Karol Czejarek (Karol): – Pawle Szanowny, obaj pracowaliśmy kiedyś w resorcie kultury, dziś przyjaźnimy się (nie musimy tego ukrywać, przeciwnie), działamy nadal społecznie, aby być jeszcze społeczeństwu potrzebnymi; pisujemy też razem do „Przeglądu Dziennikarskiego”, próbujemy reaktywować (w nowym kształcie) jako stowarzyszenie użyteczności publicznej, organizację związaną programowo z naszym portalem internetowym, ale zacznijmy naszą rozmowę od pytania, co w ogóle robi dziś na „zasłużonej emeryturze” b. rzecznik prasowy ministra kultury? Wymień proszę wszystkie swoje aktualne aktywności, bo wiem, że jesteś człowiekiem bardzo zajętym…
Paweł Byra (Paweł): – Przede wszystkim chcę poświęcać jak najwięcej czasu swojemu wnukowi. Piotr jest uczniem V klasy i najbardziej lubi grać ze mną w szachy, warcaby, ale też w inne, nowoczesne gry, o których nie śniło mi się w dzieciństwie. No i oczywiście często mnie ogrywa.
Karol: – Chwalę Cię za to, gdyż i ja zajmowałem się wnukami – Natalią, Jonkiem, Bartkiem i „małą” Anią – którzy w międzyczasie (nie wiadomo kiedy) stali się dorosłymi. Ale masz (jak wiem) też inne zajęcia, których na przestrzeni lat uzbierało się sporo, a są one niezwykle ważne w sensie społecznym.
Podziwiam więc Twoje ogromne zaangażowanie w nie, a mówiąc wprost – jesteś dla mnie przykładem, jak można pięknie, pożytecznie i efektywnie wykorzystać czas „w służbie” innym.
Pochwal się efektami.
Paweł: – Wobec tego zacznę od Spółdzielni Mieszkaniowej na Ochocie, w której działam już ponad 20 lat.
Karol: – A konkretnie?
Paweł: – Dobrze, spróbuję Ci na to odpowiedzieć. Otóż: nasz budynek, w którym mieszkam, liczy sobie sto lat. Powstał w latach dwudziestych, gdy pracownicy różnych zawodów mogli uzyskać kredyt bankowy, kupić działkę i wybudować dom. Byli „na pensjach” jako inżynierowie, pracownicy kolei, nauczyciele, naukowcy, ale też rekrutowali się z wolnych zawodów, jak np. dziennikarze, plastycy czyli mówiąc ogólnie –artyści.
Naszą spółdzielnię założyli więc przedstawiciele różnych zawodów: prawnicy, bankowcy, kupcy.
Dom został trafiony pociskiem z działa kolejowego we wrześniu 1939 roku.
Karol: – Zdjęcie zrujnowanego narożnika uzyskaliście w ciekawych okolicznościach. Powiedz naszym Czytelnikom w jakich, gdyż to ciekawa historia.
Paweł: – Kilka lat temu ktoś przysłał z Niemiec do Warszawy zdjęcia znalezione po śmierci swojego krewnego, który był żołnierzem Wehrmachtu. No i właśnie na jednym z nich sfotografował się na tle naszego budynku, przeoranego pociskiem od dachu do fundamentu. Potem budynek został wypalony w Powstaniu Warszawskim.

Karol: – I jaka była jego dalsza historia?
Paweł: – Po wojnie ocaleni spółdzielcy doprowadzili do jego odbudowy i powoli przywracali dawny stan. Jeden z sąsiadów namówił mnie, bym wszedł do zarządu spółdzielni. A teraz już nie mogę „wypisać się”, bo spółdzielcy uważają, że to jest… moje dożywocie.
Karol: – I słusznie, że tak uważają! Gdyż – jak sądzę – w takim budynku ciągle jest coś do zrobienia, a chodzi przy tym i o to, aby zachować go „ku pamięci”, tym bardziej, iż tak niewiele zachowało się w Warszawie „przedwojennych domów”.
Paweł: – Masz rację, ale żeby tak było, należało wymienić instalację, na nowo pokryć dach, wykonać izolację fundamentu, przeprowadzić remont elewacji zewnętrznej oraz klatek schodowych, pomalować okna, dokonać renowacji posadzek i bramy wejściowej – wszystko pod nadzorem konserwatorskim. Teraz chcemy zainstalować fotowoltaikę.
Karol: – Brawo, że wszystko to udało się!
Ale Pawle Szanowny, dziś poważny seniorze; wspominałeś mi kiedyś, że wiele czasu zajmuje Ci też działalność w Stowarzyszeniu Wychowanków Liceum Ogólnokształcącego w Józefowie na Roztoczu. Powiedz coś i o tym.
Paweł: – Tam się wychowałem i chodziłem do szkoły.
Nasze liceum było pierwszą szkołą średnią utworzoną od podstaw w 1944 roku, w wyzwolonej Polsce. Rodzice wsiedli do furmanek i pojechali ponad 100 km do Lublina, by dostać zgodę władz na utworzenie szkoły.
Karol: – Wiele było po wojnie takich „zrywów”, więc rozwiń proszę swoje wspomnienia o tej szkole.
Paweł: – Nasze liceum było skromnie wyposażone, w klasach były tylko ławki, tablice i kaflowe piece. Brakowało pomocy naukowych. Była to szkoła – jak to się mówi – na głębokiej prowincji. Lekcje odbywały się w prywatnych domach, potem już było lepiej, bo wykończono – też siłami społecznymi, przedwojenny budynek. Brakowało kadry nauczycielskiej, ale ten problem rozwiązali nauczyciele z dawnych Kresów, dla których Józefów był etapem w wędrówce na Zachód.
W liceum było dużo zajęć pozalekcyjnych, różne kółka zainteresowań: polonistyczne, historyczne, fizyczne, chemiczne, sekcja sportowa i strzelecka. Nie było strzelnicy, ale były kamieniołomy i tam uczniowie ćwiczyli strzelanie z kbks. A profesor Mieczysław Sawicki – fizyk, eksperymentował z silnikami odrzutowymi. Skonstruował z uczniami rakietę, która nawet została wystrzelona, co było w szkole dużym wydarzeniem.
Trzydzieści lat temu, gdy tylko powstały prawne możliwości, założyliśmy stowarzyszenie, by pielęgnować więzi koleżeńskie i kontakty z małą ojczyzną.
Karol: – Dodam, że jesteś w tym stowarzyszeniu prezesem zarządu. Szczerze Ci tej funkcji gratuluję (oczywiście społecznej, żeby ktoś nie pomyślał inaczej). I szczerze mówiąc – zazdroszczę Ci tej funkcji.
Paweł: – Nie ma czego zazdrościć Karolu…
Karol: – Chyba jest czego, bo np. w moim dawnym liceum nie ma takiego stowarzyszenia, mogłoby być w KAŻDYM, gdyż spotkania „po latach” z dawnymi kolegami mają wartość nie do przecenienia! Przecież nie chodzi tu o wspominki „jak było?”, ale o ważne wydarzenia z tamtego okresu, których nie da się tak po prostu i w całości wyrzucić na śmietnik historii: edukacja, sport, dostęp do kultury, praca dla każdego, szansa na karierę (w dobrym tego słowa znaczeniu, oczywiście – niepolitycznym), dawała nam wtedy dużo satysfakcji. Ale przerwałem Twoje wspomnienie, więc proszę, abyś je kontynuował.
Paweł: – W tym roku Józefów obchodzi trzechsetną rocznicę uzyskania praw miejskich, nadanych przez ordynata Tomasza Józefa Zamoyskiego, więc chcemy razem z władzami samorządowymi wykorzystać ten jubileusz do zorganizowania różnych wydarzeń kulturalnych.
Karol: – Super! To znów powód do zazdrości, ale przede wszystkim DO NAŚLADOWANIA…
Paweł: – Ta działalność wiąże się też z moim udziałem w Warszawskim Kole Zamościan.
Od lat mieszkamy w Warszawie, ale wracamy wspomnieniami do rodzinnych miejsc i zawsze ciekawi jesteśmy co się tam dzieje?
Karol: – Ja do szkoły średniej chodziłem w Szczecinie, i choć z żoną śledzimy na bieżąco „co tam się teraz dzieje” – ciekaw byłbym na ten temat opinii swoich byłych szkolnych kolegów. Wielu z nich przyczyniło się do dzisiejszego rozwoju „swoich” małych ojczyzn, a tym samym Polski.
Ale to Pawle jeszcze nie wszystko, czym aktualnie się zajmujesz?
Paweł: – Kolejną organizacją społeczną, w której pełnię funkcję sekretarza zarządu, jest Stowarzyszenie Obywatelskie „Dom Polski”. Tutaj kontynuuję swoje pasje z czasów studiów i działalności w Zrzeszeniu Studentów Polskich.
Bardzo blisko współpracujemy z Komisją Historyczną Ruchu Studenckiego.
Organizujemy „spotkania pokoleń” oraz różne formy działalności obywatelskiej. W tym roku skupiamy się na obchodach 75-lecia ZSP.
Karol: – Gratuluję, gratuluję, ale proszę jeszcze o kilka zdań o przedsięwzięciu, w którym obecnie uczestniczymy razem.
Paweł: – Jest to stowarzyszenie, które reanimowaliśmy po ponad 10 latach zastoju.
Teraz jesteśmy na etapie jego zmian organizacyjnych, w tym nazwy i celów oraz podjęliśmy starania o uzyskanie statusu organizacji pożytku publicznego. Musimy jednak trochę poczekać na rejestrację tych zmian.
Karol: – To powiedz jeszcze, jak nasze stowarzyszenie będzie się nazywało i czym przede wszystkim zamierza się zajmować.
Paweł: – Chcemy, by nazywało się Queen Jadwiga Institute, gdyż z jednej strony nawiązywać będzie do zasłużonej w historii Polski postaci królowej Jadwigi, która ufundowała odnowienie Akademii Krakowskiej, a z drugiej – podkreślać istotę działań stowarzyszenia, szczególnie w zakresie badań naukowych, popularyzacji kultury, edukacji i działalności wydawniczej.
Karol: – Nic do tego, co powiedziałeś nie dodaję, ani nie komentuję. Powiem tylko, że chciałbym bardzo, aby nasze zamierzenia się spełniły.
Ale jeśli chodzi o Twoją działalność społeczną, to chyba jeszcze nie wszystko opowiedziałeś?
Paweł: – Rzeczywiście, gdyż do tego o czym do tej pory była mowa, dochodzą jeszcze inne, choć już mniej formalne aktywności.
Karol: – Na przykład?
Paweł: – Jak np. ta, że nasz wspólny kolega Marek Karnecki z czasów pracy w Ministerstwie Kultury i Sztuki, zintegrował grupę osób o podobnych zainteresowaniach.
Razem spędzamy czas w wolnych chwilach, np.
chodzimy razem do kin, teatrów, organizujemy wspólnego Sylwestra i co roku spływ kajakowy.
Nazwaliśmy się Grupą Trzymającą Przyjaźń.
Karol: – Piękna nazwa, znów taka do naśladowania!
Paweł: – Jak widzisz, zajęcia te mają swoją przyczynę i zaistniały w bardzo naturalny sposób. A jeszcze, na dodatek, podobne pasje społeczne ma moja żona Misia, która kiedyś pracowała w Bibliotece Narodowej i zajmowała się informacją naukową. Do tej pory wyszukuje w Internecie, gdzie jest dostęp do wielu starych czasopism i dokumentów, różne zdarzenia, opisy, fakty, o co proszą ją autorzy książek i publikacji.
Karol: – Kłaniam się i Twojej Misi, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy Waszej Grupie „Trzymającej Przyjaźń”. Ile osób w niej uczestniczy?
Paweł: – Jest nas ponad 30 osób. A przekrój zawodowy – bardzo urozmaicony: profesorowie, oficerowie, dyplomaci, inżynierowie, nauczyciele … Panowie i panie. Nieważne, kto jakie pełnił kiedyś funkcje, ważne są nasze wspólne zainteresowania. Nasze relacje oparte są na równości, w której wykluczona jest hierarchia i władza jednej osoby nad drugą.
Karol: – Pozostawiam Twoje słowa bez komentarza i bardzo Ci za nie dziękuję.
Na zakończenie – jeszcze kilka zdań o smutnej sprawie – jeśli pozwolisz.
Paweł: – Domyślam się, o co Ci chodzi, ale pytaj!
Karol: – Kilka dni temu odszedł na zawsze nasz kolega i przyjaciel – WŁODZIMIERZ POSPIECH – WYBITNY CZŁOWIEK KULTURY, żegnałeś Go na uroczystości pogrzebowej. Czy mogę zacytować słowa z Twojego pożegnania?
Paweł: – Możesz, choć nie ma słów, które oddałyby to, co Mu się należy! Za to, że BYŁ (!) i obdarzył nas swoją dobrocią i przyjaźnią.
Karol: – „Był dyrektorem Teatru Wielkiego oraz dyrektorem Wydziału Kultury i Sztuki Miasta Łodzi; następnie pracował w Warszawie jako m.in. wicedyrektor Teatru Wielkiego i Opery Narodowej, dyrektor Departamentu Muzyki MKiS, dyrektor Przedsiębiorstwa „Polskie Nagrania” i dyrektor Redakcji Muzycznej TVP.
Dodam, że kiedy Go poznałem – z Jego inicjatywy powstały w Łodzi Muzeum Historii Miasta i Państwowa Szkoła Baletowa. Jeździłem ze Szczecina do NIEGO po „naukę”.
Paweł: – Głęboka Mu cześć i WDZIĘCZNOŚĆ za wszystkie dokonania! ŻEGNAJ WŁODKU!
Karol: – Pawle, dziękuję Ci za tę rozmowę, na którą długo się nie godziłeś, dlaczego?
Paweł: – Spowodował to brak czasu, ale dzięki Twojej cierpliwości i wytrwałości udało nam się trochę powspominać i opowiedzieć, co teraz robimy. Przyjmij również i moje podziękowanie.










Drogi Karolu i Pawle z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten wywiad .Bardzo interesujący ,chociaż dla mnie osobiście tylko z jednego powodu mianowicie ile jedna osoba może zmieścić działalności społecznej użytecznej ,pomocowej itp w dobie która ma przecież tylko 24 godziny.Na szczęście wnuczek Pawła potrafił wytargować u Dziadka sporo czasu dla siebie.
Karolu mam nadzieję że ta rozmowa to cenna inicjatywa pokazywania sylwetek interesujących ludzi czynu pokazując ich dorobek zawodowy społeczny rodzinny ale jeszcze za życia.Wspomnieliscie o Włodku ,to kolejna już osoba o której dorobku mówimy dopiero po Jego odejściu.
Trzymam kciuki Karolu żeby Ci się to udało a ciekawych ludzi do takich rozmów jest sporo w naszym otoczeniu.Nie każdy przecież ma taki dar i sposobność jak Ty aby napisać i wydać tak piękna autobiografię którą nie tak dawno mieliśmy przyjemność poznać.