Kiedy zacząłem przygotowywać moją premierową podróż do Meksyku, postanowiłem bardziej wniknąć w słynną awanturę, skandal polityczny dotyczący interwencji Europy w polityczne wydarzenia tego kraju. Mam na myśli oczywiście intrygę z XIX w. ukutą w gabinetach rządowych Francji, Anglii, Hiszpanii oraz Austrii – ustabilizujemy wstrząsany rewolucjami Meksyk, ustanawiając tam europejską monarchię. W historiografii tego kraju do dziś nazywa się ta awantura la invasión francesa a México – „francuska inwazja w Meksyku”.
Akurat nadarzył się wtedy idealny moment – prezydent Meksyku, Benito Juárez ogłosił, iż jego rząd nie potrafi spłacić olbrzymich długów, prawnie (pacta sunt servanda) należących się owym krajom. A dlaczego monarchą, mającym uspokoić sytuację polityczną w Meksyku, powinien akurat zostać Maksymilian, młodszy brat cesarza Austrii, Franciszka Józefa? A dlaczego nie? Z perspektywy Wiednia młody Max był przecież godnym i świetnym kandydatem!
Jest rok 1862. Meksyk w ogniu rozruchów. Za nerwową (do dziś) granicą z USA rozruchy, napady, ciągłe utarczki, trupy. Wkrótce wybuchnie tam wojna domowa. Bitwy są raz wygrywane przez Meksykanów, raz przez Amerykanów. Ci po 1848 roku zagarnęli olbrzymie tereny (Kalifornia, New Mexico, Texas) manu militari dla siebie. Patrioci meksykańscy są rozgoryczeni, zrozpaczeni. Walczą do upadłego. A tu jeszcze na horyzoncie jawi się zupełnie nieznany kandydat na cesarza – z Austrii. Austria? Po co nam tu w północnej Ameryce cesarz z Europy?
Postanowiłem bliżej zgłębić kulisy tej „cesarskiej awantury”, bardzo poważnie osadzonej w historiografii zarówno Austrii jak i Meksyku. W internecie zobaczyłem, iż wśród wielu tytułów mądrych książek poruszających ten temat, jedna powieść przyćmiewa inne – może jest najlepsza? „Noticias del Imperio” spod pióra meksykańskiego pisarza, Fernando del Paso. Wydana w 1987 roku. Sprzedano 20 milionów egzemplarzy. Gigantyczny sukces zmarłego w 2018 roku autora!
Kupiłem wersję po niemiecku (ukłon w kierunku Austrii…), 900 stron. Tytuł: „Nachrichten aus dem Imperium”, czyli „Wieści z Imperium”. Zorientowałem się przy wstępnej lekturze, iż trafiłem w dziesiątkę. Autor wyjaśnia wszelkie najdrobniejsze detale konfliktu Meksyk-Europa, omawia intermezza w postaci losów cesarza Maksymiliana i jego małżonki Charlotty przed i po rozstrzygnięciach sporów, prowadząc nas pedantycznie przez meandry, korytarze i salony polityczne wielu krajów. Precyzyjnie podaje daty, miejsca, omawia protagonistów oraz aktorów drugoplanowych, wyjaśnia psychologiczne przyczyny zadrażnień. Czuć, że F. del Paso bardziej niż dokładnie przygotował materiał swej historycznej powieści. Pisał ją 10 lat. Gęsto od dat i nazwisk. To „Biblia” dla tych, których ciekawi szachownica akcji politycznych tamtych lat na dwu kontynentach. Koronacja Maksymiliana nastąpiła w marcu 1864. Wybudowano specjalny pałac, projekt austriacki z Wiednia. Cesarska para zamieszkała w nim na wzgórzu Chapultépec. Sprawdziłem: mieli przepyszny widok z Palacio Chapultépec na zadrzewione szerokie aleje centrum miasta Meksyk – Ciudad de México.
Dlaczego jest to obszerna powieść a nie dokładny chronologicznie, lecz suchy opis wydarzeń politycznych, militarnych i dyplomatycznych? Bowiem Del Paso wprowadził świeży zabieg literacki: niemal cały tekst to praktycznie „monolog” małżonki cesarza, Charlotte, córki belgijskiego króla! To ona, już stara kobieta, schorowana wdowa po zapomnianym cesarzu, opowiada nam przebieg tamtych wydarzeń! U schyłku życia kuśtykająca i kulejąca. Ze śliniaczkiem pod szyją, gdyż ma kłopoty z połykaniem podawanej jej łyżką papki przez odpowiednią hrabinę. Już jest słabowita, wkrótce – czuje to sama – umrze.
To czyni lekturę niebywale atrakcyjną. Charlotte, albo „Carlota”, jak ją się do dziś w Meksyku nazywa, jest postacią nader tragiczną. Wypłynęła, uśmiechnięta do słońca i losu na pokładzie luksusowego statku do Meksyku z Maksymilianem, gdzie on, jej mąż zasiadł na cesarskim tronie. Myśleli oboje, iż sięgnęli gwiazd. Młodzi, będą panami wielkiego kraju. Niestety, wiemy, że los inaczej pokierował życiem jego i jej: rewolucje, zasadzki, ciągłe walki przeciw Meksykanom, aresztowanie cesarza, proces przeciw niemu, wyrok, egzekucja.
Maksymilian, brat austriackiego cesarza z Wiednia, zostaje schwytany przez meksykańskich żołnierzy-patriotów, aresztowany. Po procesie zostaje wykonany wyrok śmierci na nim dnia 6 lipca 1867. Prezydent Meksyku, Benito Juárez nie skorzystał z aktu łaski… Pluton egzekucyjny ma jeden cel: serce, wstrzelić się w cesarskie serce. Celowali prawidłowo. Salwa. Ciało zostaje przekazane wdowie. Wdowa, belgijska arystokratka, Charlotte umiera w swej ojczyźnie, Belgii w roku 1927.
Przeżyła swego zastrzelonego w Ameryce Północnej męża o równo 60 lat! Była osobą par excellence tragiczną. Los nie do pozazdroszczenia…
To wszystko wiedziałem przed wyprawą do Meksyku. Teraz, dzięki lekturze „Notatek z imperium”, grubego dzieła F. del Paso, bardziej wyczuwałem konstelacje polityczne, animozje, potajemne rozmowy, intrygi, układy, wydające nam się dziś dziwaczne, bo przestarzałe. Następne pokolenia są zawsze mądrzejsze niż bieżąca teraźniejszość. Ona jest tylko wąskim paskiem czasu między olbrzymią przeszłością a niewiadomą przyszłością.
Zagłębiony w fascynującej faktami, dialogami historycznych protagonistów, analizami wydarzeń oraz atrakcyjnymi prezentacjami osób lekturze F. del Paso, zamówiłem dla siebie i rodziny via AirB&B locum w stolicy Meksyku. Nigdy dotąd nie byłem w tym gigantycznym kraju. Adres był mi też zupełnie nieznany: dzielnica Roma, ulica (calle) Orizaba 150. Wiedziałem, iż książki F. del Paso nie zabiorę ze sobą przez Atlantyk: ciężka, powiększyłaby wagę lotniczego bagażu. A i tak u celu, wśród pełnych zajęć turystycznych godzin, jak zawsze nie ma czasu na lekturę.
Miałem co prawda skojarzenie (przeczytawszy adres) najpierw z dzielnicą: „Roma” to tytuł filmu meksykańskiego. Widziałem go w Wiedniu – dla mnie preludium wyprawy do Meksyku. To dzieło z 2018 roku – reżyser Alfons Cuarón. Otrzymał 3 Oskary, nagrodę w Wenecji.
Opowiada on o politycznej masakrze w Boże Ciało 1971 roku właśnie w dzielnicy Roma w stolicy Meksyku. Tu akurat mieszkam. Ten film to fragment ówczesnej „brudnej wojny”, alias „la guerra sucia”. Oddziały paramilitarne strzelały do bezbronnych studentów, protestujących przeciw oficjalnemu porządkowi politycznemu. Był to niemal kolejny epizod po krwawych wydarzeniach roku 1968 w tym mieście. Swoiste continuum. Reżyser wplótł wydarzenia polityczne w historię zamożnej rodziny – młoda Indianka pomaga u bogatych mieszczan, aby zarobić na swe utrzymanie oraz swej rodziny, żyjącej gdzieś w stepach, za nieosiągalnymi górami, daleko od stolicy.
Rok 1968 to również data Olimpiady w tym mieście. Igrzyska są poprzedzone masakrą w jesieni ‘68 na Placu Trzech Kultur! Sporo się działo dramatów w mieście Meksyku. Skoncentrowała się tu w skali metropolii walka ideologiczna o przyszłość kraju, tak ciężko doświadczonego przez historię.
Drugie skojarzenie to nazwa ulicy: Orizaba. Dokształciłem się szybko. Orizaba to miasto o 120 tysiącach mieszkańców. Leży pod górą o tej nazwie. Orizaba to najwyższa góra Meksyku – 5636 m oraz najwyższy wulkan kontynentu północno-amerykańskiego. Miasto i góra Orizaba leżą blisko Atlantyku, od strony metropolii Vera Cruz. Nie poznałem tych okolic. Meksyk ma dostęp do dwu oceanów oraz 10 000 km wybrzeża! Aha, w lokalnym języku náhuatl „Orizaba” to „Góra Gwiazdy”, czyli CITLALTEPETL.
Sama ulica ORIZABA (wymowa: ori-SA-ba) okazała się istotnie elegancka, otulona rzędami drzew – co nie jest powszechną cnotą metropolii świata… Domy drzemią za porządnymi, solidnie zbudowanymi fasadami. Kute bramy strzegą wejść wspomagane kamerami na 1. piętrze. Za bramą w „stróżówce” siedzi umundurowany człowiek. Kontroluje wzrokiem każdego, kto wchodzi i wychodzi. Zna twarze i samochody bywalców.
Ulica posiada sklepy z ładnymi witrynami, kawiarnie z tarasami (nawet w grudniu siedzi się tu w miękkich fotelikach na zewnątrz), kramy gastronomiczne, parki z alejami, placykami, egzotycznymi (dla mnie) drzewami, utrzymanymi w ładzie fontannami z wesoło tryskającą wodą, z poutykanymi rzeźbami (odkryłem tu „Pomnik goryla” – jedyny chyba na tym kontynencie!) oraz drogie zaparkowane przed domami samochody – import z USA.
Przed Bożym Narodzeniem 2023 przyjechałem z rodziną taksówką z lotniska pod ten adres – Orizaba 150, pokazany przedtem kierowcy. Stróż nas wpuścił. Windą do nieznanego mieszkania. Wypakowaliśmy walizki, rozgościliśmy się w jednym z mieszkań tego adresu. Nasze locum jest chyba jedynym z rozdania AirB&B w tym sporym budynku dobudowanym w innych nowszych czasach od strony patio. Od ulicy widoczna jest kilkudziesięcioletnia fasada. Inne mieszkania wydają się od dawna na stałe zasiedlone. W szerokich oknach bez firanek widziałem tam, jak służące w uprasowanych fartuszkach ubierały choinki, instalując migające potem bardziej lub mniej psychodeliczne lampki i żaróweczki.
Wyszedłem na pierwszy spacer. Spojrzałem pierwszy raz od ulicy dokładnie na fasadę. I oniemiałem! Na parterze, pod solidnym balkonem, rozpartym na 1. piętrze, patrzę na złoconą tablicę. Podchodzę. Na niej napis po hiszpańsku, dla mnie rewolucyjny tekst:
„Orizaba 150 – dzielnica ROMA – 1 kwietnia 1935 roku w tym domu urodził się meksykański pisarz FERNANDO DEL PASO”. Zaskoczenie zupełne! Wielka niespodzianka! Szok. Zdębiałem. Co za zbieg okoliczności! Jeszcze parę miesięcy temu nie miałem pojęcia o Jego istnieniu. Literatura to potęga! Mój adres turystyczny w stolicy Meksyku to miejsce urodzenia pisarza znanego mi dopiero od niedawna dzięki jego grubej książce! Mieszkam w dobudowanej części tego adresu – to na pewno nie jest mieszkanie, gdzie malutki Fernando zakwilił jako osesek kilkadziesiąt lat temu…
Kiedy sfotografowałem pozłacaną w metalu tablicę pamiątkową, ochłonąłem: właściwie dlaczego nie ma tu muzeum, poświęconego jego twórczości? Blisko są wielkie arterie, aleje (Álvaro Obregón, Jalapa, Nuevo León, Miguel Hidalgo czy Querétaro). Z całej stolicy, z całego kraju przyszliby chętni poznania tego utalentowanego pisarza, patriotycznego kronikarza wielkiego skandalu politycznego XIX w., sięgającego minumum dwu kontynentów! Ma na pewno legion wiernych wielbicielek oraz wielbicieli w całym kraju!
Rozentuzjazmowany napisałem o moim pomyśle urządzenia muzeum pod adresem Calle Orizaba 150 do pani burmistrz miasta stołecznego, doktor fizyki Claudii Sheinbaum. Sama pani burmistrz podkreśla chętnie swe żydowskie pochodzenie. Nazwisko („Schönbaum”?) pochodzi od jej żydowskiego aszkenazyjskiego ojca z Litwy. Matka wywodzi się z sefardyjskich Żydów z Bułgarii. Czekam na jej odpowiedź. Ale rozumiem, iż muszę sporo czasu poczekać na jej ewentualne pisemne echo. Jeśli w ogóle… Pani burmistrz startuje bowiem jako kandydatka na fotel Prezydenta Meksyku! Byłaby pierwszą kobietą w historii tego fascynującego kraju na tym stanowisku, jeśli wygra! Ma ważniejsze sprawy teraz w agendzie niż moje skromne pytanie muzealno-literackie. Wybory są w czerwcu 2024.
Meksyk? Co krok sensacja! Dziękuję, mistrzu del Paso za lekturę tego opus magnum.






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)







