Rozmowa (z okazji rozpoczynającego się nowego roku akademickiego) z dr. hab. Radosławem Skryckim, prof. US, dyrektorem Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego.
Karol Czejarek (Karol):
Panie Profesorze i Dyrektorze, jak określiłby Pan dziś poziom swej Biblioteki – Uniwersytetu Szczecińskiego, który zdobył już sobie wysoką rangę wśród wyższych uczelni w kraju (podobnie zresztą jak Szczecin, jako miasto nie tylko stoczniowo-portowe, ale stolica kulturalna Pomorza Zachodniego)?
W jaki sposób zachęciłby Pan, np. Czytelników Przeglądu Dziennikarskiego, do korzystania ze zgromadzonych w Pańskiej Bibliotece zasobów; czy są one dostępne tylko dla studentów i kadry US? Proszę określić też, jaka jest rola i funkcja współczesnej biblioteki naukowej?
Dr hab. Radosław Skrycki, prof.US (Radosław):
Dzisiaj biblioteka naukowa – a takimi przede wszystkim są biblioteki uniwersyteckie – to nie tylko bieżąca obsługa czytelników i zapewnienie bazy dydaktyczno-naukowej, ale także szereg działań promujących naukę, aktywizujących studentów i pracowników uczelni oraz „wyjście” ze swoją ofertą do odbiorcy pozaakademickiego. Ważne, aby mieć swój profil i specjalizację, dzięki czemu można będzie podkreślić wyjątkowość, przynajmniej w skali regionu.
Karol:
Bardzo mi się podoba Pańska odpowiedź, zapytam więc,
czy Pańska biblioteka taki profil ma?
Radosław:
Biblioteka Główna Uniwersytetu Szczecińskiego taki specjalistyczny profil ma i wydaje mi się, że coraz bardziej staje się „oswojona”. Oznacza to, że nasze zbiory są gromadzone profilowo do dyscyplin naukowych realizowanych na Uniwersytecie, ale najcenniejsze są te, które dotyczą historii regionalnej. Sam jestem historykiem i pomeranistą, potrafię zatem docenić ich wartość i przydatność w badaniach naukowych i ich popularyzacji. Mam tu przede wszystkim na myśli Zbiory Specjalne, których podstawą jest kolekcja starodrucznych książek oraz dawnej kartografii i ikonografii pomorskiej. To bezcenny dar, który w 1998 roku Uniwersytetowi przekazał znany kolekcjoner poloników z Bitburga dr Tomasz Niewodniczański (część „niepomorska” kolekcji Niewodniczańskiego trafiła później do wrocławskiego Ossolineum i na Zamek Królewski w Warszawie).
Karol:
Co to znaczy być „oswojoną”?
Radosław:
„Oswojona” to taka, która jest otwarta na osoby spoza uczelni, która aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym miasta i regionu, inspiruje, włącza i zachęca do korzystania ze swoich zbiorów. Bez barier, preferencji i jakichkolwiek ograniczeń.
Karol:
Dobrze, że Pan o tym fakcie wspomina, ponieważ nic nie rodzi się z niczego.
Radosław:
NASZE najstarsze mapy pochodzą z XVI wieku; wśród nich jest kilka wyjątkowych map ściennych i rękopiśmiennych (w tym egzemplarz mapy Eilharda Lubinusa z 1618 roku oraz wielkoformatowy, rękopiśmienny plan oblężenia Kołobrzegu w czasie wojny siedmioletniej).
A donacja dr. Niewodniczańskiego stała się zalążkiem naszego Działu Zbiorów Specjalnych, który chociaż wcześniej istniał w strukturze Biblioteki, zawierał w większości obiekty z II połowy XX wieku.
Dzięki aktywności i zrozumieniu zarządzających naszą instytucją, kolekcja ta jest systematycznie rozbudowywana o kolejne zabytki, poddawana konserwacji i digitalizowana.
Karol:
Wspaniale, gratuluję!
Radosław:
Mam świadomość, że obecność w globalnej sieci jest teraz niezbędnym warunkiem funkcjonowania każdej instytucji kultury oraz nauki, zatem i my systematycznie powiększamy naszą bibliotekę cyfrową. Teraz już niemal wszystkie mapy atlasowe XVI – XVIII wieku są dostępne online (https://repo.usz.edu.pl/search/index?fcategory=6).
Karol:
Proszę o kilka zdań o doktorze Niewodniczańskim, przybliżających nam Jego postać, tym bardziej, że Jego gest – jak się domyślam – miał też inny wymiar, bardziej praktyczny. Proszę powiedzieć, jaki?
Radosław:
Dr Tomasz Niewodniczański był fizykiem jądrowym, pochodził ze znanej, krakowskiej rodziny uczonych. Po emigracji do Niemiec, dzięki związkowi małżeńskiemu stał się współwłaścicielem browaru Bitburger, co pozwoliło mu na zajęcie się wielką pasją – kolekcjonerstwem.
Ale co w tym najistotniejsze – był kolekcjonerem „otwartym”, chętnie dzielił się swoimi zbiorami, dopuszczał do prac nad nimi naukowców i fundował stypendia. Stał się impulsem dla instytucjonalnych i prywatnych donatorów z kraju i zagranicy, którzy nieraz chętnie dzielą się swoimi zbiorami z Biblioteką, nie tylko książkowymi (jak np. dr Egon Krull z Niemiec), ale przekazują wyjątkowo cenne kolekcje kartograficzne, ikonograficzne lub wspierają zakupy i konserwacje obiektów z naszych zbiorów.
Dzięki takim przykładom, jak ofiarność dr. Tomasza Niewodniczańskiego, otrzymaliśmy m.in. znaczący zbiór publikacji drugoobiegowych z okresu PRL od Ośrodka Karta, w toku jest domawianie przekazania kolekcji kartograficznej przez wybitnego politologa (polskiego pochodzenia) ze Stanów Zjednoczonych. To dodatkowy wymiar współpracy ze społecznym otoczeniem Uniwersytetu, jego absolwentami i przyjaciółmi.
Karol:
Dziękuję za te informacje; zatem możemy wrócić do zbiorów ilościowych obecnie posiadanych przez Pańską Bibliotekę (z uwagi na to, że to wciąż „młody” uniwersytet), a zbiory biblioteki naukowej tworzy się i wzbogaca latami.
Radosław:
Tak, ma Pan rację. Nasze zbiory są wciąż skromne ilościowo – musimy jednak pamiętać, że Uniwersytet Szczeciński to instytucja – jak słusznie Pan zauważył – nadal stosunkowo młoda, w tym roku obchodziliśmy 40-lecie.
Jednak dla badaczy dziejów Pomorza, jego dawnej i współczesnej fauny i flory, geografii lądu i morza, a także wielu innych dyscyplin naukowych, stanowimy podstawowe miejsce, w którym mogą znaleźć najważniejsze i najnowsze publikacje naukowe. Zresztą nie tylko drukowane tradycyjnie – Biblioteka zapewnia również bezpłatny dostęp do największych baz publikacji na całym świecie.
Karol:
Jak zabezpiecza się ten „dostęp” i w jaki sposób dokonuje się uzupełnianie zbiorów?
Czy są na to wystarczające środki?
I czy, nie będąc studentem uczelni, ani jego pracownikiem, mogę korzystać z Biblioteki, a nawet znaleźć w niej odpowiednie warunki do badań na interesujący mnie temat związany z posiadanymi przez Pana zbiorami?
Radosław:
Środków na rozbudowę kolekcji jest relatywnie niewiele, i w większości są to zakupy doraźne (obiekty ważne, rzadkie i cymelia) lub dary prywatnych kolekcjonerów.
Niestety, w hierarchii ważności, przy skromnym budżecie Biblioteki, zakup starych druków „nie stoi najwyżej”, nad czym ogromnie boleję… Jednak to, co posiadamy – jest sukcesywnie skanowane i udostępniane w Bibliotece Cyfrowej.
Poza tym nie ma żadnych ograniczeń (no, może w wyjątkowych przypadkach – poza stanem zachowania obiektu) w korzystaniu z oryginałów – trzeba tylko umówić termin. Osoby spoza uczelni mogą założyć konto biblioteczne i korzystać ze zbiorów, jak wszyscy studenci i pracownicy uczelni.
Karol:
Dziękuję Panie Profesorze. Zapytam więc Pana jeszcze o polskich sponsorów i darczyńców: czy tacy już istnieją? A, wracając do początku naszej rozmowy, poproszę o więcej szczegółów na temat: w jaki sposób Biblioteka „aktywizuje studentów, pracowników uczelni i tzw. odbiorców pozaakademickich”?
Radosław:
Wiele by mówić o działaniach podejmowanych głównie z inicjatywy pracowników – Noc Bibliotek, oprowadzania kuratorskie po wystawach, zajęcia dla dzieci, spotkania literackie… Katalog jest duży i wciąż niezamknięty. Wydaje mi się, że należy dać przestrzeń do działania, stworzyć sprzyjające warunki i zachęcić ludzi.
Nasi pracownicy – to bardzo kreatywna i pełna zapału ekipa, o ich zaangażowanie „poza zakresem obowiązków” nie muszę się martwić. Czasem tylko doba wydaje się za krótka… Niemniej, jeżeli tylko ktoś zwróci się do nas z jakimś pomysłem, jesteśmy otwarci na propozycje i gotowi do dyskusji.
Karol:
Wobec tego, czego jeszcze mogę Panu Profesorowi życzyć?
Radosław:
Może nie mnie, ale decydentom różnych szczebli i instytucji: aby zrozumieli, że nie ma nowoczesnego, mądrego i otwartego społeczeństwa bez równego i powszechnego dostępu do wiedzy. A depozytariuszami jej są właśnie biblioteki, o które należy dbać i które należy hołubić 😊
Karol:
Nic dodać, nic ująć!
Bardzo Panu Profesorowi dziękuję w imieniu Redakcji (i naszych Czytelników) za poświęcony nam czas.
Oby WSZYSTKIE Pańskie plany się spełniły!











Karolu, jestem pod wrażeniem Twojej rozmowy z dr hab. prof. US Radosławem Skryckim, dyr. Biblioteki US. To była przyjemność przeczytać o zasłużonych donatorach, którzy przyczyniają się do powiększenia cennych zbiorów.
Miałam przyjemność poznać Pana Profesora wiele lat temu, zapewne domyślasz się kiedy. Kilka lat temu byłam w Bibliotece US przy ul. Tarczyńskiego, gdzie uczestniczyłam w prezentacji starych druków. Uwielbiam tego typu prezentacje, czy to w bibliotece US, czy w Książnicy Pomorskiej. Poznałam też Panią Katarzynę, żonę profesora.
Pozdrawiam i cieszę się z twojej dobrej kondycji.
Bardzo dobrze, że w PD można poczytać o tak odległym od Warszawy Szczecinie i „zachodzie” Polski. Oby więcej!
Ucieszyła mnie rozmowa z prof. Skryckim i fakt, że przypomina prof. dr Tomasza Niewodniczańskiego – to wielka postać polskiej kultury, chociaż dużą i ważną część życia mieszkał poza Polską, w Bitburgu. To tam gromadził swoje bezcenne zbiory, w specjalnie zbudowanym i zabezpieczonym pomieszczeniu. Warto dodać do rozmowy, że jego dar map historycznych dla Biblioteki USz. to zasługa śp. prof. Mieczysława Stelmacha, praeceptora i mistrza prof. Skryckiego. Prof. Stelmach jeździł do Bielefeld, korzystał ze zbiorów dr. Niewodniczańskiego, przyjaźnił się z nim i zapraszał do Szczecina m.in. na konferencje naukowe dot. historii kartografii i kartografii historycznej Bałtyku. Na jedną z takich konferencji dr Niewodniczańskie w bagażniku swojego samochodu (!) przywiózł unikatowe mapy i prezentował je w sali konferencyjnej hotelu asystenckiego.
Ktoś powinien napisać monografię o życiu prof. dr. Niewodniczańskiego (wilniuk z urodzenia, z wykształcenia fizyk atomowy, emigrant, piwowar, dyrektor i współwłaściciel jednego z największych browarów w Niemczech, a potem także w Szczecinie) i jego niezwykłych zbiorach (najstarsze rękopisy, księgi, rękopisy Mickiewicza, innych, MAPY!, etc.), którymi w końcu obdarowywał polskie biblioteki, a przede wszystkim Zamek Królewski w Warszawie. Chyba takiej monografii wciąż nie ma, a to wstyd.
Serdecznie pozdrawiam,
Bogdan Twardochleb
jeździł do Bitburga