Każdy wie, że dzwony są do słuchania, a nie do czytania – jak książki. Najpierw trzeba dzwon rozhuśtać. Jego serce uderzy w zasadniczą część, czyli hełm. Do dźwięku trzeba dwoje – tutaj serce i hełm. Ale przecież dzwon to bardzo szczególny instrument. Produkuje ten sam ton. Ciągle ten sam. Zawsze pozostaje mu wierny. Dzwon symbolem wierności i stałości?
A teksty na dzwonach?
Nie chodzi mi tylko o napisy na dzwonach. Kto chce, czyta te teksty na odlanym metalu. Niezwykle ciekawa lektura. Przeważnie są to „wizytówki“ dzwonu. Dowiaduję się z tych lapidarnych informacji, kto, gdzie i kiedy wyprodukował dany dzwon. Studiuję mądre sentencje, odlane na metalu. Jednak poniżej chodzi mi o skojarzenia innego typu.
Θ Θ Θ Θ
Pierwszym skojarzeniem z dzwonem jest włoskie nazwisko Campanella. W roku 1602 wydał Tommaso Campanella tekst zatytułowany „Civitas Solis“, czyli „Państwo Słońca“. Nazwisko „Campanella“ znaczy po włosku właśnie „(mały) dzwon“. Stąd moje asocjacje prowadzące w kierunku: „tego dzwonu należy słuchać“. A raczej czytać. Dzieło o państwie słońca nie jest obszerne. To studium, projekt, wykład bardzo finezyjny o wyimaginowanym tworze państwowym, stanowiącym niedościgniony wzór do naśladowania. Fikcja i fantazja. Wytwór literackiego talentu.
Nasze systemy polityczne mają niebywale wiele wad, natomiast w Państwie Słońca, pisze Tomasz Dzwon („przetłumaczyłem“ humorystycznie jego włoskie miano na polski), wszystko jest lepsze, wszystko funkcjonuje o wiele rozsądniej niż te reżimy, dobrze znane nam praktycznie tu, na tym łez padole.
Campanella literacko stworzył fikcyjny dialog. Nieobyty w świecie mnich (sługa Kościoła katolickiego, zwalczającego Inkwizycją rewolucję protestancką) wypytuje żeglarza z Genui o Państwo Słońca. Genueńczyk (jest w tekście nie tylko aluzja do Kolumba, też z tego miasta, lecz i o Polsce!) akurat stamtąd wrócił i opowiada o instytucjach politycznych, socjalnych i ekonomicznych tego Civitas Solis. Ono jest też nazywane po włosku „La Città del Sole“, jako że pracowity Campanella przełożył ten opus z łaciny parę lat po sukcesie edytorskim na swój rodzimy język!
Słuchający mnich jest jak gąbka. Potrafi słuchać. Wypytuje systematycznie marynarza o instytucje religijne, polityczne, partie, szkolnictwo, sfery wolności obywateli – jednym słowem chłonąc te dla niego rewolucyjne informacje. Nie dowiadujemy się niemal nic o mnichu. Żyje gdzieś we Włoszech, zamknięty w murach klasztoru – naoliwiony trybik – stanowiąc cząstkę fukcjonowania Kościoła.
Przyjmuje mnich do wiadomości (monolog żeglarza cennym źródłem), iż mieszkańcy tego egzotycznego państwa (Solariusze) są podwładnymi władcy absolutnego. Nazywa się go Metafizyk. Jest bardzo wykształcony we wszelkich znanych dziedzinach nauki. Ergo: to nie tuman lub niedouk rządzi swymi obywatelami. Dotąd tekst Campanelli nie jest zbyt rewolucyjny, jako że Europa składała się wtedy z państw o absolutystycznych tendencjach (królowie, cesarze, książęta). Metafizyk mieściłby się w tych znanych kategoriach jednowładcy.
Ale ma on do dyspozycji trzech równie mądrych zastępców – „wice“. Ci mężczyźni są odpowiedzialni za trzy strefy działalności państwa: Moc, Mądrość oraz Miłość. Odpowiedzialność za polityczne decyzje tkwi zatem nie w jednym ręku! Wszystkie resorty zostały podzielone między te 3 mega działy. Ten triumwirat podległy jest wspomnianemu Szefowi. Kwartet panów u sterów rządów przeprowadza regularnie konsultacje. Ignorują demokrację i jej, na przykład, dziwaczny pomysł wyborów.
Zachęcając właśnie do lektury utworu „Pana Dzwonu“, podkreślam wiele „nowości“, jakie chętnie wprowadziłby autor do Europy: poszanowanie pracy fizycznej, obowiązek służby wojskowej również dla kobiet, 4 godziny jako dzienna dawka pracy w rzemiośle, na roli czy w hodowli (czy wyprzedza Campanella o wieki pewne późniejsze tendencje na rynku zatrudnienia?), ingerencję państwa w dziale rozrodczości (kontrola z góry – kto z kim ma wziąć ślub, aby rodziły się zdrowe i mądre dzieci). Małżeństwo to poważna instytucja o profilu państwowym. Tu nie ma miejsca na miłość, selekcja jest ważniejsza – dla Państwa! Rewelacja! Lawina nowoczesnych postulatów. Ile z nich brzmi utopijnie?
W Civitas Solis nie ma biednych i bogatych, dlatego, iż rząd z góry rozdaje potrzebującym to, co im się należy. Rząd wie zawsze lepiej. Ma na wszystko lekarstwo. Nie ma zazdrości w tym państwie, gdyż nikt nie może żywić zawiści do innych obywateli – każdy posiada to samo. Zazdrość jest niemożliwa! Jest to preludium rozwiniętego socjalizmu oraz jego rozgałęzień (kibuce lub komunizm) w późniejszym świecie. Socjalizm rozdawniczy, utopia równości obywateli, duch zmian rewolucyjnych – te idee krążą nad tekstem człowieka, który dzielnie wytrwał tortury oraz w sumie 27 lat więzień (sic!), pokonawszy duchem karykaturalne szczyty nietolerancji w swej cierpiętniczej egzystencji. Podziwiam Campanellę, dominikanina o wielkim duchu. Dzwon jego intelektu jest słyszany (czyli czytany) do dziś. Symbolika dzwonu przetrwała – o dziwo – do naszej epoki, przeoranej radykalnymi zmianami paradygmatów nie tylko w kulturze.
Słynny polski socjolog, Bolesław Limanowski (1835-1935) zajął się także działalnością Campanelli w eseju „Dwaj znakomici komuniści“. Jeden z nich to Campanella. Tytuł anonsuje prekursorów oraz wykwity socjalizmu w 2. połowie XIX wieku…
Campanella, oddaliwszy się fizycznie od wpływów Watykanu, uciekł do Paryża, gdzie – o paradoksie! – żył bezpiecznie pod kuratelą kardynała A. Richelieu. Uciekinier polityczny. Umarł w bardziej wtedy tolerancyjnej Francji niż jego włoska ojczyzna.
Θ Θ Θ Θ
Drugi dzwon jest jedynym tu prawdziwym dziełem sztuki ludwisarskiej, ale nie można go słyszeć. Dlaczego? Wyjaśniam. Można o nim czytać.
Został wykonany w warsztacie (Whitechapel Foundry) w Londynie w 1751 i został przewieziony do Ameryki Północnej, przez Atlantyk do kolonii brytyjskiej, która dopiero wiele lat później po wielu bólach porodowych (wojny przeciw macierzy rodem z Londynu, okrutna wojna domowa, wojny przeciw Meksykowi, kampanie polityczne, drastyczne starcia) stała się tym, co my znamy jako państwowość USA. Dzwon zainstalowano w Filadelfii.
Ten w sumie niewielki ale ciężki dzwon (940 kg brązu) można do dzisiaj oglądać w największym mieście stanu Pensylwania jako jego bardzo atrakcyjną ciekawostkę. Ten brytyjski produkt zrobił wielką karierę negatywną, ponieważ bardzo szybko po pierwszych próbach pękł. Do połowy hełmu utworzyła się rysa mniej więcej pionowa. Z tego dzwonu nie wyjdzie już żaden dźwięk. Nigdy. Od momentu urodzin był inwalidą. Rzemieślnicy amerykańscy starali się go jakoś zreperować. Bez sukcesu.
Ten dzwon, znany wszystkim szanującym się turystom, którzy zawitali do Filadelfii, jest dlatego ważny do czytania, gdyż na nim tkwi odlane zdanie: „Proclaim Liberty throughout all the land unto all the inhabitants thereof“, czyli „Ogłaszaj WOLNOŚĆ w całym kraju wszystkim jego mieszkańcom“. Jest to zresztą (typowe dla protestanckiej tradycji USA) cytat ze Starego Testamentu z 3. Księgi Mojżesza. W interpretowaniu tego cichego życzenia, wezwania, apelu należy wziąć pod uwagę kontekst historyczny – raz biblijny a raz jego echa w powstającym niepodległym państwie, odrywającym się od brytyjskich realiów politycznych. Pępowina długo pękała…
Dlatego zwany jest ten obiekt z brązu „Liberty Bell“, czyli Dzwon Wolności. Z powodu powyższego cytatu. Wada (pęknięcie) dzwonu może być oczywiście interpretowana różnie, na przykład w skali globalnej w walce o pokój. Ciągle wybuchają wojny na różnych kontynentach. Albo jako symbol w węższych kategoriach – przykładowo w USA. Ten dzwon nie potrafił zapobiec okropnej wojnie domowej w XIX wieku, zakończonej terrorystycznym napadem na prezydenta Lincolna. W pokojowych planach widać wciąż usterki, wady, rysy – częściej niż na dzwonach. Ludzkość wciąż nie potrafi osiągnąć stałego pokoju. Z dzwonami prawdziwymi, symbolicznymi lub bez.
Θ Θ Θ Θ
Trzeci dzwon wspominany tu nie jest wykonany z brązu, lecz z papieru. Gazetowego. Zatem też nie można go słyszeć. Można jedynie westchnąć w fotelu z ulgą: poczytam sobie ten dzwon.
Aleksander Hercen (urodził się: Moskwa 1812, kiedy Napoleon podpalił to miasto – zmarł: Paryż 1870, kiedy Prusacy ze swą armią zabierali się za okrążenie dumnej stolicy Francuzów) po wielu perypetiach życiowych, wyemigrował z Rosji. Stał się czołowym bojownikiem, rewolucjonistą, pragnącym ujrzeć jak najszybciej upadek caratu. Emigracja znad Newy darowała mu pewien margines wolności wypowiedzi nad Tamizą. Jako emigrant walczył z otwartą przyłbicą przeciw władzy kolejnych carów. Bohater z klarowną linią postępowania.
Intelektualnie przemówił do mnie, kiedy dawno temu przeczytałem z entuzjazmem jego wspomnienia, czyli 3 potężne grube tomy. W oryginale po rosyjsku nazywa się to dzieło „Byłoje i dumy“, czyli „Przeszłość i myśli“. Kopalnia wiedzy o Rosji i jej politycznych meandrach oraz proroczych konotacjach na przyszłość w rozdziale „Rosja a Europa”…
Hercen, dziecko z nieprawego łoża (ojciec Rosjanin arystokrata, matka Niemka arystokratka – nie wzięli ślubu) wydawał w latach 1857 do 1867 w Londynie pismo „Kołokoł“, co znaczy po rosyjsku „dzwon“.
Jest to moje ulubione słowo po rosyjsku – brzmi, uważam, wspaniale, oddając jako onomatopeja idealnie funkcję tworzenia specyficznego dźwięku, wydawanego przez serce dzwonu bijącego o hełm samego instrumentu. Dodatkowo słychać inny składnik – to dzwon prawosławny o specyficznym tonie drewna kołatkowego, sygnalizującym potęgę Kościoła wschodniego.
W „KO-ło-koł“ akcentuje się pierwszą sylabę, czyli wymowa wedle zasad fonetyki rosyjskiej to plus minus „KO-ła-kał“. On miał kołatać politycznie w głowach Rosjan.
Treści w „Dzwonie“ (miał być słyszany głównie w Rosji carskiej) były rewolucyjne, o tendencjach republikańskich. Miały spowodować upadek caratu. Tego Hercen w Londynie nie doczekał. Mimo iż maksymą periodyku było łacińskie „Vivos voco!“, albo „Przywołuję żywych!“.
Artykuły o silnej temperaturze przekonań antycarskich były pisane w jego „dzwonnicy“ przez takie europejskie asy polityczne tamtej epoki jak Louis Blanc, Lajos Kossuth, Iwan Turgieniew, Michaił Bakunin, Giuseppe Garibaldi, Jules Michelet czy Giuseppe Mazzini. To panteon ówczesnych tęgich mózgów, rewolucjonistów, dążących do przewrotu systemów we Francji, Włoszech, na Węgrzech no i oczywiście w Rosji.
„Dzwon“ – „Kołokoł“ miał bardzo duży rozgłos w Rosji. Przemycane egzemplarze docierały do stołecznych kręgów w zimnym Sankt Petersburgu, inicjując zaczyn rewolucyjny w gorących głowach. Drożdże importowane intelektualnie z Anglii do Rosji. Natomiast sława i rozgłos „Dzwonu“ bardzo się zredukowały, kiedy spontanicznie, con cuore poparł Hercen powstanie styczniowe w Polsce w 1863 roku. Na wolną Polskę trzeba było poczekać jeszcze wiele lat a na wolną Rosję, post-komunistyczną, jeszcze dłużej. Wiele pokoleń XIX wieku nie doczekało tego faktu historycznego.
Pozostał zrozumiały na wszystkich kontynentach symbol „dzwonu“. Jego funkcję przejęły stopniowo media drukowane, potem te związane z internetem. Pozostały symbole w historii muzyki, na przykład słodkie bożonarodzeniowe „Jingle Bells“ czy „podszczypujący duszę“ melancholijny „Wieczernyj zwon“ oraz „Kołokolczik”. W pierwszych słowach tej ostatniej nastrojowej pieśni „odnozwuczno grjemit kołokolczik”. Czujemy przejmującą metafizykę rosyjskich stepów bez końca… Właśnie – ta symptomatyczna monotonia jednego dźwięku przeszywająca czas i przestrzeń… Ten instrument wydaje tylko jeden dźwięk. Lecz on metaforycznie rodzi szeroki wachlarz efektów muzycznych, społecznych, politycznych, religijnych. Dzieci dzwonu żyją nadal.
Oby one doczekały powszechnego pokoju na świecie…






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)




