Artykuł jest kontynuacją moich wcześniejszych wpisów o Bronisławie Wilimowskiej , publikowanych na tych łamach już od roku 2021, w związku z przygotowywaną książką o Niej (wydanie zaplanowane jest na wrzesień br. – w rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz dla uczczenia kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego, czyli wydarzeniom, z którymi m.in. związana była twórczość Artystki. Ona sama tę tematykę swych obrazów nazywała
utrwalaniem wrażeń z życia, które krystalizowały się w tamtych latach w Jej myślach.
Miałem szczęście obserwowania przez wiele lat rozwój Jej dokonań. Artystka najpierw szkicowała w specjalnym notatniku wszystkie rodzące się w Jej głowie tematy (na ogół to, co sama przeżyła i zobaczyła), a dopiero potem stawała przy sztaludze.
Zapisała się w naszej pamięci jako malarka Warszawy, a zwłaszcza jej powojennej i popowstańczej odbudowy. Ale nie tylko.
Podkreślała, że „warsztat malarza wymaga ciągłego – przez całe życie – doskonalenia się i… wysiłku fizycznego”. Wspominam o tym, gdyż Artystce zawsze towarzyszył niepokój o osiągnięcie zamierzonego celu. A jednocześnie uważała swoją pracę „za pasjonującą, dodającą energii do ciągłej walki o lepsze wyniki”!
Gdy się z Nią o tych sprawach rozmawiało, na Jej twarzy malowało się szczęście, „że ten, a nie żaden inny zawód wybrała”! (Mimo, że w latach okupacji, w dramatycznych okolicznościach straciła prawą rękę, w następstwie czego musiała realizować dalsze zamierzenia artystyczne lewą dłonią, co niewątpliwie wymagało od Niej i determinacji, i niezwykłego hartu. Dlatego cieszy fakt, że znawcy sztuki, często nawet nie zauważali u Broni tej „zmiany”, co jak najlepiej świadczy o dokonaniach artystycznych malarki).
Bezsprzecznie Bronisława Wilimowska należy do czołówki artystów malarzy powojennej Polski.
Poważną część Jej twórczości stanowią tzw. „militaria”, gdyż w ten sposób postanowiła upamiętnić swojego pierwszego męża, płk. Stanisława Wilimowskiego, który zginął w obronie Ojczyzny we wrześniu 1939r.
Z obsesją i pasją (w następstwie tego wydarzenia, a zwłaszcza, kiedy została członkiem AK i była uczestniczką Powstania Warszawskiego), „dokumentowała” na swoich obrazach okres walki narodu polskiego o wyzwolenie spod okupacji, a potem „odbudowy kraju” z wojennych zniszczeń. Przy czym – co warto podkreślić – niemal wszystkie Jej obrazy o tej tematyce powstały w oparciu o „studia” miejsc i postaci, których dotyczą.
Dla zdobycia wiedzy o utrwalanych na płótnach wydarzeniach, Artystka sięgała do dokumentów i książek historycznych, jakich wiele pozostało do dziś w bibliotece Jej pracowni na Starym Mieście, przy ul. Świętojańskiej 7. (Szkoda, że na tym domu, wciąż brakuje tablicy upamiętniającej działalność Artystki w pracowni znajdującej się „na poddaszu. O to przy okazji zwracam się do władz Dzielnicy i Warszawy!).
Bronisława Wilimowska przybliżyła nam w swej twórczości wielu bohaterów z okresu wojny 1939-1945, dokumentując w ten sposób znamienne „polskie” lata o odzyskanie niepodległości. Utrwaliła przede wszystkim tych, którzy podobnie, jak Jej ukochany mąż, zginęli w walce obronnej, a potem wyzwoleńczej i nie mogli już sami o tym po wojnie opowiedzieć! Malując ich portrety – uczyniła to niejako „w ich imieniu” i ten fakt osobiście bardzo doceniam. Jej patriotyzm jest nie tylko godny uwagi, ale też największego szacunku. Tym bardziej, że Jej „polskość” była POLSKOŚCIĄ NABYTĄ, a jednak okazała się TRWAŁĄ!
(Artystka urodziła się bowiem w Petersburgu. Od chwili zamieszkania w Polsce na stałe – czynnie włączyła się w życie kulturalne Polski, a w okresie okupacji – do walki wyzwoleńczej, przede wszystkim w Powstaniu Warszawskim. Dziś spoczywa na warszawskich Wojskowych Powązkach w grobie powstańczym ZGRUPOWANIA „KRYSKA”, którego była członkiem).
Podkreślę jeszcze jedną Jej cechę: przez całe życie uważała, że Jej najważniejszym zadaniem jest przekazanie następnym pokoleniom prawdy historycznej o ludziach, którzy na frontach zarówno wschodnim, jak i zachodnim walczyli o niepodległość Polski, jak i tych, którzy byli uczestnikami powojennego zrywu odbudowy kraju! Wypełnianie tego posłannictwa było dla Niej czymś niesłychanie ważnym. I chwała Jej za to!
Także za to, że swoją sztukę zaprezentowała w niezliczonej ilości wystaw zbiorowych, ale też w wielu indywidualnych, zarówno w kraju, jak i zagranicą.
Za swoje liczne „militaria” Artystka była wielokrotną laureatką Nagród MON-u (m.in. za obrazy „Westerplatte”, „Zaczęło się pod Lenino”, „Z bitewnych pól 1939-1945”, „Koniec III Rzeszy” – będących dziś własnością Muzeum Wojska Polskiego.
Można powiedzieć, że Artystka kontynuowała tradycje polskich malarzy „historycznych i batalistycznych”, co czyniła impresjonistycznym szkicem, pozostawiającym oglądającemu uzupełnienie namalowanej sceny własną wyobraźnią.
Podziw budziły zawsze Jej obrazy „warszawskie”, głównie „miejskiego” pejzażu stolicy, jej zaułków, odbudowywanych zabytków i urbanistycznego powojennego rozmachu. W tych obrazach jest coś, co my (zwykli odbiorcy sztuki) nie zawsze spostrzegamy, a mianowicie:
wrażliwość, sentyment i uczucie.
Wiele wystaw Bronisławy Wilimowskiej miało miejsce nie tylko w profesjonalnych galeriach sztuki, salonach BWA czy warszawskiej „Zachęty”, ale także w domach kultury (nie tylko w dużych miastach, ale i na tzw. prowincji. Celem tych wystaw było przybliżenie współczesnej plastyki ich mieszkańcom).
Artystka otrzymywała na ogół bardzo pozytywne recenzje, również na wystawach zagranicznych. Składały się one na kształtowanie opinii w ogóle o polskiej sztuce współczesnej. Tak było po prezentacjach Jej obrazów, m.in. we Francji, byłym ZSRR, we Włoszech, a także w Ameryce, Kanadzie, a nawet dalekiej Mongolii.
W roku 1969 furorę zrobił, m.in. Jej obraz przedstawiający kościółek pod wezwaniem św. Marka w Warszawie (utrzymany w pięknej pastelowej, brązowej tonacji, z charakterystyczną dla artystki „manierą” kładzenia farby).
Większość Jej obrazów, to nie tylko „realistyczne ujęcia tematów”, ale jednocześnie „swego rodzaju abstrakcja”, osiągana dzięki wspomnianemu już postimpresjonistycznemu ujmowaniu malowanych fragmentów otaczającej Ją rzeczywistości.
Można było się o tym przekonać m.in. w „Zachęcie” (naszej największej galerii wystawowej), na WIELKIEJ JUBILEUSZOWEJ WYSTAWIE INDYWIDUSLANEJ w 1983 roku, jak i na każdej kolejnej wystawie Malarzy Realistów, po których recenzenci porównywali Jej osiągnięcia z innymi wybitnymi polskimi artystami: Olgierdem Bierwaczonkiem, Januszem Kaczmarskim, Tadeuszem Kozłowskim, Jerzym Krawczykiem, Benonen Liberskim, Antonim Łyżwiańskim, Włodzimierzem Panasem, Rafałem Pomorskim, Markiem Sapetto i wieloma innymi.
Osobiście lubiliśmy z żoną cykliczne wystawy Bronisławy zatytułowane „Warszawa w sztuce”, na których obrazy Broni pojawiały się zwykle wśród wielu innych autorów, zdobywając uznanie, a prezentowali się wtedy także nestorzy malarzy varsavianistów, jak m.in. Bronisław Kopczyński, Jan Aniserowicz, Eugeniusz Arct, czy Zygmunt Jesionowski. (O czym szeroko np. informowała m.in. np. Trybuna Mazowiecka (z dnia 19/20.IX.64; prezentując m.in. obraz Broni „Z Warszawy 64”).
Pewnego razu dziennikarce „Stolicy” (w nr 37) Artystka odpowiedziała na zadane Jej pytanie – co pokaże na najbliższych swoich wystawach indywidualnych?
„Pokażę wkrótce obrazy z Budapesztu, Genewy i innych miast, które mam w planie odwiedzić. Zaczęłam również cykl obrazów zatytułowany „KOLOROWA WARSZAWA”, na co dziennikarka zareagowała „…Kolorowa Warszawa”? Przecież ogólnie uważa się, że miasto to jest wyjątkowo monotonne i szare”? Na co Bronia odpowiedziała:
„Do malarza należy wyszukiwanie i utrwalanie tych właściwości, których się normalnie nie dostrzega. Proszę zauważyć, że Warszawa ma wyjątkowo piękne niebo.
A Wisła jest również osobnym tematem KOLORYSTYCZNYM! Czasami jest szafirowa, innym razem szarożółta. Ostatnio także warszawska ulica nabiera specjalnej barwy! Brak co prawda zieleni, ale kobiety i dzieci ubierają się już o wiele żywiej, jaskrawiej, niż to było parę lat temu”.
Uwielbiałem Bronię Wilimowską za ten Jej wieczny optymizm.
Za widzenie PIĘKNA nawet tam, gdzie go wtedy jeszcze nie było, gdyż było to przecież zaledwie kilka lat po wojnie…
Obok pejzaży „Warszawy i Polski Bronia malowała i wystawiała też często portrety. Frapowało Ją studium ludzkiej twarzy. Potem nastąpiła epoka „kompozycji” zawartych w licznych „barwnych obrazach i akwarelach oraz gwaszach”.
Chwalono zatem Bronisławę Wilimowską nie tylko za obrazy przypominające m.in. waleczność polskich żołnierzy, ale też za podejmowanie wielu innych tematów, w tym zwłaszcza „kwiatów”. Choć w mojej pamięci na zawsze pozostaną przede wszystkim obrazy świadczące o „zaangażowaniu Artystki w twórczość upamiętniającą bohaterskie, choć tragiczne karty polskiej żołnierskiej epopei”. W tym obrazy, które Artystka zatytułowała: „Z bitewnych pól 1939-1945”, „Westerplatte broni się”, „Bitwa nad Bzurą”, „W obronie Warszawy”, „Obrona Helu”, „Gen. Kleeberg – ostatnia bitwa 1939”, „Mjr Hubal”.
Oceniając „batalistykę” Broni, krytyk – Stanisław Jordanowski, napisał swego czasu w piśmie „Tydzień Polski” z dnia 22/23 lipca 1978 r., że „w militariach” Bronia „stworzyła swój własny styl! Stosując długą smugę i dużą plamę zieleni, brązu i świetlanych szarości, które obramowuje lub przecina szkicowym rysunkiem, zrobionym cienkim pędzlem”. Malowała niepowtarzalnie polski krajobraz, domy, drogi i mosty. Dochodzą do tego liczne Jej reminiscencje z artystycznych (plenerowych) podróży zagranicznych, jak Gruzja (1965), Jezioro Bajkał (1969) i Pejzaż z Andaluzji (1971). A także portrety i martwe natury, przy użyciu akwarel, gwaszy i farb olejnych. Ale o nich może jeszcze kiedyś napiszę…
PS.
„Do Warszawy przyjechałam z Paryża jeszcze przed wojną. I było to zafascynowanie od tak zwanego pierwszego wejrzenia. Ten związek z miastem uległ później jeszcze pogłębieniu przez tragizm, jaki w czasie wojny przeżyło to miasto…’
„Nie jest to malowanie Warszawy li tylko z kronikarskiego obowiązku, ale wyrażające czułość i wrażliwość do utrwalanych przez przeze mnie miejsc”.
Nic do tego dodać, nic ująć – tym bardziej, iż Bronia każde swoje pociągniecie pędzlem czy ołówkiem traktowała SERCEM – choć wiele Jej obrazów ma jednocześnie obok waloru artystycznego walor dokumentu.
Dla piszącego te słowa jest to opowieść o najnowszej historii Polski. To płótna, na które Artystka przelała swoją miłość do Ojczyzny, to hołd złożony tym, którzy Polsce oddali krew i życie.
„Naród musi pamiętać o swojej przeszłości” – powiedziała mi kiedyś Bronia – „chcę przez moją sztukę powiedzieć to, czego inaczej wyrazić nie potrafię”!
Wciąż pozostaję pod wrażeniem tych słów.










