Strona główna Hobby Turystyka Ideologia murali w Meksyku

Ideologia murali w Meksyku

0

Komunizm ogarnął wcześnie sztukę w kraju Meksykanów. Przez sztukę można i należy wzmocnić komunizm – tak radził Sardyńczyk Antonio Gramsci. Miała ta ideologia mieć wsparcie w talentach ludzi, myślących na lewo, bardzo na lewo. Tu był dobry teren do działań politycznych. Utalentowani artyści chcieli przybliżyć sztukę ludowi, często analfabetom. Toteż rozpowszechnili sztukę murali, wielkoformatowych fresków. Były na ścianach, murach, fasadach dobrze widoczne i czytelne w swych konotacjach ideowych. Nie trzeba znać liter – obrazy operują jasnym dla ludu językiem.

Murale były tworzone przez muralistów. Nowa kategoria w sztuce. W Meksyku narodziła się po rewolucji 1910 roku. Muralistów było wielu, ale najsłynniejsza jest triada/trojka: José Orozco (ur. 1883), Diego Rivera (1886) oraz David Siqueiros (1898). Oni stworzyli dzieła, które zobaczyłem częściowo w trakcie mego premierowego pobytu w Meksyku.

Wszystkich wymienionych artystów łączył wspólny mianownik: utalentowani, komuniści do szpiku kości, walczący nie tylko pędzlem na freskach, lecz z bronią na frontach terrorystycznej walki o lepsze jutro! Jako że drążył ich temperament artysty/ideologa/wojownika, mieli skomplikowane życiorysy. Wyrzucano ich z partii komunistycznej, wsadzano do więzień, kazano im opuszczać ojczyznę. Wyładowywali swój kunszt oratorski na wiecach, zebraniach i demonstracjach, co chwilę aresztowani, brali udział w wojnie domowej w Hiszpanii, strzelali do wrogów. Bez pardonu.

Właśnie wszedłem w stolicy Meksyku do przepięknego pałacu. Nazywa się Palacio de Bellas Artes, a zatem zadedykowano go sztukom pięknym.

Stoi statecznie między głównym parkiem stolicy (Alameda Central) a katedrą. Głównym skarbem tego przybytku są murale, freski o sporych formatach. Oczywiście są też inne perły, jak setki obrazów, rzeźb oraz wystawy czasowe. Jeden obraz zachwycił mnie bodaj kontrastowo (nic o polityce): „La piedad en el desierto” („Pietà na pustyni”), 1942. Namalował ją dotychczas mi nieznany malarz, Manuel Rodriguez Lozano. Ale to skromny religijny kontrast przy olbrzymim ładunku polityki oraz propagandy wokół, na parterze i innych kondygnacjach Pałacu Sztuk Pięknych. Dawno żadna pietà nie wtargnęła do mnie tak głęboko! Wyjątkowo  udana synteza kompozycji, kolorystyki, minimalizmu form – ta opuszczona, rozdzierająco smutna, bezwładna Madonna wtargnęła spontanicznym szturmem do mojego serca.

Króluje tu, w Pałacu wszechwładnie jednak propaganda komunizmu, utrwalona na freskach/muralach przez wspomniane nazwiska słynnej „Trójcy”. Moje życie przez 34 lata upływało w trawieniu i tolerowaniu sztuki propagandowej komunizmu w PRL, toteż dość alergicznie reaguję na dzieła analogicznej sztuki tutaj, w samym jądrze stolicy Meksyku. Znam te przesłania, wymowę, konotacje oraz zależności. Bardzo daleko jest stąd do roku 1917, bardzo daleko do wybuchu rewolucji w Sankt Petersburgu. Ideologia komunizmu przyparła mnie w dziedzinie sztuki do muru w stolicy PRL, a do murali w stolicy Meksyku!

Stoję przed kolejnym muralem. Każde dziecko rozpozna tu twarz tow. Lenina. Jest on twardy w wyrazie twarzy, proletariacko-rewolucyjny. Nie żartuje. Akurat brata się serdecznym uściskiem rąk z wszystkimi. Rasa, płeć, pochodzenie społeczne, zawód (ubrudzony, poplamiony kombinezon robotniczy czy biały kitel lekarski) nie grają roli. Komunizm brata każdego z każdym. Jest powszechnym szczęściem ludzkości.  Homo homini lupus est – ale nie w komunizmie!

Ten mural powstał zaraz po 1938 roku, gdyż obok I. Lenina stoi tow. Lew Trocki, trzymając czerwoną flagę, przypominającą wszystkim, iż to symbol przelanej na barykadach, zasadzkach, strajkach, potyczkach krwi proletariatu. Kiedy wreszcie robotnicy sięgną po środki produkcji, trzymane twardo w łapach obrzydliwych kapitalistów? Jak im radykalnie pomóc? Na muralu, na czerwonej fladze w rękach tow. Lwa Trockiego jest napis wyraźny po angielsku i po rosyjsku: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się w 4. Międzynarodówce!”. Ona powstała we wrześniu 1938 roku.

To miał być przełom. Ten moment walki krytykował sytuację również w ZSRR! Co za odwaga!  Ale jedynie zagranicą można było otworzyć usta. Ta organizacja ostentacyjnie sympatyzowała z ideami Lwa T. Zwalczała kapitalizm, faszyzm (kruszący się szary gigant na muralu jest nie do uratowania – zginie!) oraz – ale szok – krytykowała stalinizm! Robotnicy zasłuchani popierają idee głoszone przez tow. Trockiego. Czyżby tow. Stalin nie miał racji? Proletariusze czekają czujnie na sygnał do rewolucji! A oglądam tę propagandę w mieście, gdzie tow. Trocki stracił życie!

Chodzę wśród gigantycznych murali, działających jak komiksy albo ballady  w innych dziedzinach sztuki. Wzrok przyciąga bardzo wielki mural, ukazujący „Rewolucję”. Jest to wielka kobieta o nagich potężnych piersiach. Nimi potrafiłaby wykarmić parę pokoleń rewolucjonistów spragnionych zmian! W wielu krajach, nie tylko w Meksyku czy w ZSRR. Kobieca rewolucja ma na głowie fryzyjską czapkę, oczywiście czerwoną. Rewolucjonistka rwie się w porywie nieokiełznanej energii do upragnionych zmian. Właśnie rozerwała okropne kajdany niewoli. Łańcuchy padają w ciemność przeszłości. Liczy się przyszłość pod czerwonym sztandarem. W ręku trzyma Rewolucja pochodnię-płomień, taki jak ma Statua Wolności w USA. Czyżby proroctwo rozprzestrzeniania się słusznej idei komunizmu w kierunku USA? Akurat w 4. Międzynarówce Amerykanie komuniści opuścili wspólne zwarte szeregi  ze swym szefem Maxem Shachtmanem. Może to aluzja? Za dużo kontrowersji w drodze do celu, zbyt wiele niewiadomych w linii partyjnej aktywności.

Porywa mural Diego Rivery obok. To 4 wielkie części. Tytuł: Carnaval de la vida mexicana, opus z roku 1936. Tytuł określił stylistykę tego karnawału meksykańskiego życia: jest to wesoła, barwna panorama skorumpowanego życia kapitalistów meksykańskich, pijących krew robotniczą. W klasowym społeczeństwie pewne warstwy nie dążą do rewolucji… Rivera opowiada tu ironicznie sekwencje wystawnego życia. To jego uporczywy oraz krytyczny komentarz. Wiele postaci z mieszkami pełnymi pieniędzy mają twarz Judasza. To ostrzeżenie przed zdrajcami. Oni są między nami!

Takie ostrzeżenie – à propos – zlekceważył tow. Lew Trocki. Tutaj, w Meksyku! Kiedy Lenin umarł (1924 – równo 100 lat temu!), myślał, iż będzie (on jako najwyższy intelektualista w biurze politycznym Komunistycznej Partii ZSRR) ideowym spadkobiercą Władimira Iljicza. Przeliczył się. Przegrał walkę ze sprytniejszym Gruzinem, Józefem Stalinem. Trocki został usunięty z Partii! Coś podobnego! Zaczął być NIKIM. Koniec. Nad rzeką Moskwą nie widzi przyszłości. Ucieka przez Turcję, Francję, Norwegię do Meksyku w 1936 roku. W Moskwie zaoczny proces przeciw niemu kończy się klarownym wyrokiem – śmierć! Sprawiedliwość ludowa ma swe pryncypia. Ale jak wykonać wyrok, gdy ofiara przebywa tak daleko na innym kontynencie?

Sprawiedliwość ludowa ma – poczekajmy, it’s only a matter of time – silne i długie ramiona! Tak, tak – kwestia tylko czasu… Trocki zamieszkał z żoną w eleganckiej willi, w spokojnej dzielnicy Coyoacán. To dobry adres w stolicy Meksyku.

24 maja 1940 – cały szwadron terrorystów komunistycznych ostrzeliwuje willę. Aha, Stalin zatem wie, gdzie mieszka jego były kolega. Trockiemu nic się nie stało.

Pozostał wypróbowany przez antycznych Greków system konia trojańskiego. Do willi od pewnego czasu przychodzi „Francuz”, oczywiście komunista. Ma amerykańską narzeczoną i paszport też z „USA”. Uchodźca polityczny z Europy – we Francji zapanował akurat rząd lewicowy. Lewica rośnie, pęcznieje. Trocki na początku nie ufa Francuzowi, ale w sumie akceptuje jego oraz aktywny udział à la française w dysputach ideologicznych. Nie wie, iż jest to cwany Hiszpan, Ramón Mercader, agent samego Stalina. Akurat o Stalinie pisze Trocki dzieło w swoim salonie, wyjaśniające światu podłość swego ideologicznego przeciwnika.

Amerykański Francuz pochodzenia hiszpańskiego (!) ponownie, jak wiele razy to już  bywało, przychodzi 21 sierpnia 1940 do willi Trockiego. Trzy miesiące ledwie po ostrzeliwaniu domostwa przez pluton ludzi o innych pomysłach ideologicznych na przyszłość… Ramón wchodzi do biura-salonu sowieckiego towarzysza. Trocki nie wie, iż młody człowiek ma pod ręką schowany czekan (młotek-siekierkę do wypraw górskich), sprawny załadowany pistolet oraz ostry sztylet dobrej firmy. Jak na terrorystę, przygotował się prawidłowo do akcji.

Ramón od tyłu wbija czekan w czaszkę Trockiego. Ten zalany krwią krzycząc prosi wpadających ochroniarzy, aby nie zabijali terrorysty. Morderca ma powiedzieć, KTO  dał mordercy to krwawe zadanie. Trocki umiera z wykrwawienia. Karetka i szpital nie uratowały mu życia. Ramón jest aresztowany, osądzony – 20 lat więzienia. Taki jest wyrok. Odsiedział 20 lat, gdyż nie ułaskawiono go. Nie okazał nigdy skruchy. Wiedział,  że miał rację. Gdy tylko wyszedł na wolność, w 1961 roku poleciał do Moskwy. Tam otrzymał Order Złotej Gwiazdy ZSRR – rzadki casus uznania wobec nie-Rosjan! Jeszcze rzadszy wobec morderców… Latał potem między Rosją sowiecką a Kubą. W Hawanie Fidela Castro był właścicielem willi, gdzie umarł w 1978 roku.

Murale artystów meksykańskich emanują swym politycznym duchem, jako że są przejawem konkretnego oraz celowego trendu. Ameryka Południowa oraz Środkowa, nie zaznawszy w 100% komunizmu (oprócz Kuby, a teraz eksperymentującej Wenezueli, Boliwii oraz Nikaragui) ukazuje silne  tendencje spróbowania oraz zasmakowania tej jakże sympatycznie brzmiącej ideologii. Ma ona wszak podstawy nader atrakcyjne: równość społeczna sensu largo. Stworzenie społeczeństw bezklasowych – to światły cel. Obietnice wolności budującej lepszą przyszłość, niż ta, nas otaczająca. Komunizm pociąga szczególnie młodych ludzi. Myślałem o tym kiedyś przy grobie Che Guevary na Kubie w jego wystawnym mauzoleum. On też chciał żyć w lepszym świecie, walcząc terrorystycznie w otaczających go realiach.

Jako lekarz, szukał skutecznej diagnozy.

A teraz myślę o Leninie i Trockim, gdyż ujrzałem w Palacio de Bellas Artes ponownie ich twarze, tak dobrze mi znane z dzieciństwa na proletariackim Śląsku.

 

Wiesław PIECHOCKI, Ciudad de Mexico

Poprzedni artykułWażniejsze wystawy Bronisławy Wilimowskiej
Następny artykułCóż, takie są państwa anglosaskie!
Wiesław Piechocki
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj