Czy sztuka jest gorylem? …czyli czyściec doznania obscenicznego

2

Kiedyś powiedziałbym, że na świecie mamy dwie wiodące przestrzenie wystawiennicze sztuki współczesnej, które znacząco kształtują światowe gusta oraz tendencje tejże sztuki rozwoju, a są to: brytyjskie, londyńskie Tate Modern oraz Nowojorskie Metropolitan Museum of Art. Jakże zatem mógłbym odpuścić wizytę w Tate Modern będąc przez ostatnie dwa tygodnie w Londynie, tym tyglu artystyczno-kulturowym, który wraz ze światem bezwiednie… stacza się na dno.

Powiedzieć, że dzisiejsze Tate Modern rozczarowuje, to nic nie powiedzieć. Przestrzenią tą zawładnęły bowiem najobficiej jak można: brzydota, uzurpacja oraz wszelaka obsceniczność, które to przymioty zdają się być zaledwie wierzchołkiem lodowej góry upadku sztuki oraz społeczeństw jako szeroko pojętego Zachodu, czy też właściwie degeneracji całego rodzaju ludzkiego wyrażanego dziś niemal wszędzie: na ulicach, w środkach transportu czy choćby przestrzeniach czasu wolnego. Londyn jest tego jaskrawym przykładem, w którym współczesny marksizm zmieszany z poprawnością polityczną święcą triumfy, a dziwolągi wszelkiej maści wylęgają na ląd i emanują degrengoladą osobowości i wizerunku. Jak w sztuce właśnie, która jest w zasadzie matką tego upadku.

Spacer po Tate Modern odznacza się dziś: szokiem, zdziwieniem, obrzydzeniem oraz zdegustowaniem, że to, co widzimy ktoś nazwał sztuką, wypromował i wpycha nam ten kit wystawiając te koszmarki z dorobioną (i owszem) całą filozofią oraz podwaliną pseudointelektualną robiąc z nas idiotów do potęgi nieznanej w historii ludzkości. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że owa ludzkość to gremialnie „kupuje” i klaszcze nie wiedzieć czemu i komu, a zwłaszcza dlaczego. Przykłady – proszę bardzo:

– wpiszcie sobie w wyszukiwarkę Fontanna Marcel Duchamp albo

– wpiszcie Guerrilla Girls: „Musisz kwestionować to, co widzisz” …

Odwrócony pisuar jako dzieło sztuki, czy grupa anonimowych feministek szukających dziury w całym (wybaczcie skojarzenia)… To dziś sztuka. Lotów najwyższych. Powiedziałbym wybitna. Cieszyliśmy się niedawno jeszcze, że w grupie współczesnych surrealistów światowych znalazła się nasza Erna Rosenstein (żona Artura Sandauera), a jej wystawę można było jeszcze cztery lata temu oglądać w muzeach Londynu i Nowego Yorku (właśnie w Tate i Metropolitan), a teraz obok Erny mamy już feministki i pisuar oraz setki innych przedziwnych instalacji oraz „dzieł” twórców jak najbardziej wybitnych i swawolnych, że aż … staje mózg. Mózgi zapewne i stanęły owym kuratorom i całemu przemysłowi sztuki, który doprowadza do tej hucpy.

Patrzyłem już później (po godzinie szoku i zdziwienia) w oczy ludzi współpodziwiających owe indywidua i koszmarki widząc równe zadziwienie i pewną rezygnację intelektualną temu doznaniu towarzyszącą. Niełatwo bowiem kopać się z koniem czy jak mawiał przed laty Jacek Kuroń „jebat tigra, eta smieszno i straszno”… no cóż. Sztuka chyba przekroczyła Rubikon samej siebie, (stała się śmieszna i straszna) a jej wystawcy przekroczyli Rubikon dobrego smaku. To jest niestety celowa lewacka działalność zblazowanych zboczeńców, którzy coraz pewniej wkraczają na salony, a podwailinę prawną i intelektualną mają już od lat zapewnioną przez układy, sitwy i powiązania w całej Europie i USA, które są najbogatsze i decydują zza kulis co sztuką dziś jest a co nie jest. Wystawiając nam przed oczy paskudztwa wszelkiego autoramentu z uśmiechem na ustach zdają się mówić: a co nam zrobicie?

Nic wam nie zrobimy. Możemy jedynie się (jeszcze) wypowiedzieć w tym temacie, napisać oto taki tekst i poszukiwać nadal swojej sztuki: wciąż pięknej, zachwycającej i wzruszającej. Nie oglądać portretów kochających się mężczyzn, tylko podziwiać to, co podziwialiśmy od wieków, albo poszukiwać nisz i gett artystów, którzy w sztuce wciąż widzą człowieka i jego niesamowitość, czy też pokłady ducha oparte na wierze, nadziei i miłości, na przekór deformacji, abstrakcji i wynaturzenia.

Ta wizyta w Tate Modern dała mi do myślenia, że nasz świat już dawno się skończył, że nie ma szans na ocalenie i nie da się już egzystować w przestrzeni, którą znamy z XX wieku. Ta nowa przestrzeń będzie fetowała i nagradzała te koszmarki – i owszem – w dziedzinie słowa tak samo. Do głosu doszli bowiem chcący zdekonstruować zastany porządek rewolucjoniści i prą naprzód. Ludziom spod znaku dawnej miłości przyszło żyć na emigracji duchowej i wewnętrznej i szukać w śmietnikach twórców małych, nieznanych i niepopularnych, popularność uznając za asumpt wstydu bądź chociażby sygnał ostrzegawczy, że stadność to wróg.

Dodać należy, że ci rewolucjoniści mają coraz większe poparcie świata polityki, biznesu oraz elit kapitału, które to gremia poczęły żyć w nicości idei, w egzystencjonalnej dekadencji – bez dusz, bez głębi, bez szkieletu i bez wewnętrznej rozmowy. Obrazkowo sieciowy świat zawładnął i ukształtować te grona i tłumek ten w wielkich metropoliach narzuca wzorce postaw i zachowań. Demokratycznie, rządami i decyzjami … mniejszości. Sztuka jedynie potwierdza, że minęły już czasy ideałów, a nastały czasy troglodytów i im podobnych dewiantów. Można tego nie widzieć, nie słyszeć i o tym nie mówić, ale też nie da się, kiedy oburzenie na takie dictum samo nasuwa się na usta kiedy widzimy śmietnik, a ktoś nazywa to …na przykład Tate Modern. Dziękuję państwu za takie modern.

Podstęp i egalitaryzm pozwala ten przybytek wiodącej współczesnej sztuki światowej obejrzeć za darmo, aby podkreślić jej obecność pod strzechą. Cynizm i hipokryzja sięgają zenitu, a stara szkoła herr Goebbelsa w zmodyfikowanej odsłonie przekonuje nas, że świat dziś poszedł tak bardzo „do przodu”, że my, tu w Polsce, z tymi naszymi kościołami, zabobonami i gusłami to jesteśmy jak jakiś relikt epoki, a fe.

Nie pozostaje mi nic innego jak napisać: musicie to zobaczyć, czego szczerze Wam nie życzę, pozostający w nieustającej życzliwości dla Czytelników z mimo wszystko katolickim pozdrowieniem. A propos katolicyzm. Byliśmy też z Żoną na jednym z najstarszych cmentarzy Londynu Highgate. Grób Karola Marksa stał się grobem pielgrzymkowym, a obfitość akolitów i ukwiecenia wszelakiego przytłacza. Możemy zatem śmiało patrzeć w przyszłość i upewniamy się, że warto było bić się z Komuną czyli kopać z koniem. Oto Koń powrócił, jest teraz pegazem i rozpoczyna Nowy Wspaniały Świat. Pogratulować jedynie. Jedynym pocieszeniem jest być może na tym samym cmentarzu grób Aleksandra Litwinieniki, najskromniejszy na kilku hektarach angielskich elit. Ktoś zapalił tam lampkę i jej płomyk pozwolił nam nie zobaczyć wszystkiego, aż tak na czarno, pomimo okoliczności, dzięki którym Litwinienko na ów przybytek trafił…

2 KOMENTARZE

  1. Niebywale nerwowo przeżył autor A. Walter swą wizytę w sławnej londyńskiej galerii Tate Modern. Bardzo dobrze świadczy to o jego wrażliwości na nowoczesną sztukę. Akurat ją określa niebywale pejoratywnym słownikiem. I ma rację.
    Ale nie całkiem. Widzi w sztuce „matkę upadku” naszej cywilizacji. Ja upatruję politykę, czyli – bądźmy konkretniejsi w słownictwie – polityków jako ojców upadku na przykład naszej Europy. Robią co mogą, aby zedegradować nasz kontynent.

    Marcel Duchamp dziwi się w swym grobie, iż po tylu latach po jego zgonie ktoś tak się zdenerwował, patrząc na jego słynny „pisuar”. Krytyka pana Waltera to bezgłośny krzyk – jeśli wolno użyć tu tego oksymoronu. Wie, że nic nie uzyska swym obrazoburczym deptaniem dzieł tzw. nowoczesnych twórców. Ale chce krzyczeć i ma prawo do tego. Częściowo się z nim zgadzam. Potępia w czambuł te koszmarki – zwane przez cmokierów „dziełami sztuki”, dając do zrozumienia, iż oddalamy się od estetyki antyku, renesansu czy Biedermeieru.

    Ale w tzw. nowoczesnej sztuce tkwi czasem zaczyn nowych aspektów estetyki, nieoczekiwanych interpretacji czy intelektualnych skojarzeń. Chodząc po światowych czołowych muzeach nowoczesnej sztuki, natrafiam również na pseudo-arcydzieła, bohomazy, szarlatańskie pomysły. Ale – jak rodzynki w cieście – natrafiam na pomysły, inspirujące mnie do zapisania idei, do napisania wiersza na ten temat, do powiadomienia kogoś o przeżytych chwilach przed danym dziełem. Ergo: nie wszystko jest do spuszczenia w wodzie klozetowej lub w pisuarze…

    W swym świętym zacietrzewieniu pisze autor: „stara szkoła Goebbelsa w zmodyfikowanej odsłonie”. Zupełnie tego nie rozumiem. Co miał tu „poeta” na myśli”? Nazizm w nowych dekoracjach? Faszyzm redivivus?

    Opis wizyty grobu K. Marksa na londyńskim cmentarzu Highgate nie pasuje do krytyk sztuki wyżej. Wbrew pozorom, to nie jest wspólny mianownik! Bowiem akurat twórca komunizmu spoczywa w mieście, gdzie przewidywał wybuch rewolucji umęczonego proletariatu. Do dziś tej rewolucji tam nie było.
    Natomiast wybuchła nad Newą w 1917 roku, długo po Jego zgonie.
    Na koniec pochwała autora za wysoką temperaturę uczuć wobec swej małżonki.
    Wyraz „żona” pisze majuskułą! Gratulacje z powodu udanego ożenku! Chylę czoła!

  2. Bardzo dziękuję za mądry i wyczerpujący komentarz i głos „w sprawie”. Odpowiem o Goebbelsie – to był jeden z „ojców” propagandy. To było wówczas nowinka psychotechnik i socjotechnik, a dziś (za sprawą czerpania z tych wzorców przez cały raczkujący w latach 50tych w USA technik marketingowych) praktycznie używana powszechnie przez niemal wszystkie media (zarówno te wizyjne jak i sieciowe). Oczywiście propagandy nie wymyślił Goebbels, ale irytuje mnie kiedy na hasło Goebbels pada zaraz to wyświechtane skojarzenie – faszyzm, nazizm, ludobójstwo, schemat myślenia. Goebbels był Niemcem, był geniuszem propagandy – dziś marketingu. Słowem manipulacji umysłami… Co to ma wspólnego z marksizmem? Otóż dzisiejsza „poprawność polityczna” to zmodyfikowany marksizm. Marksizm XX wieczny popełnił jeden błąd, dlatego jakby upadł… zostawił „w spokoju” rodzinę i ludzką prywatność. Nie doczytali do końca Orwella 1984. Teraz naprawiają błąd. A wyraża się to – oczywiście między innymi – w sztuce. Tam się „zaczynają” idee, tam są pieniądze oraz elity. Wpływają na umysły. Socjalizm na Zachodzie szerzą ci, którzy go nigdy nie przeżyli na Wschodzie w XX wieku. Udają, że nie wiedzą o gułagach, Kambodżach i innych tego typu pomysłach, a źli to byli tylko naziści, nie żadni Niemcy…

Skomentuj Andrzej Walter Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj