W poszukiwaniu tożsamości

0

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się Śląsk, chyba pierwszą odpowiedzią byłoby – z węglem i górnictwem. Może później ze „Spodkiem” w Katowicach. Dla starszego pokolenia mógłby to być jeszcze Górnik Zabrze – wielokrotny mistrz Polski w piłce nożnej, może Huta Katowice, ale też i powstania śląskie, a jeśli powstania, to oczywiście twórczość filmowa Kazimierza Kutza.

Książka Zbigniewa Rokity Kajś nosi podtytuł Opowieść o Górnym Śląsku i odsyła czytelnika do tego właśnie Śląska z węglem i górnikami. Na Dolny Śląsk (o którym też pisze autor) mówiło się długo Ziemie Odzyskane, a ich stolica, Wrocław, była dla Polaków z Kresów „przeniesionym”, na zawsze już utraconym Lwowem.

Słowo „kajś” to świetny tytuł dla opowieści o Górnym Śląsku. Gwarowe, górnośląskie „kajś” (obecne również w gwarze małopolskiej) oznacza „gdzieś”, czyli nie wiadomo gdzie. Zawiera więc aspekt jakiejś niekonkretności, nieokreśloności. Dobrze pasuje do Śląska, który przez kilka stuleci zmagał się z określeniem własnej przynależności i państwowości. Był po prostu Śląskiem, śląskim bytem samym w sobie. Ale pozostanie w nim było trudne. „Śląskość” miała się gorzej ( i biedniej !) niż np. „niemieckość”, gdzie była praca, lepsze zarobki i szybsze widoki na społeczny awans. A po drodze była przecież znacznie bliższa polskość, tworzyła wspólnotę, chociażby poprzez język, wiarę i Kościół. Ale i tu była bieda. O tych właśnie trudnych dylematach, zarówno zbiorowych, jak i jednostkowych pisze autor, gdy udaje się w podróż szukając swego drzewa genealogicznego. I w tę przeszłość zabiera również czytelnika.

Szukanie przodków, tych „po mieczu” i tych „po kądzieli”, ma swoje zawiłe ścieżki, bo z jednej strony wyłania się nieoczekiwanie „lwowskość” tych poszukiwań, z drugiej jest oczywiście „śląskość”. Ta pierwsza, poniekąd nobilituje, wyróżnia, ta druga, na razie jest zwyczajna, z Ostropy na obrzeżach Gliwic się wywodząca. Ale, gdy narrator (autor) znajdzie się na studiach w Krakowie, może ta śląskość zacząć go nie tyle wyróżniać, co odróżniać, powodując „tożsamościowy refluks” jak z humorem pisze.

Poszukiwanie własnej tożsamości, rodzinnych korzeni nie może obejść się bez docierania do odległych miejsc i czasów, a w ich tle musi pojawić się Historia, która przetoczyła się przez owe miejsca i czasy zostawiając swoje piętno. Historyczne, niekiedy też i polityczne sekwencje wplata autor w swoją opowieść, urozmaicając te odejścia od tematu anegdotą, czasem ciekawostką czy zabawnym żartem. Otrzymujemy sporą dawkę wiedzy o różnych miejscach, miejscowościach, historycznych czy politycznych faktach i postaciach. Autor korzysta z różnych źródeł, przytacza wypowiedzi historyków, ale też i wspomnienia zwyczajnych ludzi. Obszerna bibliografia, także przypisy potwierdzają dużą wiedzę o historii Górnego Śląska i mogą być zachęta dla czytelników, zwłaszcza młodych do zgłębienia dziejów swoich „małych ojczyzn”.

Sporo miejsca poświęca Z. Rokita temu, co w historii Górnego Śląska było tak istotne i w zasadzie przełomowe. To trzy powstania śląskie (1919, 1920, 1921). To trzecie dało niepodległemu państwu polskiemu niewielką część Górnego Śląska, ale ze swoim jakże ważnym i znaczącym uprzemysłowieniem. Autor nie omija różnego rodzaju kontrowersji narosłych wokół powstań, zwłaszcza tego trzeciego śląskiego zrywu. Dla czytelnika niezorientowanego w historii powstań, znającego je tylko ze zdawkowych informacji podręczników szkolnych to niezwykle interesująca „lekcja”, bo podana barwnie i komunikatywnie. Walory języka i stylu Z. Rokity są tu dodatkowym bodźcem do zanurzenia się w tę wielowymiarową śląskość, mającą swoje blaski i swoje cienie. Nie można od nich uciec, bo opowieść o Górnym Śląsku to opowieść o trudnej jego historii, zarówno tej przed powstaniami, jak i tej po roku 1922, czyli po wytyczeniu nowych granic na Górnym Śląsku. Można tę historię określić jako historię ciągle zawiedzionych nadziei.

W tej fascynującej podróży po Górnym Śląsku nasz pociąg co pewien czas zmienia tor: z tego rodzinnego, osobistego (jakże wiele przodków narratora się tu mieści, owych Hajoków, Kieslichów, Krauthakelów) wkracza do tego ogólnego, zbiorowego, naznaczonego historią (tu jeszcze większy tłok i zamieszanie). Ale ta dwutorowość splata się i zazębia, to co zbiorowe wyznacza przecież to, co jednostkowe i na odwrót. Historia lubi wytyczać granice, nie tylko terytorialne. Zrobi to również w roku 1945. Czy „śląskość” będzie tu już inna, jak odnajdzie się w nowym ustroju przyniesionym przez sowiecką władzę. Przewrotność czasu i historii wyznaczających ludzki los okaże się niemal okrutna, gdy ten, co walczył w powstaniach śląskich, zostaje wcielony do Wermachtu, by później po wkroczeniu Armii Czerwonej uznany za Niemca znaleźć się w sowieckim łagrze.

Autor zagłębiając się w górnośląską historię szuka też odpowiedzi, czym jest ta śląskość dla niego samego. Czy jest poczuciem odrębności, zarówno od „niemieckości” jak i od „polskości” czy też jest pewnego rodzaju, jak pisze, „zawieszeniem między nimi”. Pytania o tożsamość nie są łatwe, gdy historia sprawia, że raz musi się być Niemcem, raz Ślązakiem, albo też, jak w pierwszych, powojennych latach porzucić zarówno niemieckość jak i śląskość i stać się Polakiem. Zawiłe, skomplikowane i pełne paradoksów są te drogi w poszukiwaniu tożsamości.

Wydawałoby się, że ta trudna historia Górnego Śląska będzie miała jakąś przyjazną końcową stację. Ale tak się nie dzieje, bo czas powojenny ma tu wiele mrocznych, nawet tragicznych stron. Obraz Śląska w czasach PRL-u był jakby na pokaz: górnicze mundury, piękne czapki ze wspaniałym pióropuszem, górnicza orkiestra, barbórkowy nastrój. A to, co działo się na niższych pokładach górniczego losu, było niekiedy szczelnie zamknięte.

Z. Rokita doprowadza swoją opowieść niemal do dnia dzisiejszego, kiedy to, w dobie tzw. transformacji ustrojowej, wyłoniły się nowe problemy, nie omijając również Górnego Śląska. Śląskość roztopiła się już częściowo w polskości, jakby „kajś” się zapodziała. Można tylko odnajdywać jej stare ślady, chodzić po nich i sentymentalnie je przywoływać.

Autorka tekstu: Krystyna Cel

Zbigniew Rokita, Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020, s. 318.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj