Lewicowa wrażliwość i świeckość

0

Krytycznie odnosząc się do niewrażliwości lewicy na porządek i obyczaje roku liturgicznego, chcę zwrócić uwagę, że w krajach chrześcijańskich nie jest on niczym innym niż wydobyciem i uświęceniem nadprzyrodzonego, sakralnego podłoża naturalnych zjawisk, od radości narodzenia po smutek śmierci, od zmartwychwstania po pełnię życia w Zielonych Świątkach i jego uwiąd w adwentowym oczekiwaniu na nowe narodziny. Nie tylko lud tak czuje i nie trzeba być człowiekiem wierzącym, żeby odczuwać dostojeństwo tego rytmu przyrody. To jest coś więcej niż liczenie, ile mamy dni wolnych od pracy i jakich możemy wtedy zażyć przyjemności. Brak albo stłumienie poczucia wzniosłości, tak powszechne dzisiaj, powoduje spłaszczenie życia z wszystkimi ujemnymi tego skutkami. Jest też źródłem klęsk wyborczych.
Skarżył się kiedyś Schiller w hymnie „Bogowie Grecji”, że chrześcijaństwo przepędziło poetycko-baśniowe (uwznioślane poezją) bóstwa z ich ziemskich siedzib, wędrówek i spotkań z ludźmi, na dobre i złe. Ale ta boskość w chrześcijańskim obyczaju przecież odżyła, obchody każdej pory roku włączały do uczestnictwa pola, lasy i strumyki, ciała niebieskie i zwierzęta. Polskie drożyny zaroiły się od świętych figurek, zamieszkały one i w fasadach domów, i obok rosochatych wierzb, i na łąkach umajonych, i przy leśnych i górskich głazach. W potokach i jeziorach jeszcze za Mickiewicza pluskały się rusałki. Wytępiono najpierw je, a potem też ryby. U Leśmiana dziwne podejrzane twory wyglądają zza każdego zakamarka. Czego nie było w ewangeliach, znalazło się w apokryfach i ludowych gawędach, których od pewnego momentu Kościół już nie tępił. Czy nie cieszy się cała przyroda z narodzin i zmartwychwstania w kolędach i pieśniach triumfalnych? Czy nie płacze i nie sroży się w kantatach Bacha? Nie krwawi w etiudach Szopena, w symfoniach Karłowicza?
Wzniosłe jest też poczęcie. Natura czyni wszystko co może, aby ochronić zarodek, kształtuje też odpowiednio psychikę rodziców, i trzeba pamiętać, że przerwanie życia jest wbrew sobie samemu, siłom własnego organizmu i ducha, niezależnie od tego, czy ten zarodek uzyskał już zdolność czucia, czy jeszcze nie. Odczucie potrzeby (konieczności?) jego zniszczenia jest dylematem tragicznym, wymagającym odpowiedzialnego ważenia racji, a nie – jak chcą Biedroń ze Śmiszkiem i niejedna zaperzona dziewczyna– zwykłym zabiegiem medycznym. Życzyłbym sobie w Polsce lewicy z tą ludzką wrażliwością.

Autor wpisu: Andrzej Lam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj