Trzeba wiedzieć (kontynuując temat z poprzedniego odcinka), że Kirst pisał nie tylko antynazistowskie i antywojenne powieści, to…
nie tylko pisarz „08/15”, „Fabryki oficerów”, „Nocy długich noży”, w których rozprawił się z dręczącą go nazistowsko-wojenną przeszłością, ale też autor społecznych (ciekawych!) kryminałów, powieści w ramach tzw. „cyklu mazurskiego” oraz książki „Pies i jego pan”, którą można by uznać za jego „mini autobiografię”.
Na pytanie (które często było mi zadawane), czy Kirst był wybitnym pisarzem? – również odpowiadałem pytaniem:
w ogóle, co to znaczy być wybitnym pisarzem i jakimi kryteriami zmierzyć?

On po prostu nie miał szczęścia, a już szczególnie do rodzimej krytyki, poza cyklem „08/15” i filmami, które na podstawie jego powieści nakręcono. Dlatego – moim zdaniem – ocena jego pisarstwa (w leksykonach literackich, encyklopediach i podręcznikach historii literatury) jest w Niemczech mocno zaniżona, wręcz NIESPRAWIEDLIWA.
Na pewno jednym z ważnych powodów tego niedocenienia, a nawet pomniejszenia jego twórczości w Niemczech była i jest zbyt brutalna ingerencja autora w… sumienie własnego narodu. W ujawnienie jego wad i uległości wobec nazistów i nazizmu!
Bowiem Kirst ukazał w wielu swoich utworach, dlaczego tak wielu Niemców w latach trzydziestych XX wieku uległo nazistom, poparło ich i bezkrytycznie wykonywało rozkazy.
Myślę, że Kirst NA ZAWSZE pozostanie ważną i znaczącą osobowością w literaturze światowej, nie tylko niemieckiej!
(Podobnie, jak Remarque – po I wojnie światowej ze swoją powieścią „Na Zachodzie bez zmian”, Hemingway (po „drugiej”) powieścią „Komu bije dzwon” czy świetny skądinąd (również po II wojnie światowej) Heinrich Böll – autor powieści „Gdzie byłeś Adamie” (– byłem na wojnie!). Również inni wybitni pisarze, jak m.in. Anna Seghers, Tomasz i Henryk Mann czy Leon Feuchtwanger, którzy wyemigrowali z III Rzeszy, nie godząc się z tym, co się działo w Niemczech w latach 1933-1945).
Wielu moich znajomych i przyjaciół uważało, w tym także literaturoznawców, krytyków i niemcoznawców, że skoro Kirst sam nie jest bez winy (jako przedwojenny zwolennik Hitlera), to jakim prawem pozwala sobie na krytykę innych?
Albo kpili sobie z niego, twierdząc, że „pisał trywialne powieści pod publiczkę, chcąc zdobyć popularność i pieniądze, a przede wszystkim uspokoić własne wyrzuty sumienia.
Może i tak, lecz uważam, że przede wszystkim wstrząsnął sumieniem wielu Niemców i…
poruszył myślenie czytelników wszędzie tam, gdzie ukazały się jego powieści.
(A ukazały się w wielu krajach świata i miały milionowe nakłady, o czym m.in. pisałem w poprzednim odcinku).
Jednocześnie pragnę podkreślić, że jego twórczość fascynuje nie tylko pod względem treści (to przede wszystkim!), ale została napisana niebywale sprawnie pod względem warsztatowym i stylistycznym, czyli – krótko mówiąc – „ ARTYSTYCZNYM(!)”.
Potwierdza to uznanie ze strony czytelników na całym świecie! Twierdzę, że… kto raz zapozna się z jego utworami – już nigdy nie usunie ich ze swej pamięci!
Tak było i w moim przypadku, …jego powieści przemówiły do mnie tym bardziej, że w dzieciństwie sam poznałem skutki narodowego socjalizmu i trauma po tych przeżyciach pozostała!
Kirst ukazał w swoich utworach ISTOTĘ działania ruchu narodowosocjalistycznego!
Przede wszystkim w powieściach:
„Noc długich noży”,
„Noc generałów”,
„08/15 w partii”,
„Fabryka oficerów”,
ale nie tylko w tych).
Jego twórczość na zawsze pozostanie ostrzeżeniem przed wszelkimi totalitaryzmami!!!

Był bardzo dobrym pisarzem, ale też dziennikarzem, który napisał ponad 2 tys. recenzji filmowych.
(Nigdy złośliwych, nigdy dyskwalifikujących filmy, lecz starających się w sposób obiektywny informować o zawartych w nich ideach).
Co do zasady, zgadzam się z taką metodą.
Czytelnik ma bowiem wiedzieć o czym jest dany film, książka czy wydarzenie kulturalne, a nie być karmionym interpretacją autorską piszącego. Recenzent powinien współkształtować gusta odbiorców, ale jednocześnie pozwalać im na posiadanie własnego zdania w danej sprawie…
(Tę cechę Kirst niewątpliwie wyniósł z pobytu w obozie internowanych, po klęsce Niemców w 1945 roku, kiedy w pełni uświadomił sobie skutki polityki III Rzeszy, którą przez lata wspierał; na szczęście (co powtórzę z poprzedniego odcinka) – nic „zbrodniczego” mu nie udowodniono z czasu pobytu w Garmisch, choć po wyjściu z obozu długo nie mógł znaleźć pracy, ani ułożyć sobie „nowego” życia.
W latach 1972-1975 Kirst pisał też bardzo ciekawe felietony!
Czytając je, warto zwrócić uwagę na kunszt pisarski, który pozwala jeszcze bardziej docenić pisarza!
Przypominają znakomite felietony naszych pisarzy i wybitnych współczesnych felietonistów.
Kirst demaskował w swych felietonach fałsz i zło, a także (na co warto zwrócić uwagę)…. dość długo trwającą po wojnie w Niemczech nostalgię za utraconymi – w wyniku przegranej wojny – Ziemiami Zachodnimi. On sam też długo nie potrafił oderwać się od „wielkoniemieckiej” przeszłości, jednak próbował to przezwyciężyć pisaniem, ukazując ją w bardzo niekorzystnym świetle, na tle dokonujących się po wojnie w Niemczech demokratycznych zmian. Wyraźnie popierał je, m.in. w swoich arcyciekawych „społecznych kryminałach”, takich jak „Rozłączeni przez śmierć” (w moim przekładzie) – „Życie toczy się dalej” (w tłumaczeniu Jana Koprowskiego, który przełożył także powieść: „Niesamowity sługa Boży”) czy Barbary Tarnas „Skandal w miasteczku”.
Dla zgłębienia tematu i napisania swoich powieści „kryminalnych”, Kirst przez kilka lat po wojnie zatrudnił się nawet w policji. Chciał poznać kulisy kryminalistyki zachodnioniemieckiej na przykładzie prawdziwych zdarzeń (które znalazły swoje pełne odbicie w jego książkach!).
Kirsta należy podziwiać także za twórczość o swojej byłej „małej ojczyźnie” – Prusach Wschodnich, dziś polskich Mazurach, gdzie się urodził i spędził dzieciństwo.
Ale nie pisze o Mazurach na zasadzie „powrotu” tych ziem do Niemiec (zdawał sobie sprawę, że utrata Prus Wschodnich to konsekwencja przegranej wojny). Choć oczywiście tęskni za Mazurami, jako miejscem swego urodzenia, stwierdzając np. we wstępie do książki „Deutschland deine Ostpreußen”, (Hamburg 1968): „kto kiedykolwiek żył kiedyś na tej ziemi, i to choćby krótko, nie potrafi o niej zapomnieć…”! Z czego wynika, że coś jednak „drgało” w jego sercu, gdy pisał o swych korzeniach ze strony matki i ojca.
Prusy Wschodnie nie były bezpośrednią przyczyną tego, co stało się w nazistowskich Niemczech. Wcześniej bowiem, jak ongiś Polska, podlegały bezwzględnej germanizacji!
W swoim „cyklu mazurskim” Kirst przypomina, jak Prusy będąc samodzielnym państwem, utraciły niepodległość, a za uległość wobec polityki Hitlera zapłaciły w roku 1945 najwyższą cenę!
Bardzo ciekawą książką, o której teraz krótko wspomnę, jest „Bóg śpi na Mazurach” (w przekładzie Tadeusza Ostojskiego.) Wybija się niewątpliwie na czoło, choć wszystkie inne zebrane w tym cyklu są też arcyciekawe.
Jej „bohaterem” jest mała mazurska wieś Maulen, a wydarzenia opisane w niej rozgrywają się w roku 1933.
Główną postacią tej powieści jest Johann Leberecht, właściciel dużego gospodarstwa rolnego, który przez lata pracy na tych terenach stał się niekoronowanym królem i dobroczyńcą. Aż… do momentu pojawienia się niejakiego Alfreda Materny, który jako pierwszy założył w Maulen brunatną koszulę i wtedy…zaczęło się!
(Leberechta zamordowano, a Materna… ma odnaleźć sprawcę!).
Skąd my to znamy ? – chciałoby się powiedzieć. (Chrystusa też wydał jeden z jego najbliższych wyznawców!). Na przykładzie i tej powieści można prześledzić, jak ludzie w Maulen (a podobnie działo się w całych Niemczech!), którzy w gruncie rzeczy nie mieli dotąd nic wspólnego z nazistowską ideologią, dają się zastraszyć, podporządkowując się jej!
Dlaczego?
Właśnie na to pytanie odpowiada Kirst, ukazując, jak w b. Republice Weimarskiej życie przeradza się się w rzeczywistość III Rzeszy! (KAŻDEMU polecam tę książkę do przeczytania)!
Jej kontynuację – w pewnym sensie – stanowi powieść „Wilki”, która prezentuje rzeczywistość, kiedy w Prusach Wschodnich już niemal całkowicie panują nazistowskie porządki! A ci, którzy próbowali pozostać na ich uboczu, lub przeciwdziałać im
– oskarżani są o zdradę…
Ale w końcu i „wilki” muszą uciekać przed zbliżającą się ofensywą sowiecką, siejąc jednak „do końca” swych rządów powszechny strach, śmierć i zniszczenie (mimo, że wojna jest już przegrana).
Warto sięgnąć i po inne książki z tego cyklu, jak chociażby po
„Wesele w Bärenwaldzie” czy „Niezwykły sługa Boży”, które są
zadośćuczynieniem autora za popełnione, m.in. i przez niego – grzechy, jako nazisty. Przypomnę, że wielu Mazurów „w tych ponurych czasach” uciekała ze swej ojcowizny, a nawet popełniała samobójstwa, nie chcąc się poddać brunatnej władzy!
Ale w końcu niemal wszyscy (zmuszeni do tego) ULEGAJĄ (ruch oporu w III Rzeszy prawie nie istniał).
Polecam też inne, mniej znane książki Kirsta, jak:
„Bez ojczyzny”,
„Życie toczy się dalej”,
„Kamraci” i…
„Skandal w miasteczku”.
Kirst, co roku (od kiedy zaczął już po wojnie pisać) starał się wydać jedną książkę i to mu się udało.
Jego praca była bardzo zorganizowana:
– przez 3 miesiące myślał nad kształtem każdej nowej książki, rozbudowywał jej sceny, kompletował osoby.
Następne 6 miesięcy siedział zamknięty w swoim gabinecie – pracowni i pisał!
Zaś pozostałe 3 miesiące poświęcał na korektę i ewentualne uzupełnienia, ale już na czystopisie.
Skąd o tym wiem?
M.in. z jego autobiograficznej opowieści
„Pies i jego pan”,
która ukazała się w wydaniu polskim w roku 1994, w ramach „Dzieł zebranych” autora (pod moją redakcją), zainicjowanych przez wydawnictwo INTERART.
Szkoda, że tego Wydawnictwa już nie ma, gdyż w planach mieliśmy jeszcze (po Kirście) wydawanie innych współczesnych pisarzy niemieckiego obszaru językowego – potępiających III Rzeszę, a wspierających dokonujące się po wojnie w Niemczech demokratyczne zmiany. (Zaowocowały one powstaniem RFN, późniejszym zjednoczeniem Niemiec i powstaniem z inicjatywy Francji i Niemiec UNII EUROPEJSKIEJ!).
Pies, który jest „bohaterem” powieści (Pies i jego pan) zwał się „Mukel” i…
miał podobny do Kirsta niezwykły instynkt, który sprawiał, że z wszystkich opresji, jakie przydarzały mu się w życiu – wychodził zawsze cało i szczęśliwie!
(Choć był „tylko” – małym pudelkiem, który jednak jawi się w tej opowieści jako wielki czarodziej i szczęściarz!).
Opowieść potwierdza także fakt, że psy – obojętne jakiej rasy – są niezwykle oddanymi, wiernymi i ofiarnymi przyjaciółmi ludzi.
Więc i Mukel nie tylko leżał potulnie u stóp swego pana (Kirsta!), ale zaskakiwał go – i to niemal każdego dnia – „inteligentnymi pomysłami…”.
W tej opowieści (naprawdę świetnie napisanej) poznajemy wiele historii o „prywatnym” życiu pisarza, przede wszystkim:
jak stał się „literatem”, który do końca życia rozliczał się (po wyjściu z obozu w Garmisch) z dręczącego go poczucia współwiny za przeszłość.
Dowiadujemy się też, że swoje książki Kirst (także korespondencję) pisał wyłącznie ręcznie; początkowo zwykłą obsadką, dopiero później wiecznym piórem (by nie rozpraszać się ciągłym maczaniem stalówki w atramencie).
A tak w ogóle – to był „dziwakiem”, ponurym milczkiem, człowiekiem zamkniętym w sobie!
Nie miał sekretarki, sam odpisywał na listy, nikt nie redagował mu jego utworów.
On po prostu nie chciał, aby mu w czymkolwiek pomagano… i mimo, że z czasem kupił sobie (za Trylogię) duży dom z ogrodem, nie zatrudniał w nim ani służących, ani pokojówki.
(Po części sprawy te załatwiała jego „żona”, zajmując się domem i „obsługą” jego warsztatu pisarskiego, choć z przykrością muszę stwierdzić, że w ogóle nie doceniał tego).
Mogę jeszcze zdradzić, iż nietypową cechą jego „warsztatu pisarskiego” było i to, że nie czynił wcześniej żadnych notatek do swych książek (wszystko o czym pisał – jak twierdził – pochodziło z jego osobistych przeżyć i dobrze zapamiętanych obserwacji).
Korzystał natomiast z archiwaliów, które zdobywał – tylko z jemu wiadomych źródeł!
Nie gromadził też „krytyki” na swój temat, nie przechowywał wycinków prasowych; nie polemizował. Nawet bardzo zaprzyjaźnionym osobom nigdy nie żalił się, że jest pisarzem niedocenianym!
W roku 1969 Kirst miał przykry w skutkach wypadek samochodowy.
Jego samochód został dosłownie staranowany po zderzeniu z ciężarówką.
Twarz pisarza mocno pokiereszowały odłamki szkła.
Miał także poharatany nadgarstek i z najwyższym trudem odczytywało się wtedy jego gryzmoły.
Wspomnę jeszcze i o tym, że w Niemczech „urodziny”, zwłaszcza te „okrągłe” (jak 50-lecie, 60-lecie itd.), obchodzone są nadzwyczaj uroczyście.
Z okazji podsumowania półwiecza życia Kirsta, otrzymał on wiele gratulacji, m.in. od cenionych wtedy w Niemczech krytyków: Achima Eichholza, Günthera Weisenborna, Kasimira Edschmida, a na 60-lecie – także od Joachima Kaisera!
Nawet znany amerykański pisarz James Jones oddał mu (z okazji 60-lecia) hołd, a w Polsce na temat twórczości autora pisał m.in. prof. Jan Watrak.
Za największy bestseller, wszyscy gratulujący mu wtedy krytycy, uznali trylogię „08/15”(nie znając pewnie jeszcze – rozszerzających potem trylogię w pięcioksiąg – powieści „08/15 w partii” i „08/15 dzisiaj”, ani też „Nocy długich noży” czy „Wilków”, ani „Prawa Fausta” i „Buntu żołnierzy”, utworu przeniesionego z czasem na scenę w postaci sztuki teatralnej (upamiętniającej zamach na Hitlera w Gierłoży).
Dlaczego dla w/w osób fenomenem była wówczas Trylogia? Gdyż prezentowała postawy milionów Niemców, którzy – „nieświadomie”(?) – poparli ekspansywne plany Hitlera!
TRYLOGIA jest rzeczywiście majstersztykiem literatury wojennej!
A jednocześnie utworem zdecydowanie ANTYWOJENNYM, krytycznym wobec
wszelkiego rodzaju militaryzmu i hitlerowskiej ekspansji
(zwłaszcza po uzupełnieniu jej utworami „08/15 w partii” i „08/15 dzisiaj”, a także dopełniającymi ją książkami „Noc długich noży” i „Noc generałów”).
Do tego szeregu NAJWSPANIALSZYCH dla mnie jego utworów zaliczam także: „Fabrykę oficerów”, „Rok 1945 – koniec” i oczywiście – jako Polak – jego zwierzenia o napaści Niemiec w roku 1939 na Polskę, które Kirst zawarł w opowieści „Mane, tekel ‘39”.
Sam Kirst nigdy nie zareagował na żadne „pochwały” (nie lubił czynić wokół swej osoby rozgłosu), jedynie w liście „do księgarzy”, w dokonanej w nim samoocenie, wymienił na pierwszym miejscu „Fabrykę oficerów”. To rzeczywiście WSPANIAŁA KSIĄŻKA i bardzo udana, choć dla mnie NAJWIĘKSZYM BESTSELLEREM jest i pozostanie „Noc długich noży”!
W „Fabryce oficerów” szczególnie godną uwagi jest „spowiedź Kraffta”, będąca ostrą krytyką ideologii III Rzeszy i Wehrmachtu, odsłaniająca
wszystkie brudy, które miały zagwarantować istnienie 1000-letniej Rzeszy!
„Fabryka oficerów” jest też rozliczeniem się pisarza z własnej i… ogólnoniemieckiej brunatnej przeszłości!
Choć pisarz dokonuje tych „rozliczeń” także w innych swoich powieściach, jak np. „Przeznaczenie”,
„Powojenni zwycięzcy”,
„Wszystko ma swoją cenę” i
„Tajemniczy przyjaciel”!
Kirst w żadnej z tych książek nie stroni od antynazizmu i antymilitaryzmu, nawet opisując życie już w powojennych Niemczech.
Mimo tych oczywistych zasług, Kirst NIGDY nie doczekał się poważniejszej nagrody literackiej! Chyba dlatego postanowił pewnego dnia ufundować własny medal – z okazji 100-lecia urodzin Ludwiga Thomy – „za szczególne zasługi, nie tylko w dziedzinie kultury”.
Dla Kirsta Bawaria stała się po II wojnie światowej nową ojczyzną, a twórczość Thoma (zapomnianego dziś bawarskiego pisarza) „pochłaniał” Kirst podczas pobytu w obozie dla internowanych w Garmisch.
I kończąc dzisiaj kolejny odcinek autobiografii, pragnę jeszcze dodać, że
przekładając utwory Kirsta, a także pracując nad wydaniem jego „Dzieł zebranych”,
nauczyłem się pokory!
Zwłaszcza, gdy musiałem znaleźć równoważniki dla jego idiomów, kalamburów i igraszek słownych, przekazania jego specyficznego poczucia humoru, a nawet erotyzmu
(bo i ta właściwość ludzka występuje u niego, dzięki czemu jego powieści są jeszcze bardziej prawdziwe!).
Najważniejsze jest, aby w pracy przekładowej i redakcyjnej cudzej twórczości, pozbyć się własnego temperamentu twórczego i dążyć do tego,
…aby każdy przekład, czy redakcja, była podobnej (jak oryginał) urody i dynamiki słowa! (I to się udało). Przede wszystkim dotyczy to zgodnej współpracy w przygotowaniu „Dzieł zebranych” z wieloma wybitnymi tłumaczami.
Ogromną ilość cennych rad uzyskałem m.in. od pana Stanisława Marciniaka, znanego, wybitnego tłumacza, m.in. Kirsta („Godzina grabarzy”, „Przeznaczenie”, „Ostatnią kartą gra śmierć”, „Powojenni zwycięzcy” oraz „Szczęścia nie można kupić”). Zmarł w czasie pracy nad „Dziełami zebranymi”.
A mieliśmy z panem Stanisławem jeszcze bardzo wiele wspólnych planów… Korzystając z okazji, składam Mu w tym miejscu głęboki hołd i uznanie za Jego nadzwyczajne umiejętności przekładowe.
Jak dobrze, że udało się zaprosić do wydania „Dzieł zebranych” Kirsta naprawdę znakomitych translatorów, a po latach móc pogratulować Im rezultatów tej pracy. Gratulacje kieruję pod adresem wspaniałych:
Jana Koprowskiego, F. M. Julkowskiego, Barbary Tarnas, Tadeusza Ostojskiego, Elżbiety Kryckiej, Przemysława Wolskiego i Brygidy Jodkowskiej. A także wobec tych, którzy jako pierwsi przekładali Polakom Kirsta, a którymi byli:
Jacek Frühling i Edda Werfel!
Kończąc dzisiejszy odcinek, pragnę jeszcze raz podkreślić, że im bardziej oddalamy się od klęski III Rzeszy, tym bardziej powieści Kirsta zyskują na znaczeniu!
Stąd nie żałuję tych długich lat spędzonych nad zgłębianiem jego twórczości, bowiem trudno sobie wyobrazić, co działoby się, gdyby wojska alianckie nie pokonały w roku 1945 III Rzeszy?! A Ukraina nie obroniła się przed obecnym najazdem Rosji?! (Kirst z tego powodu chyba w grobie się przewraca, że na nic zdało się jego pisanie, kiedy… rok 1939 rok się powtarza)!
Oby NIGDY nie doszło do III wojny światowej (o co swoją twórczością zabiega Kirst), gdyż z pewnością zniszczyłaby wszystko i wszystkich!

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł:
JAN CHRUSLIŃSKI, pisarz,
który na kartach jednej ze swych najnowszych powieści utrwalił naszą PRZYJAŹŃ










Wspaniałe…