
Wojciech Żukrowski, Henryk AlbinTomaszewski, Józef Barański, Eugeniusz Eibisch, Józef Szajna, Erna Rosenstein, Michał Misiorny, Zbigniew Lengren, Lucjan Kydryński i Henryk Huber w moim życiu też byli bardzo ważni!
Zatem kontynuuję w tym odcinku swoje wspomnienia o artystach i ludziach (działaczach kultury), którzy odegrali w moim życiu ważną rolę.
Przyjaźniliśmy się serdecznie, a przeżyte z Nimi spotkania i rozmowy budziły zawsze mój podziw i szacunek dla ich dokonań twórczych, co żyje we mnie, inspirując do dalszej aktywności (choćby regularnego pisania do „Przeglądu Dziennikarskiego” i interesowania się w dalszym ciągu życiem kulturalnym nie tylko w naszym kraju). Dodam do tego, że kontakt z ludźmi zasłużonymi dla kultury narodowej ZAWSZE był mi potrzebny, wzbogacał duchowo i inspirował do wielu poczynań w służbie rozwoju KULTURY, TWÓRCZOŚCI i wspierania… przeróżnych INICJATYW SPOŁECZNYCH. Wśród osób, którzy się do tego przyczynili był m.in. Wojciech Żukrowski, wspaniały pisarz, b. prezes ZG Związku Literatów Polskich, który nie dopuścił w stanie wojennym do rozwiązania ZLP!
(Przypomnę, że Związek Literatów Polskich, którego i ja jestem członkiem, został „tylko” zawieszony, a NIE ROZWIĄZANY jak np. Związek Polskich Artystów Plastyków i niemal wszystkie inne).
A stało się to m.in. dzięki niezwykłej , wielkiej odwadze Wojciecha Żukrowskiego, który odważnie przeciwstawiał się wszelkim restrykcjom wobec kultury. NIGDY NIE POWINNY ONE MIEĆ MIEJSCA w kraju demokratycznym i praworządnym.
*
Przyjacielem naszej rodziny przez wiele, wiele lat (aż do swojej śmierci) był Henryk Albin Tomaszewski, wybitny artysta „rzeźbiący” w szkle.
Spędziliśmy z Nim w naszym domu, ale też w Jego bardzo skromnym mieszkaniu przy ul. Przechodniej 2, wiele naprawdę wspaniałych spotkań, na których raczył nas nie tylko swoimi rzeźbami, ale także grą na pianinie i… bardzo ciekawymi wspomnieniami sprzed lat.
*
Naszym serdecznym Przyjacielem był także w pewnym okresie mojego życia Józef Barański – habilitowany pedagog – wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku (w której i ja przez wiele lat pracowałem); znawca historii, a przede wszystkim patriota swojego „rodzinnego” miasta PŁOŃSK (także uwielbianego przez moją żonę, która w niedalekiej od Płońska Wierzbicy się urodziła).
*
Naszą dobrą znajomą była też Erna Rosenstein, wybitna twórczymi niezwykłych nowoczesnych obrazów, których nikt z awangardowych artystów, malarzy światowej rangi, by się nie powstydził!
*
Wielkim PRZYJACIELEM pod koniec swojego życia (po powrocie z emigracji) był Eugeniusz Eibisch, niewątpliwie jeden z najwybitniejszych malarzy polskich XX wieku!
*
Wysoko ceniłem sobie także przyjaźń z Józefem Szajną, artystą malarzem, który przeżył „Auschwitz”, a gdy był dyrektorem teatru „Studio” w Warszawie zainicjował połączenie teatru z muzyką i plastyką, tworząc z wielkim rozmachem Teatr „Studio” w Warszawie. Tę „formę teatralną” rozwinął po nim Waldemar Dąbrowski (późniejszy minister kultury, a obecnie dyrektor naczelny Teatru Wielkiego i Opery Narodowej.
Józef Szajna zainspirował mnie też do tworzenia „Galerii Autorskich” (jak np. Hasiora w Zakopanem czy Kulisiewicza w Kaliszu). Jego „galeria” miała także powstać (po przejściu Artysty na emeryturę) przy teatrze „Studio”, podobnie jak Galeria Sztuki Współczesnej (ZbigniewaTaranienki) i Symfoniczna Orkiestra Kameralna (Jerzego Maksymiuka).
*
W tym miejscu wspomnę także swoją przyjaźń i współpracę z Michałem Misiornym, któremu niemal udało się przyciągnąć mnie do współpracy nad słownikiem „Niemiecko-Polskim”, którego I cz. Jego autorstwa (z przeznaczeniem dla uczących się j. niemieckiego Polaków, a przede wszystkim uczniów) ukazała się w Wydawnictwie „Delta” w Warszawie.
*
Z grona bliskich mi przez lata osób nie mogę pominąć Zbigniewa Lengrena ani… Lucjana Kydryńskiego. Osobowości, których nie muszę chyba nikomu w Polsce przedstawiać, gdyż są znane nie tylko starszemu pokoleniu Polaków ze swych artystycznych dokonań i wpływu na rozwój życia kulturalnego w naszym kraju.
*
Kilka zdań „anonsu” wymaga (jakże szkoda, że od wielu lat już nieżyjący) Henryk Huber, który przez kilka lat był moim przełożonym (gdy jeszcze pracowałem w Szczecinie), a z czasem stał się moim NIEZAWODNYM PRZYJACIELEM. Zainicjował On wiele projektów i wspierał w realizacji przedsięwzięć służących repolonizacji „Pomorza Szczecińskiego”. Patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego – zakończyły się one PEŁNYM SUKCESEM. W dalszej części tych wspomnień będzie o tym mowa, podobnie jak o dokonaniach każdej z wyżej opisanych osób, będących bohaterami tego wspomnienia.
***
Noc z 26 na 27 sierpnia 2000r. spędziłem prawie bezsennie. Późnym wieczorem obudził mnie telefon od ówczesnego wiceprezesa ZLP Stanisława Goszczurnego z wiadomością, że Wojciech Żukrowski nie żyje.
To niemożliwe! – krzyknąłem.
Poprzedniego dnia rozmawiałem z Nim.
Był w dobrym nastroju, pogodny, zadowolony, bo ukazała się właśnie Jego kolejna książka „Czarci tuzin”.
– Dostaniesz ją, gdy się spotkamy następnym razem. A widywaliśmy się w pewnym okresie naszego życia niemal codziennie.
Kim był Wojciech Żukrowski?
Przede wszystkim: człowiekiem normalnym, kochającym ludzi. Który nigdy nie uległ „sławie” wielkiego pisarza czy Prezesa ZG. ZLP i innych funkcji ( m.in. posła na Sejm).
Studiował polonistykę. Był obrońcą twierdzy Różan nad Narwią.
Był też robotnikiem w kamieniołomach w Zakrzówku, gdzie pracował razem z przyszłym POLSKIM papieżem – Karolem Wojtyłą!
Był również oficerem zgrupowania AK „Żelbet”, uczestnikiem kampanii wrześniowej.
Od 1945r. zamieszkał początkowo we Wrocławiu, ale od 1952r. spotykamy Go już tylko w WARSZAWIE.
I podkreślmy, że był i pozostanie jednym z najpopularniejszych pisarzy za tom opowiadań „Z kraju milczenia”, publikację grotesek „Piórkiem flaminga”, za wspaniałą powieść „Porwanie w Tiutiurlistanie” (jeśli ktoś jej nie zna – koniecznie powinien przeczytać!), gdyż to powieść niby dla dzieci, lecz także dla dorosłych, a jest o przygodach dzielnego wojaka kaprala Pypcia.
Z dorobku tego pisarza przypomnieć też należy „Kamienne tablice”, które utrwaliły jego pozycję literacką!
ŻUKROWSKI – to w sumie 45 pozycji w 164 wydaniach (i wznowieniach) tłumaczonych na 16 języków! Mało jest w Polsce „powojennych” pisarzy, którzy mogą się takim dorobkiem poszczycić.
Cóż do tego mogę dodać? Wojciech był nie tylko wspaniałym pisarzem, prezesem ZLP, ale i… świetnym kompanem, obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru. Uwielbiał dobrą kuchnię i… choć poparł w 1981r. Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, dbał, jak nikt inny o środowisko pisarskie, o nieustanną poprawę jego sytuacji materialnej i możliwość wydawania ich utworów.
Jemu zawdzięczać należy m.in. ciągłą rozbudowę i modernizację Domu Pracy Twórczej w Oborach i Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (do renowacji i modernizacji tych obiektów przyczynił się też Andrzej Rajewski, ówczesny dyr. gen. w MKiS).
Zabiegał też nieustannie o doskonalenie Prawa Autorskiego i rozwój ruchu wydawniczego oraz bibliotek w Polsce. (Potem w tych sprawach godnie zastąpili Go Jego następcy, m.in. Halina Auderska i Piotr Kuncewicz).
Dziś sprawą pilną, najpilniejszą, o którą Prezes Żukrowski na pewno by zabiegał – to szukanie kompromisu we współdziałaniu organizacji literackich w Polsce, a zwłaszcza ZLP ze Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich. Taki to był Wojciech ŻUKROWSKI. Niezapomniany i WIELKI! Także…
*
HENRYK ALBIN TOMASZEWSKI,
który odszedł na zawsze w 1993 roku. Na szczęście pozostały po Nim wspaniałe szklane rzeźby, formowane głównie ręcznie z GORĄCEGO SZKŁA). Nazywał je swoimi WSPANIAŁOŚCIAMI, nadając im różne nazwy: „Zima”, „Koncert”, „Fantazja”, „Łabędź”, „Jezioro łabędzie” (do muzyki Czajkowskiego). Te kompozycje wykonywał z jednej bańki, na gorąco (pokazał mi to kiedyś, zapraszając do huty, za co jestem mu do dziś wdzięczny).
Wszystkie „te czynności” – co podkreślę jeszcze raz – wykonywał ręcznie, bez doklejania poszczególnych elementów, jak. np. łabędziowi skrzydeł.
Śp. Tomaszewski był także znakomitym malarzem i rysownikiem! A przy tym uroczym człowiekiem, bez najmniejszej zawiści wobec innych twórców i ludzi, mimo, że długo musiał przebijać się przez tzw. „środowisko”.
Uważano bowiem Jego „szkła” za kruche tworzywo, które nie przetrwa dłuższego czasu, a tymczasem Jego rzeźby nadal fascynują (i trzymają się mocno). Pokazywane są w renomowanych muzeach, znajdują w galeriach, gdyż na szczęście krytycy uznali Jego niezwykły talent i dokonania.
Tę opinię potwierdziła w pełni wystawa, jaką miał swego czasu (choć było to już dawno temu) w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej.
Artysta studiował rzeźbę w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i rzeźbił nie tylko ze szkła, ale też w metalu i gipsie.
Henryku, pozostaniesz na ZAWSZE w historii polskiej sztuki jako rzeźbiarz w szkle, jako Artysta, który nadał im rangę artystyczną. Pamięć o Tobie przywoływać będą jeszcze długo wszystkie Twoje cudowne, szklane unikatowe rzeźby!
*
Takie „rzeźby”, tyle że pisane, tworzył też Józef Barański, kolejny mój dzisiejszy „bohater”!
Człowiek niezwykle skromny, ale o jakże pięknym i wielkim umyśle.
Przez wiele lat współpracy i spotykania się z Nim w Akademii Humanistycznej w Pułtusku (której już nie ma), stał się dla mnie Kimś niebywale bliskim, przyjacielem, a często także doradcą, a z czasem… zaprzyjaźniły i całe nasze rodziny.
Z wykształcenia był pedagogiem, historykiem, filozofem, badaczem Mazowsza (i to z wielką pasją i umiłowaniem), z którym związał się od roku 1968, kiedy po studiach zamieszkał w Płońsku. Z wyglądu był niepozorny, szczupły i nieco przygarbiony, ale gdy na Sali Wykładowej stawał za pulpitem, bądź wygłaszał referat na sesjach naukowych, zmieniał się nie do poznania! Emanował ogromna wiedzą, przekonaniem, zawsze popartym argumentami, opartymi przede wszystkim z Jego własnych badań i przemyśleń.
Przez wiele lat czynnie współpracował z Muzeum Szlachty Mazowieckiej (które warto odwiedzić), uczył w szkołach średnich, podstawowych; pracował też w nadzorze pedagogicznym.
Nigdy na nikogo się nie denerwował, zawsze taktowny i przyjazny wobec młodzieży, przyjaciół i kolegów; wyznaczone cele osiągał żmudną pracą i systematycznością – mogącą być wzorem dla innych.
Pozostały po nim książki i artykuły, m.in. „Dzieje miasta Płońska”, „Szkolnictwo elementarne na Mazowszu Północnym”, „Józef Piłsudski – wielkość i legenda”, „Książę Józef Poniatowski” i ukończona na kilka dni przed śmiercią „Monografia kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbego w Płońsku”.
Józef Barański był współautorem publikacji, których czas nie zdezaktualizuje: „Dzieje Grodziska Mazowieckiego”, „Mazowsze Północne w latach walk o niepodległość 1794-1920”. W planie (którego nie zdążył zrealizować) miał jeszcze książkę o zabytkach cmentarnych całego Mazowsza! Zamiar upamiętnienia ludzi zasługujących na udokumentowanie ze stosownym komentarzem historyczno-pedagogicznym dla edukacji patriotycznej, z bezstronną interpretacją historii Polski.
Józefie szanowny, DZIĘKUJĘ Ci za wiele rozmów o roli współczesnej pedagogiki i jej odpowiedzialności za wychowanie nie tylko młodzieży (choć przede wszystkim), ale i całego społeczeństwa! Żal, że Cię już nie ma! A chwała za to, że nie zmarnowałeś ani dnia, ani godziny dla GODNEGO I POŻYTECZNEGO życia!
*
Teraz kilkanaście zdań o równie niezapomnianym Eugeniuszu Eibischu (!) Wykrzyknik za Jego nazwiskiem postawiłem świadomie, gdyż ten wielki Artysta coraz bardziej odchodzi w zapomnienie. A przecież (ponad wszelką wątpliwość) – to jeden z najwybitniejszych malarzy XX wieku (ur. w 1896 roku).Tymczasem (z ręką na sercu)….. nie tylko namalował – w dowód naszej przyjaźni – cudowny portret mojej żony.
Spędziliśmy wiele popołudni i wieczorów w Jego pracowni, jak i u nas w domu, na wspólnych rozmowach o sztuce i życiu. Miałem też udział w Jego powrocie z emigracji „na starość” do Polski i także w tym, że… spoczywa dziś – zasłużenie – na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach! (Zmarł w marcu w 1987 roku).
Godny podkreślenia jest Jego KOLORYZM, pełen ekspresji, zwłaszcza w „martwych naturach” i „portretach”. Naukę pobierał od takich mistrzów jak, m.in. Jacek Malczewski czy Wojciech Weiss, w końcu sam też dostąpił zaszczytu „Profesora” w Akademiach Sztuk Pięknych w Warszawie i Krakowie.
Drogi Eugeniuszu, Mistrzu nad mistrzami – NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNIMY!
Często z żoną odwiedzamy Cię teraz na Powązkach. Żyjesz i żyć będziesz nie tylko w naszej pamięci, ale – jesteśmy o tym przekonani – wszystkich kochających sztukę Rodaków. (Już wielokrotnie zdarzyło nam się spotkać przy Twoim Grobie również zagranicznych turystów. I SŁUSZNIE, gdyż byłeś Artystą o europejskiej i światowej sławie! Z dumą podkreślaliśmy osobistą znajomość z Tobą.
*
Józef Szajna: Podobnie jak Eugeniusz Eibisch, miał „przedwojenne” (jeszcze sprzed drugiej wojny światowej) maniery i upór, aby się rozwijać i sięgać nieustannie po nowe środki wyrazu. Lubił innymi słowy mieć wpływ (jako reżyser) na kształt spektakli, a jako malarz, grafik i scenarzysta – na rozwój sztuki.
Do dziś uważany jest, obok Tadeusza Kantora, za jednego z najwybitniejszych twórców teatralnych współczesności. Jego autorskie moralitety, jak: „Replika”, „Dante” czy „Cervantes”, podziwiali widzowie całej Europy, także Ameryki i Azji.
On – jak mało kto ze znanych mi artystów – wierzył, że poprzez sztukę można edukować, pamiętać, a przede wszystkim przestrzegać przed totalitaryzmami, nienawiścią i złem. Mimo, że sam lata wojny przeżył w Auschwitz i Buchenwaldzie. Te zagadnienia, w kontekście w duchu „pojednania” (aby się nie powtórzyło) i współpracy z Niemcami połączyło nas, że się zaprzyjaźniliśmy, odwiedzali nawzajem i nieskończenie długo dyskutowali, szukając możliwości wspierania działań dotyczących „świata bez przemocy i wojen”.
W Rzeszowie, gdzie się Szajna urodził, można było kiedyś oglądać sporo jego obrazów, rzeźb i scenografii teatralnej.
Zwracam się do obecnych szefów Teatru Studio w Warszawie o to samo! O zachowanie pamięci o Wielkim Artyście, który wizję teatru warszawskiego o tej nazwie tworzył i swoimi dokonaniami – od czasu swojej pracy w teatrze Nowej Huty i współpracy z takimi tuzami polskiej sceny teatralnej, jak Hanna Skuszanka i Jerzy Krassowski – solennie zasłużył!
*
Także Erna Rosenstein. Ale i pozostali, których wymieniłem w tytule. Ale o nich będzie w kolejnym odcinku (inaczej nie byłbym sobą).
Zatem cd. nastąpi i będzie miał tytuł:
Upamiętnienie o Michale Misiornym, Zbigniewie Lengrenie i
Henryku Huberze, „dorzucając” do tego jeszcze
Ziemowita Mikołajtisa i Bronisława Tomeckiego oraz wspomnianej już wyżej
Erny Rosenstein!








