła grać na bębnie, fechtować rapierem, a nawet strzelać z muszkietu. Nowy opiekun podróżował z nią po całej Europie, gdzie wzbudzała powszechny podziw. Odwiedziła ze swoimi pokazami również Trzebiatów – w roku 1635. Jej wizerunek w formie tzw. sgraffito znajduje się obecnie na ścianie budynku tuż przy rynku. Nazywa się to „Słoń Rembrandta”, nazwa, tak to rozumiem, ma przyciągać turystów, jako że sam Rembrandt uwiecznił słonicę na jednym ze swoich malowideł. Jednak autor tej ściennej grafiki z obecnego Trzebiatowa jest anonimowy, a sama grafika pochodząca prawdopodobnie z 1639 roku została przypadkowo odkryta w roku 1914.

W samym centrum miasta znajduje się dawna kaplica św. Ducha (obecnie jest to kościół prawosławny). Tam w roku 1534 na posiedzeniu sejmu stanowego uchwalono, że w Księstwie Pomorskim wiodącą religią będzie protestantyzm.

W roku 1977 z okazji jubileuszu 700-lecia lokacji miasta został skomponowany hejnał, jego autorem jest szczeciński kompozytor  Walerian Pawłowski. Hejnał grany jest z wieży ratuszowej cztery razy dziennie. 

Baszta Kaszana – pochodząca z XIV wieku wieża obronna. Wiąże się z nią pewna legenda. Podobno w XV wieku skonfliktowani z  Trzebiatowem mieszkańcy Gryfic  przybyli tam z zamiarem zaatakowania miasta (że też te pomorskie miasta tak ze sobą wojowały …). I wtedy czuwający na wieży strażnik widząc napastników wylał z góry na głowę jednego z nich miskę gorącej kaszy, co skutecznie zapobiegło napadowi. Obecnie corocznie odbywa się w Trzebiatowie Święto Kaszy!

Piękny Pałac Książęcy, niegdyś własność księcia wirtemberskiego, a również Anny Marii z Czartoryskich, mieści obecnie muzeum z bogatymi zbiorami. Na kilku kondygnacjach znajdują się ekspozycje z eksponatami z poprzednich epok (w tym z czasów PRL), jest też dział poświęcony historii rzemiosła (tkactwa, stolarstwa itd.) z opisami w języku polskim i niemieckim.

W parku stoi kamień zwieńczony orłem z rozpostartymi skrzydłami, pomnik upamiętniający 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a również poświęcony pamięci mieszkańców miasta poległych lub pomordowanych w latach 1919 – 1945.

Bogaty w zabytki jest Trzebiatów, do nich należy też żelbetowy most nad Regą z 1905 roku, zdobiony oryginalnymi rzeźbami.  

Żeby nie było tylko pozytywnie. Jednodniowemu turyście przeszkadzały przetaczające się w samym centrum miasta, po historycznych wąskich ulicach, pojazdy, również takie o potężnych gabarytach.  Ponadto turysta dostrzegł, że na renowację czekają tęsknie niektóre inne historyczne obiekty.

Wspomniałem już o Gryficach, które toczyły wojenki z Trzebiatowem. Obecne Gryfice (ponad 16 tys. mieszkańców) to niewielkie, ale całkiem przyjemne miasto, z ciekawymi  średniowiecznymi zabytkami. Miejskie fortyfikacje, Brama Kamienna, Wieża Prochowa, Brama Wysoka, w której znajduje się Muzeum Ziemi Gryfickiej, nie dane mi było jego zbiorów tego dnia zobaczyć (zamknięte).  Wrażenie robi monumentalny budynek kościoła Mariackiego, piękny przykład ceglanej architektury gotyckiej. Pielęgnowana jest też architektura poniemiecka.

Za to mniej pozytywne wrażenie sprawia architektura Nowogardu (o podobnej liczbie mieszkańców co Gryfice), gdzie dominują bloki pochodzące z czasów PRL-u. Atrakcją są co prawda ciągnące się dosyć daleko średniowieczne mury miejskie i oryginalny ratusz (spełniający swą funkcję do dziś) z 1910 roku. Godny uwagi jest (podobnie jak w większości innych miast) budynek kościoła Mariackiego. I co ciekawe w kontekście szukania śladów przeszłości: na zewnątrz przed kościołem zostały wystawione stare niemieckie dzwony z wygrawerowanymi napisami w języku niemieckim, jak: Liebe („miłość”), Hoffnung („nadzieja”). Pozytywne hasła, dobrze, że te niemieckie artefakty pozostawiono, że nie zostały one ukryte lub wyrzucone. Przed kościołem znajdują się też kamienie z napisami poświęcone katastrofie smoleńskiej z 2010 roku i żołnierzom niezłomnym!

W Nowogardzie jest piękne jezioro, ale to tylko tak na marginesie. Ładne jeziora są zresztą i w Białogardzie i w Choszcznie.   

Do tej ostatniej miejscowości (ok. 15 tys. mieszkańców) wybrałem się głównie dlatego, że był tam w latach 1939 -1942 słynny obóz jeniecki (oflag) dla oficerów polskich,  później też francuskich. Do znanych jeńców obozu należał major Henryk Sucharski, ale przebywali tam też aktorzy, literaci, w tym Leon Kruczkowski, Stefan Flukowski czy przedwojenny sportowiec i dziennikarz sportowy Zygmunt Weiss. I tu spotkało mnie rozczarowanie. Jest co prawda w centrum miasta pomnik upamiętnienia jeńców Oflagu II B Arnswalde „Odwrócona karta historii”, ale nic więcej. Kiedy pytałem, czy jest w mieście miejsce upamiętnienia więźniów tego obozu, może jakieś muzeum, odpowiadano mi ze zdziwieniem: muzeum, tutaj, w Choszcznie?  Dowiedziałem się jedynie, że obóz znajdował się na terenie byłych koszar niemieckich. Po forsownym marszu dotarłem na miejsce – obecnie teren jest siedzibą jednostki wojskowej. Dyżurujący pan żołnierz uprzejmie mnie uświadomił, że na terenie jednostki jest tablica informująca o istnieniu tego obozu, ale wstęp na teren jednostki jest obecnie możliwy tylko w wyjątkowych sytuacjach, kiedy są oficjalne uroczystości państwowe. Jeńcy byli rozlokowani w kilku barakach, teraz służą one polskim żołnierzom.

Ślady przeszłości na Pomorzu Zachodnim spotyka się na każdym kroku, przeszłości pomorskiej, niemieckiej, i tej nowszej – polskiej. W mniejszym lub większym stopniu są one obecnie pielęgnowane. 

Poprzedni artykułSport. Język, społeczeństwo, kultura (recenzja)
Następny artykułStara Kalocsa, kare konie, czerwona papryka i krew
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk – germanista, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970–1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (1993– 2018). Ukończył studia germanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1970), tam też obronił rozprawę doktorską (1977). Habilitacja w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w r. 2002 uzyskał tytuł profesora, 2004 prof. zw. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił w latach 1993–1997 i 2005–2012 funkcję dyrektora Instytutu Filologii Germańskiej, w latach 1993–2015 był kierownikiem Zakładu Języka Niemieckiego tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany. Redaktor naczelny serii naukowej „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” (od r. 2008) wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”, „Sławni ludzie Trasy Romantycznej”) i pięciu tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”, „Wybryki rymowane nowe”, „Rymy poważne i niepoważne”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Graz, Angers, Sztokholmie, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech. Homepage: http://lipczuk.univ.szczecin.pl Facebook: https://www.facebook.com/RLpubl

3 KOMENTARZE

  1. Szanowny Ryszardzie, profesorze; pragnę wyrazić uznanie dla Twoich impresji „turysty – amatora” opisujących Twoją wizytę w kilku miasteczkach położonych na wschód od Szczecina, m.in. Goleniowa, Trzebiatowa, okolic Gryfic i Nowogardu.
    Namawiam Cię do kontynuowania tego rodzaju poszukiwań, jako cennego źródła wiedzy o naszej kulturotwórczej przeszłości, zwłaszcza dotyczących Ziem Odzyskanych. Wciąż o ich przeszłości, szczególnie dlaczego dziś są polskimi, mało wiemy: Karol Czejarek

  2. Karolu szanowny!

    Dziękuję za komentarz do mojego tekściku! Też przypuszczam, że te miasta/miasteczka Pomorza Zachodniego są dla wielu ludzi w Polsce prawie nieznane. Dobrze, że się teraz – mniej lub bardziej intensywnie – rozwijają. Mimo że do Polski należały (przed 1945) dosyć krótko, tak naprawdę to może parędziesiąt lat. Dziękuję, że zachęcasz mnie do pisania podobnych tekstów. Pomyślimy, jeśli będzie odpowiedni materiał, to może znów uda się coś podobnego stworzyć. Przypuszczam, że Twoja działalność kulturalna kiedyś z czasów szczecińskich dotyczyła też takich mniejszych miejscowości.

    Pozdrawiam z gminy Kołbaskowo!

    Ryszard

  3. Ryszardzie drogi i szanowny, Profesorze zacny, dzięki serdeczne! Za moich czasów, tworzyliśmy m.in. Gminne Ośrodki Kultury, a powstawanie punktów bibliotecznych, łącznie ze sprzedażą nowości wydawniczych, inspirowaliśmy w każdym sołectwie, także restauracja zabytków (ze szczecińskim Zamkiem na czele) była „oczkiem w głowie” powiatowych stowarzyszeń społeczno-kulturalnych i STK, jak i upowszechnianie wiedzy o regionie. Ważnym przedsięwzięciem był też konkurs „Dzieje szczecińskich rodzin w XX wieku”. Serdeczności i poważanie: karol (Czejarek)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj