Zmarła kilka dni temu, niepodziewanie, ku zaskoczeniu WSZYSTKICH, którzy Ją kochali i bardzo cenili! Dwa dni wcześniej rozmawialiśmy przez telefon, jak zwykle o codziennych sprawach, trochę o polityce i wreszcie o tym, co nowego ukazało się…w Przeglądzie Dziennikarskim, który na bieżąco czytała. Mówiła o swoich odczuciach na temat minionych wyborów do Parlamentu Europejskiego i o tym, co dzieje się w naszym szkolnictwie, jako że ta tematyka była najbliższa Jej sercu.
Była przyjaciółką przede wszystkim mojej żony, gdyż 11 lat razem pracowały w Szkole 146 w Warszawie, której Magdalena była dyrektorką, a Ona pedagogiem, natomiast mnie nieustannie „zaczepiała” o problematykę dotyczącą naszej współpracy z Niemcami i o to, co dzieje się w kulturze, o czym aktualnie piszę, (m.in. w PD), gdyż wiedziała, że się tymi zagadnieniami w przeszłości zajmowałem i nadal nimi interesuję. Imponowała mi swymi ogromnie szerokimi zainteresowaniami, oczytaniem, wiedzą i doświadczeniem.
Ta znajomość z Igą trwała przez ponad czterdzieści lat, dokładnie od września 1981 roku.
Po przejściu żony i Igi na emeryturę, w gronie zaprzyjaźnionych nauczycielek obie Panie nadal spotykały się (na ogół raz w miesiącu) na tzw. „babskich” pogaduszkach, nazywając je spotkaniami „u Adamczyka”…
Była kobietą bardzo mądrą, towarzyską, pełną niespożytych sił, oddaną bez reszty służbie dzieciom, szkolnictwu i PRAWDZIE, której na imię – Polska! Wielki CZŁOWIEK i wielka PATRIOTKA!
Zawsze czekałem na Jej opinię o wydarzeniach w kraju, o przeczytanych książkach i artykułach w PD, ponieważ Jej zdanie było dla mnie niezwykle ważne.
Z ogromnym smutkiem żegnam Cię Igo, wspieraj nas dalej, teraz „z dalekich stron”, bo chcemy jak najdłużej korzystać z Twoich doświadczeń, rad i życiowych mądrości.
***
Magdalena Czejarek
Moja przyjaźń z Igą była wyjątkowa i właściwie od pierwszego spotkania 1 września 1981 roku, kiedy w nowym i obcym mi środowisku rozpoczynałam pracę w Szkole 146., w której Iga od lat była pedagogiem. Zaprosiła mnie wówczas do grona dobrze znających się od dawna przyjaciół, z którymi nie tylko przepracowałam 11 lat, ale nawet po przejściu do 303. na Ursynów, nadal utrzymywałam z nimi serdeczne kontakty.
Jako dyrektor szkoły niezwykle ceniłam sobie fachowość Igi, Jej zaangażowanie i pełne oddanie sprawom szkoły, a przede wszystkim uczniów. Była dla nich ogromnym i niepodważalnym AUTORYTETEM, wspomaganym wiedzą i doświadczeniem.
Nigdy nie bała się podejmować tzw. trudnej tematyki. Z dużą odwagą prowadziła w tym zakresie działalność edukacyjną wśród młodzieży, wychowawców i rodziców. Dotyczyło to obszaru wielu zagadnień związanych z wprowadzeniem przedmiotu „Przygotowanie do życia w rodzinie”. Zapraszała na specjalne „wykłady” lekarzy, którzy pomagali zrozumieć temat i odpowiedzieć na nurtujące młodzież i rodziców pytania. Byli Jej za to bardzo wdzięczni.
Korzystała też z pomocy prawników, by przybliżyć i tę tematykę w rozwiązywaniu problemów wychowawczych w szkole.
Jakże chętnie włączyła się we współpracę szkoły z Teatrem OCHOTY, jego aktorką i reżyserką p. Haliną Machulską, która wprowadzała w naszej szkole swoją nowoczesną metodę „dramy”, pomagając w ten sposób w nauczaniu wielu przedmiotów.
Dziś przydałaby się odwaga Igi w realizacji planów wychowawczych w każdej szkole. Wciąż poszukiwała najnowszych rozwiązań w naukowych publikacjach, chętnie dzieląc się tą wiedzą z nauczycielami. Ja sama korzystałam z tego, zapraszając Ją po latach do ursynowskiej szkoły na wygłoszenie prelekcji dla nauczycieli i wychowawców, którzy prosili o dalsze spotkania. Prelekcja dotyczyła tematu: Jak przygotować dziecko do szkoły?
Będąc już na emeryturze – spotykałyśmy się w kilkunastuosobowym składzie w naszych domach (tu wspomnę niezapomniane koleżanki, których od lat nie ma już wśród nas), ze Szkoły 146: Hanię Matusiak, Danusię Oleksiewicz, Helenkę Krawczyk, Henię Księżopolską, Bogusię Tużnik i Martę Żebrowską. Od 2007 roku – dość regularnie, przeważnie raz w miesiącu – bywałyśmy „u Adamczyka”. Iga pilnowała tych dat, które stały się ważnym elementem naszego pozazawodowego życia.
Od kilku lat grupa nasza zmniejszała się, w końcu pozostałyśmy we czwórkę: Iga, Krysia, Wanda i ja.
Czy możemy Igusiu obiecać Ci, że spotkania te będą kontynuowane?
Tak! Chociaż Twoje nagłe odejście uświadomiło nam niestety tę smutną prawdę, że życie nasze jest bardzo, bardzo kruche.
Z ogromnym żalem i niewyobrażalnym smutkiem chcę Cię pożegnać również w imieniu Krysi i
Wandy, z zapewnieniem, że byłaś dla nas OSOBĄ WAŻNĄ I WYJĄTKOWĄ, KTÓRA miała w sobie niepoliczalne pokłady SERDECZNOŚCI, ŻYCZLIWOŚCI I DOBRA.
Tak byśmy chciały, żebyś to mogła USŁYSZEĆ!










