Z Mikołajem Korusem, artystą i malarzem kształącym się na kierunku ochrony dóbr kultury, rozmawia dr Paweł Rogaliński.
Paweł Rogaliński: – Podziwiam Pana najnowszy obraz z cyklu pejzaży „Tak daleko i tak blisko”. Proszę mi powiedzieć, co przedstawia?
Mikołaj Korus: – Najnowsza praca pt. „Stacja Matka” stanowi bezpośrednią kontynuację całego cyklu, z czego ostatnie prace nawiązują w zdecydowanym stopniu do futurystycznych wizji przyszłości – tego, jak może wyglądać życie ludzi, w którą stronę zmierzamy jako cywilizacja, tego, czy zmuszeni będziemy do opuszczenia tego cudownego miejsca we wszechświecie, jakim jest nasza planeta. Takie przemyślenia pozwalają na nieco inne postrzeganie świata. Człowiek zaczyna zwracać uwagę na to, że wszystko może ulec zniszczeniu, zatraceniu, czy porzuceniu. Traktujemy cały nasz dorobek kulturowy i wartości, które sobie przekazujemy, jako coś trwałego, istniejącego od pokoleń, niemniej nie zauważamy, że w szerszej perspektywie czasy ludzi to zaledwie mrugnięcie okiem dziejów całego wszechświata. Stacja Matka stanowi przenośnię tego typu rozważań – ukazuje Matkę Ziemię w rękach humanoidalnej postaci oraz zbliżający się do niej statek kosmiczny. Postać trzymająca planetę stanowi przenośnię ambicji ludzkich, które opierają się na traktowaniu wszystkiego, co jest tylko możliwe, jako własność i podporządkowywaniu sobie tego, co w efekcie prowadzi do naturalnego zaburzenia rzeczy i samozniszczenia. Jednak Stacja Matka trwa w nieokreślonej kosmicznej przestrzeni i czeka na swoje dalsze losy, które są w coraz większym stopniu zależne od decyzji człowieka.

PR: – Dziękuję za tak dokładny opis. Czy może Pan powiedzieć kilka słów o innych dziełach z tego cyklu – co one zazwyczaj przedstawiają i co natchnęło Pana do ich stworzenia?
MK: – Z natury jestem osobą, która bardzo dokładnie stara się przyglądać otaczającej rzeczywistości, zarówno tej wewnętrznej, która dotyczy przeżyć, uczuć i emocji jak i tej zewnętrznej związanej z wydarzeniami oraz zmianami, które mają mają miejsce na świecie. Moje obrazy nie są dokładnym, dosłownym, czy realistycznym odbiciem tego, co chcę ukazać.
PR: – Co zatem przedstawiają?
MK: – One stanowią przenośnię tematu, który mnie zainspirował do namalowania danego przedstawienia. Jeśli chodzi o źródła inspiracji, to jest ich mnóstwo – od ludzi, których mijam na ulicy, przez architekturę – zarówno nowoczesną jak i dawną, dzieła malarstwa, literaturę – ostatnimi czasy jestem zafascynowany twórczością Stanisława Lema i steampunkowymi maszynami, po muśnięcie ciepłego wiatru w policzek czy „najzwyklejszy” trzepot liści. Bardzo inspirujące – co może się wydać prozaiczne – są dla mnie chmury. Uwielbiam się wpatrywać w niebo i fantazyjne formy, które się na nim objawiają. Czasem wystarczy jedno spojrzenie i w głowie pojawia mi się obraz, czy idea siedząca tam tak długo, aż nie przeniosę jej na kartkę czy płótno. To uczucie przypomina piosenkę, która „siedzi” w głowie i „męczy” do momentu, aż jej nie przesłuchamy. Mówiąc o inspiracjach, wydaje mi się, że dotknąłem sedna tego, co przedstawia moje malarstwo i co staram się przekazać za pomocą obrazów.

PR: – Wspomniane elementy to dla wielu osób detale, drobnostki, na które często nawet nie zwracają uwagi.
MK: – Jakby nie patrzeć – rzeczy, czy zjawiska, które na mnie wpływają, są „zwykłe”, „codzienne”, „powszednie”. Umykają nam w codziennym pędzie. Coraz mniej zwracamy uwagę na innych ludzi, na ich uczucia, coraz mniej uwagi poświęcamy naszym własnym uczuciom i wnętrzu. Nie dbamy o to, co nas na co dzień otacza – drzewo jest „tylko drzewem”, niebo jest „tylko niebem”, człowiek jest „tylko człowiekiem”. A to są przecież rzeczy, które nas budują, otaczają nas codziennie i sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Bardzo często zapominamy o pokorze, wdzięczności i zatrzymaniu się choć na chwilę w tym szaleńczym pędzie, który dewastuje wszystko na swojej drodze. Zauważalne jest to, że kompozycje umieszczam zazwyczaj w przestrzeni kosmicznej. Czasem łatwiej nam dostrzec i zrozumieć coś, co jest blisko, kiedy zobaczymy to w przestrzeni, która jest tak odległa i tak daleka.
PR: – To rzeczywiście bardzo interesujące podejście. Od jak dawna pasjonuje się Pan malarstwem?
MK: – Historia związana z moim zainteresowaniem sztukami plastycznymi była do pewnego momentu dosyć sinusoidalna, bowiem już jako mały chłopiec bardzo chętnie łapałem za kredki, farbki czy plastelinę, w zależności od tego, co było pod ręką i starałem się przenosić pierwsze wyobrażenia bardziej lub mniej nieudolnie na papier. Wówczas także rodzina i najbliższe otoczenie poczęło zauważać, że dużym z dużym zainteresowaniem i dokładnością wykonywałem każdą pracę plastyczną, za którą się zabierałem…
PR: – Powiedział Pan „sinusoidalna”, a zatem w pewnym momencie zatracił Pan zainteresowanie sztuką?
MK: – Tak. Wydaje mi się, że w wieku nastoletnim, mimo pojawiających się od czasu do czasu amatorskich szkiców, zacząłem oddalać się od towarzyszącej mi pasji.

PR: – Dlaczego?
MK: – Możliwe, że przez natłok obowiązków, związany też z nieco trudniejszą sytuacją rodzinną… Musiałem dosyć szybko się usamodzielnić i przejąć część z obowiązków “dorosłych”, w związku z czym nie znajdowałem czasu na malowanie czy rysowanie. Poza tym, mimo głosów mojej mamy, która opowiadała się za tym, abym spróbował dostać się do liceum plastycznego, obrałem zupełnie inny kierunek – technik elektronik. Niemniej, był to wybór raczej nieprzemyślany.
PR: – Kiedy zdał Pan sobie sprawę z faktu, że technik elektronik to jednak nie jest zajęcie dla Pana?
MK: – Ja to wiedziałem od początku; szkoła średnia nie stanowiła dla mnie okresu, który miałby nadać trajektorię całej mojej przyszłości. Bardzo wielu rzeczy się tam nauczyłem i to doceniam; poznałem wielu wartościowych ludzi, co z kolei traktuję jako cenne doświadczenie, które ukształtowało mnie takim, jakim jestem teraz. Uważam, że bez względu na to, czy coś nam w danym momencie odpowiada czy nie, warto w każdej chwili wyciągać wnioski z tego, co robimy, czego się uczymy i czego doświadczamy. Czy żałuję podjętych decyzji? Patrząc z perspektywy czasu absolutnie nie, ponieważ to one pozwoliły mi w pewnych momentach zatrzymać się, zastanowić i objąć nowy, lepszy kierunek.

PR: – Kiedy zatem powróciło zainteresowanie sztuką?
MK: – Ponowna fascynacja powróciła w momencie, kiedy przyjechałem do Torunia na studia. Środowisko artystyczne, z którym miałem bardzo bliski kontakt, pozwoliło mi na nowo odkryć pasję związaną z malarstwem i rysunkiem, tym razem już od znacznie bardziej profesjonalnej strony. Wówczas to zacząłem po raz kolejny w swoim życiu odkrywać tajniki rysunku i malarstwa mimo braku wykształcenia w tym kierunku, co pozwoliło mi z kolei w znacznym stopniu rozwinąć “malarskie skrzydła”.
PR: – Jak Pan wspomniał, podjął Pan studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu na kierunku Ochrona Dóbr Kultury. Jakie są Pana plany na przyszłość?
MK: – Najbliższą, jak i odległą przyszłość wiążę oczywiście z dalszym rozwojem malarstwa, które tworzę i które będzie zdecydowanie nieodłącznym elementem mojego życia. Planuję w przyszłym roku zorganizowanie kilku wystaw, niemniej w tym momencie działania te pozostają w sferze planowania i odpowiedniej organizacji. Mam również nadzieję, że tak, jak do tej pory, uda mi się uczestniczyć w aukcjach sztuki organizowanych przez galerie, z którymi współpracuję. Ponadto, w tym momencie ważne jest dla mnie ukończenie studiów i rozwój wiedzy związanej z historią sztuki i konserwacją zabytków. Niestety doba ma tylko 24 godziny, a tworzenie obrazu jest bardzo czasochłonne. Dodatkowo pracuję w jednej z toruńskich pracowni konserwacji zabytków, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że na wszystko, co zaplanowałem, wystarczy mi czasu.
PR: – W przyszłości będzie Pan zatem konserwatorem zabytków, czy malarzem? A może połączy Pan oba zawody?
MK: – Spełnieniem marzeń byłaby możliwość zajmowania się wyłącznie malarstwem, które wymaga dużych pokładów czasu i skupienia. Niemniej jestem także świadom tego, jak długi jest proces takiego „usamodzielnienia” się, jeśli chodzi o utrzymanie z samego malarstwa. Dlatego najprawdopodobniej będę starał się godzić dwa zajęcia do momentu, aż dochody z malarstwa będą satysfakcjonujące. Niemniej bez względu na kwestie finansowe, z malarstwem nie mam zamiaru się rozstawać nawet na chwilę.

PR: – Czy w Pana rodzinie są jacyś artyści?
MK: – Nie, w rodzinie nie mam artystów. Co prawda zarówno mama, jak i dziadek, przejawiali predyspozycje artystyczne, ale nikt z moich krewnych nie zajmuje się ani profesjonalnie, ani hobbystycznie sztuką.
PR: – Jest Pan zatem pierwszym artystą w rodzinie. Jaka była reakcja Pana bliskich na decyzję o wyborze kariery malarza?
MK: – Nie za bardzo lubię określenie „artysta”. Oczywiście rozumiem, że odnosi się ono do mojego malarstwa, niemniej wydaje mi się ono zbyt pyszne i wyniosłe. Wracając do pytania – tak, jestem pierwszą osobą w rodzinie która zajmuje się malarstwem. Co do reakcji rodziny to była zdecydowanie pozytywna, bliscy zawsze mnie wspierali w kwestii podejmowanych przeze mnie decyzji, tym bardziej, że starałem się rozwijać i dążyć do celu mimo trudności, a w tym przypadku, chyba właśnie ze względu na niecodzienny wybór to wsparcie było i jest jeszcze żywsze.
PR: – Dlaczego tworzy Pan obrazy w ciemnych barwach, niejednokrotnie w stylu noir?
MK: – Kolor, jak i to, co namalowany przeze mnie obraz przedstawia, jest dla mnie odzwierciedleniem tego, co w danym momencie odczuwam i co chciałbym przekazać odbiorcy. Proszę zauważyć, że mimo mrocznej kolorystyki, praktycznie na każdym obrazie znajduje się miejsce, które jest oświetlone, oświetla resztę kompozycji, bądź wyłania się z ciemności, stara się dotknąć w jakiś sposób tego światła – taka iskierka nadziei. Wiążę to w ogromnym stopniu z własnymi doświadczeniami oraz tym, co zdążyło mi się w życiu przytrafić i co nauczyło mnie, że nieważne, jak ciemna jest noc i jaka ciemność człowieka ogarnie, świt wstanie i to od nas zależy, czy będziemy chcieli się w jego świetle znaleźć, czy będziemy dalej błądzić w mroku.

PR: – Ma Pan jakieś przyzwyczajenia, które towarzyszą Panu podczas malowania?
MK: – Zdecydowanie, podczas malowania odpowiedni klimat i atmosfera są dla mnie bardzo ważne. Zawsze towarzyszy mi muzyka, działa po pierwsze inspirująco, po drugie relaksuje mnie w trakcie pracy. Jeśli chodzi o gatunki to słucham wszystkiego „od prawa do lewa”, w zależności od tego, co w danym momencie maluję i jaki jest charakter obrazu, niemniej szczególną sympatią darzę muzykę filmową – bardzo mnie wzrusza.
PR: – Maluje Pan w dzień czy wieczorami?
MK: – Nie ma to dla mnie większego znaczenia; najchętniej korzystam jednak z pory około południowej, jeśli mam taką możliwość. Światło dzienne odgrywa dużą rolę i staram się maksymalnie ten czas wykorzystywać.
PR: – Który obraz jest Pana ulubionym? Czy to „Stacja Matka”, czy też jakiś inny?
MK: – Czy mam jakiś stale ulubiony obraz? Wydaje mi się, że moim ulubionym obrazem jest ten, który w danym momencie maluję. Nad nim najbardziej się w danym momencie skupiam i poświęcam mu całą uwagę. Z namalowanych już obrazów każdy darzę jakimś szczególnym sentymentem i w każdym znajduje się cząstka mnie, moich przemyśleń, mojego życia i spędzonego przy pracy czasu. Z obrazem nawiązuje się pewnego rodzaju więź, bardzo specyficzna, bo jednak tworzy się coś, co wcześniej nie istniało i nie jest to dla twórcy obojętne.
PR: – W jaki sposób można Pana znaleźć w internecie? Gdzie można podziwiać Pana obrazy?
MK: – Z miłą chęcią zapraszam zarówno na mojego facebooka, na którym regularnie prezentuję tworzone przeze mnie obrazy wraz z krótkimi przemyśleniami na ich temat. Zachęcam też do obserwowania mojego profilu na instargamie – m.a.korus.
PR: – Czyli nie ma Pan własnej strony internetowej?
MK: – Osobistej strony internetowej nie posiadam; w tym momencie skupiam się na promowaniu mojego malarstwa za pomocą innych mediów, jak już wspomniane media społecznościowe czy aukcje dzieł sztuki. Bardzo pomocne w tej kwestii są domy aukcyjne i galerie, które organizują w ramach promocji i reklamy wystawy przedaukcyjne, zarówno w formie fizycznej, jak i zdalnej.
PR: – Czy chciałby Pan powiedzieć coś od siebie czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego”?
MK: – Chciałbym przekazać to, co staram się powiedzieć za pomocą obrazów, które tworzę. Żyjemy w czasach, które przez otaczający nas pęd sprawiają, iż zapominamy o tym, co naprawdę ważne w naszym życiu, o tym co nas buduje jako ludzi. Dlatego naprawdę warto się czasem zatrzymać i rozejrzeć dookoła, zwrócić uwagę na to, jak wiele w tym pędzie zostawiliśmy za sobą i pamiętać, że nigdy nie jest za późno, aby wrócić. Żyjemy tylko raz i to od nas zależy, czy to, czy znajdziemy szczęście, czy damy je innym i jak to, co po sobie zostawimy, określi nas w historii.
PR: – Dziękuję bardzo serdecznie za rozmowę.
MK: – Również bardzo dziękuję za rozmowę, to była naprawdę ogromna przyjemność. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników.
—
Z Mikołajem Korusem rozmawiał dr Paweł Rogaliński










