– Idziemy do tego domu?
– Chętnie, ale czy nas zechcą przyjąć?
– Zobaczymy.
– Wiesz co, popatrzyłem na numer tego domu i odradzam.
– A niby dlaczego?
– W ubiegłym roku wstąpiliśmy tam z Xawerym, corocznym mikołajem.
– A skąd to odradzanie?
– Poproszono nas uprzejmie do domu.
– I co?
– Zobaczyliśmy całą familię siedzącą wygodnie na sofie.
– No i co, standard!
– Nie, chyba niezupełnie. Nim rozpoczęliśmy „swoją pracę”, mieliśmy czas, by poobserwować tę rodzinę.
– Coś szczególnego?
– Czy szczególnego, nie wiem.
– Czyli norma?
– Chyba nie.
– A co to jest norma w rodzinie?
– Może zgoda?
– A coś jeszcze?
– Może wzajemna wyrozumiałość?
– Dodałbyś coś jeszcze?
– Może miłość w rodzinie?
– Właśnie, to jest to. Tego mi brakowało w tej rodzinie.
– Jak się więc czułeś w tym domu?
– Jak Eskimos w swoim igloo.
– Nie przesadzasz?
– Fakt, dla niego jest to dom, schronienie, ale pełne wewnętrznego ciepła.
– A dla nich, tych twoich „klientów”?
– To azyl, gdzie przeżywają wszystkie swoje dramaty.
– Więc po co czekali na ciebie, na was?
– Być może dlatego, że chcieli przerwać swoją kolejną wojnę domową.
– I św. Mikołaj miał być tym remedium?
– Chyba tak. Prezenty rozgrzeszyły niesnaski, zagłuszyły brak codziennego rodzinnego ciepła.
– Czyli w jakimś sensie uspokoiły sumienia?
– Miejmy nadzieję, do następnego roku.










To Mikołaj nie jest tylko jeden?!