Zaczepił mnie w jednym z komentarzy Józef Baran „ciekawe jest to, co piszesz o wolności”, co mnie zmroziło i jednocześnie postawiło do pionu – mój Boże, a cóż to ja takiego napisałem o tej wolności. A jednak, napisałem. Jednak zbłądziłem, zgubiłem się, zgrzeszyłem pisząc – wolność (…) wolność – słowo najważniejsze, słowo klucz, sezam naszych dusz, jeśli takowe jeszcze mamy…
Com napisał, napisałem, przeczytajcie sobie sami esej o osieroconych poetach. Czegom nie napisał, napiszę jeszcze (!?) To ważniejsze chyba, to to czego nie napisałem, czego może jeszcze bałem się napisać, bo wolność to
Przypowieść o wolności absolutnej
chciałem mieć wszystko
więc
nie przywiązywałem się
na stałe
do niczego
w ostatecznym rozrachunku
cierpię na
chroniczny stan nieważkiej
samotności
Co to jest wolność? Co to prawda? Co to samotność?
Kto wie?
może ci tylko ocaleją
co nie kalkulowali
lecz
kochali
i po tamtej stronie
czekają na nich
gorejące serca
a ci którzy
żaru serca nie zaznali
sami wtrącą się
do zimnicy
otchłani?
To wiersze z ostatniego tomu Józefa Barana „Pokój i wojna”. I On mnie zaczepia o wolność?! O wolności samemu pisząc i to dobrze, mądrze pisząc, no cóż. Wolność nie jedno ma imię.
Być może o wolności możemy tylko rozmawiać poezją. Być może wolności nie ma, a absolutna jest tylko ideą – mglistą przestrzenią wymyśloną przez Platona oraz innych filozofów, bogów myślenia. Być może wolność to nasz … nakaz sumienia, jeśli sumienia mamy, a może to kategoryczny imperatyw naszego istnienia i naszych dążeń, a może wolność to sen, nasz najczęściej śniony sen, nasze marzenie, stan wyższy nierealny naprawdę do przeżycia trwalej. Być może to właśnie fatamorgana naszego życia. Wolność. Przeciwieństwo niewoli, w którą wtrącił nas dobry Bóg umiejscawiając nas pomiędzy życiem i śmiercią. Tylko przypomnę – w tę śmierć wtrąciliśmy się sami częstując się tym nieszczęsnym jabłkiem w tym nieszczęsnym raju… Dzisiaj to już tylko bajki. Biblia, od której poczynałem edukację odstawiono do lamusa ludzkości. Wiemy lepiej. Absolutnie wolni. W klatkach samotności.
Otóż nie. Po stokroć nie. Wolność to wiara. To odwaga wiary. To moc wyjścia poza nieskończone, moc przekroczenia granic, siła wyobraźni, ciekawości świata, zachwytu, potrzeba poczucia sensu, nadziei, pokory wobec potęgi wszechświata i rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Wszystko to co dziś wyśmiane, zdeprecjonowane, zdeformowane i odłożone do tego samego lamusa. Lamusa świata, historii, dawnych zasad człowieczeństwa.
Bo przecież dziś kategoryczny imperatyw przemodelowano do postaci li tylko zasady, już bez Boga, bez absolutu, w miejsce Boga podstawiono nas samych – nie jako wspólnotę (czytaj jakakolwiek Solidarność, słowo bliskie wolności), a jako samoistne jednostki, którym wszystko wolno. Podobno ta nasza nowa wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego, ale gonimy sami siebie krok po kroku nakładając ograniczenia i hamulce, aby tylko dawać wolność absolutną jednostce zwłaszcza w jej buncie wobec Boga. Przecież bogiem jesteś ty sam. Sam ustanawiasz reguły, sam się rozgrzeszasz, sam wyznaczasz granicę. Czy to jest wolność? Czy już jej karykatura…
Ale po cóż się nad tym zastanawiać. Wyrzuć książki, rozterki, wątpliwości, namysł, roztrząsania problemów religijno-etycznych, wyrzuć myśl, komplikację i jakiekolwiek skupienie. Wyrzuć głębię, duchowość, skupienie, wyrzuć jakieś nieszczęsne sumienie i żyj, pełną piersią, radością życia, baw się, sobą, innymi, ciałem i rozkoszą, bez tchu, bez granic, bez stresu i bez dylematów (moralnych, etycznych, filozoficznych, bez ciężkich Norwidów i ciężkich Baranów) bez Walterów, mącicieli, konstruktorów wiary i dusz. Konstruktorów? Wolne żarty.
Wolność? Czym dziś jest wolność. Kochaj i rób co chcesz. Augustiańskie zawołanie wypaczono dziś w sposób jakże wyrafinowany. Odzierając je z wymiaru boskiego osiągnięto idealnego imbecyla rzeczywistości, który już nie wie czy kocha czy używa, który nie wie kim jest i po co, dokąd zmierza, a zwłaszcza skąd przyszedł. Nomada idealny. Łatwo sterowalny. Plastycznie ukształtowany do postaci marionetki czasów, z którą można już zrobić wszystko. Wojnę, pandemię, ekstazę emocji wywołaną totalnie medialnie poprzez setki możliwych technicznie bodźców idealnie rozprowadzanych całą tą użytkową techniką i technologią wszechogarniającego atakowania nas obrazem, emocją, dźganiem naszej jaźni impulsami lepszymi niż poezja, którą trzeba zgłębić intymnie, dyskretnie i w ciszy swojej izdebki.
Czy zabrano nam wolność? Ależ nie. Otrzymaliśmy jej znacznie więcej. Aż po wolność do samobójstwa, bez grzechu, bez wyrzutu, bez dylematu i zbytniego zastanawiania się nad wyrazem etycznym takiego kroku. Wolność absolutna. Wolność silniejsza … od wolności. Wolość ponad celem i sensem, wolność idealna, ale jakby zamulona, bezkształtna i nie wiadomo po co? Za dużo już mamy tej wolności.
No i teraz pojawiają się ci wszyscy rycerze Ciemnej Strony Mocy. Ci, którym wolno wszystko, ci, którzy nami gardzą, którzy prą do przodu, kochają władzę, ordery, oklaski i podziw, którzy długo patrzą w lustra podziwiając cud stworzenia, jego cel i ideał – siebie. Człowiek, to brzmi dumnie, wokół niego przecież krąży cały wszechświat, planety, galaktyki, czarne dziury, supernowe i odległe obce światy. Entropia to szalony pomysł złych Bogów, to złudzenie – ja, jestem sterem, żeglarzem, okrętem.
Taki świat boli. Doskwiera. Przytłacza ludzi wątłych, wrażliwych, pokornych, ludzi wielkich serc, którzy wiedzą co znaczy: kochać, cieszyć się, w coś wierzyć i płakać po stracie. Ludzi świata, którego już nie ma…
Dziatkowie i dziadki
najpierw dziadkowie
pomagają dziatkom
w stawianiu pierwszych kroków
na wirującej kuli ziemskiej
potem dziatkowie
uczą dziadki
chodzenia
po księżycowym
wirtualnym globie
gdzie wśród pinów i kodów
poruszają się
niezgrabnie
jak Armstrong
na Księżycu
i stale zachciewa im się powrotu
na Starą Ziemię
jednak Stara Ziemia
usuwa się im
coraz bardziej
spod nóg
i coraz częściej
śni się dziadkom po nocach
że całkiem zniknął
wymieniony przez złego czarodzieja
na supernowoczesny model
cyberświata
z którego ich wyeksmitowano
dreptają pukają w drzwi i w okienko
lecz żaden ze starych kluczy
nie pasuje
do żadnego z zamków
w ich serdecznych skrytkach
Nieuchronnie odnoszę wrażenie, że dziatkowie już nie doceniają pomocy w pierwszych krokach, o wirującej kuli ziemskiej wiedzą tylko tyle, że jest wokół niej „ocieplenie klimatu” i zmierzamy ku jakiejś bliżej nieokreślonej katastrofie zatruwając naszą zieloną planetę, przy czym katastrofa ta to nie żadne wojny, kryzysy finansowe czy pandemie, a bardziej hipotetyczny armageddon zalewających nas wód, a nad tymi wodami przecież … brak ducha, duchów przecież nie ma, ani żadnych rzeczy i spraw nadprzyrodzonych, bo jest przecież owa przyroda – w niej ukrył się i Bóg, i wolność, i piękno i poezja…
Spełnia się Nikifor cyberświata. Wystrugano oto nowych ekoludzi, niezbyt lotnych, mało oczytanych (żeby nie powiedzieć w ogóle nie oczytanych), łatwo łykających dobrze spreparowane „poruszacze” emocji i odpowiednio reagujących na … wolność i jej imperatyw – już nowy, nowoczesny, by nie powiedzieć cyfrowy.
Ten wiersz, wiersz o dziatkach i dziadkach jest właśnie dowodem na wolność, ale to ta wolność starodawna, wolność, której już nie ma. On jest napisany wolnością. Wolnością, której już nikt prawie nie rozumie, albo ci, co rozumieją wymierają w zastraszającym tempie. Jest napisany wolnością, bo właśnie to narracja dziś niezrozumiała, posiłkowanie się staromodną wizją świata, jakiegoś następstwa pokoleń, u podłoża którego leżą: miłość, szacunek, następstwo kolei rzeczy. Czy może nawet, w domyśle, jakieś nieuchronne przemijanie. To za skomplikowane, za normalne, za mało zdeformowane. Lepiej napisać taki wiersz /Sebastian Brejnak?
FK
I.JAMA NOSOWA
Sam opis to wystarczy żeby przestudiować twarz w trybie zaocznym
(za uszami niczego nie widać pod światło)
Aparatury działają w poprzek historii
prężni maszyniści klecą fantomy zamiast bólu
To wciąż za mało jak na czas
który się ma albo posiada
za dużo na literaturę bez dotacji
(przerwami na papierosa fingującej wypróżnienie)
Zaczerpnięcie głębokiej ziemi prosto do płuc
płycieje przy punkcie K języka
On tnie na kawałki sprośne dykcje
i zabija brudne szyby gładką dyktą
Skądinąd niezły wiersz nowej poezji, ale dla kogo są te wiersze ja się tu pytam? Dla tych niczego nie czytających kretynów? Nic z tego nie zrozumieją. My rozumiemy, ale co z tego. Jak rozmawiać w czytelnikiem przeciętnym, chcącym czytać dla informacji, rozrywki i poszerzania światów? Sądzę, że lepiej rozmawiać i pisać Baranem, a ponieważ ten wiersz, wiersz awangardy językowej tak dziś lansowanej przez elitarne środowiska poetyckie dowodzi tylko tego, że … chyba lepiej i prościej przemawiać Baranem do ludzi i świata żeby jeszcze choć cząstkę ocalić – normalności, ciepła i wzajemnego zrozumienia, aby ta samotność coraz powszechniejsza trochę mniej bolała.
Dla jednych będzie Baran, dla innych Brejnak. To wciąż jedna i ta sama poezja. Dlatego chyba uznałem, że Baran jest pisany wolnością, a Brejnak modą, że Baran nie musi już nikomu niczego udowadniać, nawet sam sobie i ma w poważaniu mody i efemerydę języka, a kreuje prawdziwe proste przeżycie, a nie wypróżnienia zbuntowanych młodych napalonych…
Przestrogi starego poparzonego dla młodego napalonego
to prawda
że prawda i tylko prawda
może wyzwolić
lecz z prawdą trzeba się ostrożnie
obchodzić
prawda
mój drogi
bywa ostra
jak lancet chirurga
moment nieuwagi
i już ktoś jest poraniony
lub okaleczony
widziałem człowieka
który gdzie się pojawiał
wymachiwał szabelką prawdy
i brzytwą Ockhama
siejąc popłoch
aż stał się groźny
dla otoczenia
i zamknięto go
w szpitalu dla szczerych idiotów
najlepiej przechowywać ostrą prawdę
w futerale
i używać tylko w razie konieczności
żeby
nie podcinać skrzydeł
nie gasić w krąg ducha
zaś na podręczny użytek
mój napalony
noś ze sobą
plastykową prawdewkę
jednorazowego użytku
z poduszkowatym zaokrągleniem
zamiast ostrza
tłumaczył stary młodemu
lecz ten patrzył w inną stronę
i był poza jego zasięgiem
Dożyliśmy tak oto czasów, kiedy wszyscy wydajemy się być już poza zasięgiem. Bo cóż to znaczy zasięg? Może dziś zasięg = wolność? Pytanie jest o tyle retoryczne o ile zdefiniujemy ów zasięg. Tyle, że zasięg ten wydaje się być niedefiniowalnym. Tak jak i wolność.
Żyjemy jakby w innych światach. Ani z nas konserwatyści, ani postępowcy. Ani z nas bohaterowie, ani tchórze. My, z tamtej epoki, chcemy coś ocalić, ci nowi, młodsi czy nawet nieco starsi, nie za bardzo wiedzą, czują i rozumieją co my tak naprawdę chcemy ocalić. Samotni w efekcie są i jedni i drudzy. Samotność i alienacja stały się chorobami wieku na równi z nadkwasotą (efekt chemii), alergią (efekt higieny) czy depresją (efekt korpo – szeroko pojęty). Ten świat, co zespala nasze odległe światy jest wynaturzeniem rzeczywistości. Jest takim ponieważ zburzono już wszystko to, co można było zburzyć. Pozostały fantomy znaczeń i wartości, wszystko to, co ważne i istotne amputowano bądź zastąpiono algorytmem poprawnej politycznie półprawdy wygodnej w pojmowalności i obsłudze. Na tym ciężko coś wznosić i budować, można jedynie wspominać świetności minione, a ponieważ „wszystko już było” pojęcia podstawowe, elementarne – jak dla naszego przykładu sztuką nazywamy dziś coś, co tą sztuką już nie jest, a jest komercyjnym produktem, który się sprzeda albo nie, a jeśli nie to wyląduje na śmietniku tej rzeczywistości.
„Poezja mi wszystko wyjaśniła” ? No cóż.
Owszem, sto lat temu, kiedy chciałem się narodzić, ale się nie narodziłem, bo ominęły mnie atrakcje XX wieku. Uczyłem się o nich w szkole. W szkole, w której książka była czymś najważniejszym. Podstawowym dokumentem kulturowym społeczeństwa. Wtedy wszystko wyjaśniały: miłość, sztuka, poezja i wymiar nadprzyrodzony, wszystko wyjaśniały: wiara, nadzieja i miłość, albo poezja i dobroć. A dziś: po co to komu? Piękno? To kusząca alternatywa rzeczywistości. Dobro? To efekt uboczny nieprzystosowanych. Liczą się: pięść, władza, emocje i ten ciągły teatr, który pozwala komercji coraz lepiej funkcjonować w merkantylnym mikroświecie prawideł podaży i popytu. Nawet zasady ekonomii, studiowane na Uniwersytetach, było, nie było, przedefiniowano przesuwając wagę i znaczenie zysku z miejsc poślednich na miejsca zasadnicze i priorytetowe. Jak w takim świecie mają się odnaleźć: słowa, wrażliwość i jakiekolwiek skrupuły?
Powróćmy do wolności. Wolność? A cóż to takiego?
Może to jedynie nasz sen, sen o wolności, o wartości z minionego świata, wcale dziś nie cenionej i nie uznawanej za istotną, jedynie wypisaną na sztandary, aby lśniła ozdobą i mirem mitu, który być może jeszcze nieźle się sprzeda.
Długo myślałem nad tomem Józefa Barana „Pokój i wojna”. Arcydziełem literatury światowej była kiedyś „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja. Podstawowy dokument i tak dalej… Prowadzono spory co demonstrował Lew Tołstoj tym tytułem, a zwłaszcza owym mirem wielu znaczeń zwłaszcza ówczesnej Rosji. Sądzę, że właśnie dziś, w XXI wieku otrzymaliśmy na to odpowiedź pełną zwłaszcza po 24 lutego 2022 kiedy rozpoznaliśmy od razu russkij mir chcący pożreć … wolność. Jestem przekonany, że Józef Baran celowo zatytułował swój tom odwracając kolejność w tytule arcydzieła na „Pokój i wojna”. Ja jednak poszedłbym w poszukiwaniu wolności jeszcze dalej i zatytułował ten tom „Wojna”, choć to pewnie banalne. Wojna jest jednak czymś czego nie zaznaliśmy, albo jedynie najstarsi z nas i to mało świadomie. Siedemdziesiąt siedem lat pokoju to szmat czasu. Wojna na wschodzie nie jest wojną regionalną. Też banał. To wojna zamordyzmu z wolnością. Ważne są niuanse i konteksty. Zamordyzm głosił wcześniej obronę wartości, które Zachód w imię wolności przedefiniował i skierował nas ku miejscu, w którym dziś mentalnie jesteśmy. Zatem pandemia, wojna, eksperyment na społeczeństwie i co dalej? 1984? Orwel and Huxley 4,0 Pro?
Dobry tytuł … „Pokój i wojna”. Był pokój, jest wojna, ale u nas jest pokój, każdy zajęty sobą udaje, że wie, że jest wojna … pokój i wojna i co dalej?
Dalej porozmawiajmy o wolności, bo to dziś rozmowa podstawowa. Najważniejsza. Elementarna. Jeśli chcemy poznać odpowiedź na pytanie „co dalej” porozmawiajmy o wolności – prawdziwie i szczerze. Jeśli jest to jeszcze możliwe.
Na szczęście
wszystko przemija
na szczęście
śmierć też
nie jest
nieśmiertelna
prześwituje przez nią wszystko
Dziś smutna sobota. Musieliśmy z Żoną podjąć decyzję uśpienia psa Stefana, który był z nami już 17 lat. To bardzo trudna decyzja, trzeba ją było podjąć, teraz pomimo, że jest nas tu wielu jest jakaś pustka, jakiś brak, kogoś już więcej nie zobaczymy… żegnaj Stefciu, byłeś słodkim psem, pozostaniesz w naszej pamięci. Zamiast siedzieć i myśleć i wspominać wolałem zająć się wolnością, poezją, Józefem Baranem i pisaniem. Praca wszystko zwycięża, a miałem pisać o …









