Ten krótki fragment, początek „Katechizmu młodego Polaka” Władysława Bełzy, wydanego w 1900 roku, wykorzystałem jako gorzkie pytanie, ironiczny wstęp i jednocześnie sarkastyczny tytuł poniższego tekstu. Dalszy ciąg dopisany przeze mnie nie będzie ani generalizującą oceną wszystkich Polaków, ani próbą ich wyśmiania, czy wyszydzania. Jest moją prywatną, ale opartą na obserwacji tego co się w naszym kraju dzieje, oceną kondycji obywatelskich postaw i zwykłych, codziennych sposobów zachowania, wrażliwości na dobro i zło, umiejętności rozumienia i analizy skomplikowanej sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej, z uwzględnieniem pozycji i roli Polski w arcytrudnej rzeczywistości. Otóż to, co dopisuję do: „Kto ty jesteś? Polak mały… brzmi: mały duchem, zadufany, nieuczciwy, lubujący się w teoriach spiskowych, żyjący historyczną obłudą i zakłamaną wiedzą o wyjątkowości polskiej państwowości, domagający się czego nam się nie należy, pouczający innych i wynoszący pod niebiosa polski heroizm opłacany dziesiątkami tysięcy ofiar nie mających kontroli ani możliwości modyfikowania patriotycznych urojeń „herosów” prowadzących Naród na zgubę za cenę budowania własnej legendy. Historia wielkich porażek niczego „małych” nie uczy. „Pępek świata”, czyli my, z Chrystusem królem, Papieżem Polakiem i Maryją na jednym tronie, ma coraz bardziej wybujałe ambicje, chciałby re chrystianizować Europę, a potem być może cały świat. Mały Polak jest rozedrgany emocjonalnie i niekonsekwentny do granic absurdu. Z jednej strony „mali” przyjęli miliony Ukraińców, którym nie mogą wybaczyć Wołynia, chociaż i polscy patrioci „rezali” Ukraińców w miarę możliwości. Z drugiej strony, tuż obok, na granicy z Białorusią zbudowali zasieki i mur przeciw oszukanym i wykorzystywanym przez lepszy świat uchodźcom, w większości muzułmanom. No, ale nie ma co się dziwić, skoro owi uchodźcy niosą w sobie robaki i groźne zarazki, żyją w nieformalnych związkach z wielbłądami i innymi zwierzętami, kradną, gwałcą i przede wszystkim nie są chrześcijanami. Zaiste ohydni ludzie. Jednak nie przeszkadzało tym dzikusom przyjąć w 1942 roku uchodzących ze Związku Radzieckiego żołnierzy tworzącej się armii Andersa, ich rodzin i zwykłych cywili w liczbie ponad 115 tysięcy. Większość została przygarnięta przez Iran, ale nie odmówiły gościny także Indie, Palestyna, Nowa Zelandia, Afryka Wschodnia i nawet Meksyk! Nie wspomnę ilu „wybitnych” rodaków wyemigrowało w czasie stanu wojennego. Dwa miliony? Może trzy, nie wiem, ale na pewno same liczby niczego nie załatwiają. Nie będę także przypominał rozkwitu przestępczości w krajach udzielających gościny „małym”, którzy nie uciekali z kraju przed bombami i głodem, tylko szukali ekonomicznych rajów, często wprost w kieszeniach gospodarzy. Widziałem jak sobie radzili ci „mali” z bliska. Byłem w Austrii, spędziłem prawie rok w Monachium. Żyłem miedzy Czechami, nie Polakami, bo byli bardziej przyjaźni i pomocni, mimo że bolała ich historia bratniej pomocy jakiej udzieliło im wojsko polskie u boku armii czerwonej w 1968roku. Okazało się, że w czeskiej pamięci żyje również sprawa ultimatum z 1938 roku, postawionego przez Polski rząd w sprawie Zaolzia, zamieszkiwanego także przez Polaków. Czesi niejako zmuszeni byli do przyjęcia ultimatum, albowiem działo się to w czasach haniebnej konferencji w Monachium, gdzie „wielcy mali” Europy spełnili dla „świętego spokoju” roszczenia Hitlera wobec Czechosłowacji. Rzesza zaanektowała kraj sudecki a Polska dostała Zaolzie. Może nawet nam się należało, ale czas i metoda, a szczególnie towarzystwo nader OHYDNE! Najgorsze, że nic wielkiego z tego wstydliwego faktu nie wynika, historia jest taka, jaką chcą pisać ją „mali”! No i piszą… My nie mamy nic na sumieniu. Mamy wyłącznie wielki i bohaterski wkład w historię świata. Stany Zjednoczone Ameryki tworzyli Pułaski i Kościuszko! Stworzyliśmy Konstytucję i wiele aktów prawnych na których wzorowali się Amerykanie, tworząc swój wspaniały akt założycielski, fundament państwa. Batory natomiast chciał przyłączyć do polski Rosję, oczywiście nie udało się, ale byliśmy pod Moskwą. Był jeszcze Napoleon Bonaparte, który włóczył za sobą przekonanych, że szablą a nie mądrą polityką i dyplomacją zyskuje się niepodległość. Położyły temu kres rosyjskie mrozy. Muszę jednak przypomnieć, że mimo naszego chronicznego, dziejowego pecha, jednak zdarzyło się raz w naszej historii potężne państwo, od morza do morza, ale przy naszej skłonności do szkaradnej „małości” potęga nie trwała długo. Notabene żaden dobry czas w naszych dziejach nie trwał długo. Głównie dzięki waśniom „małych” z jeszcze „mniejszymi”, jak to było chociażby w czasach rzeczpospolitej szlacheckiej: niezgoda, prywata, nieustające walki. Zresztą w początkach naszej państwowości było podobnie. Rozbicie dzielnicowe, walki miedzy nimi o przywileje, dramatyczne w skutkach sprowadzenie Krzyżaków i podobne kompromitacje. Ale największy, moim zdaniem, wpływ na nasze losy miał Chrzest Polski i wynikające z tego konsekwencje, i nie mam na myśli oszałamiających dobrodziejstw. Nie udało się Polsce podbić i przyłączyć na wieki żadnego państwa, ale udało się to kościołowi, podbił i przyłączył do swoich włości Polskę. Ta potężna organizacja rządzona przez wyjątkowo małych duchem, imała się wszelkich metod, żeby nie stracić nic ze swoich przywilejów. Ma na sumieniu rozbiory, zdrady i knowania przeciw własnemu narodowi nie tylko z Moskwą. Także niedawne jeszcze układy z komunistami i dzisiejsze stanowisko Kościoła w wielu wykraczających poza jego kompetencje sprawach, dowodzi właśnie duchowej małości, głównie dbałości o nie naruszalność posiadanych przywilejów. Ale muszę wyraźnie powiedzieć, że dlatego owi mali, potężni hierarchowie robią co chcą, bo im na to pozwala jeszcze mniejsza duchem klasa polityczna, a co gorsza, większość społeczeństwa to akceptuje. To wielki wstyd. Ciągle ma się dobrze zasada stara jak świat: im człowiek głupszy tym łatwiejszy do zagospodarowania (rządzenia), wystarczy zapewnić mu socjalne minimum i dać poczucie misji, posłannictwa, posługując się tak wierutnymi kłamstwami i zmyśleniami, że trudno wprost uwierzyć, że są tacy, którzy przyjmują te bzdury jako prawdy objawione. A jednak są, i nie znikną, póki rej wodzić będą w każdej dziedzinie życia „mali” posiadający na tę swoją małość super przyzwolenie noszące niechlubne miano: IMPRIMATUR.
Autor: Szymon Koprowski









