Karol Czejarek (Karol)
Jest Pan nie tylko pisarzem, ale też krytykiem i dziennikarzem (również farmaceutą), mającym ścisłe związki z Polską. Drukuje Pan też swoje książki w Polsce, przyjeżdża na konferencje dotyczące praw człowieka organizowane w Sejmie RP przez prof. Jerzego Jaskiernię (dziekana Wydziału Prawa i Nauk społecznych Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach). Poznaliśmy się (wiele lat temu) na „Biografiach polsko-niemieckich” organizowanych przez Ost-West-Forum w Gödelitz (koło Drezna) i Międzywydziałowe Centrum Badań Niemcoznawczych Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku. Proszę powiedzieć Panie Andreasie, skąd to zainteresowanie Polską?
Andreas H. Buchwald (Andreas):
To zainteresowanie ma ścisły związek z moim pochodzeniem.
Karol:
To znaczy?
Andreas:
Moi rodzice pochodzą ze Śląska. Tata urodził się w Namysłowie (d. Namslau) i wychował na wsi w pobliżu Milicza (Militsch), a moja mama pochodzi ze wsi Ubocze – (d. „Schosdorf”) w gminie Oleśnica.
Karol:
Co chce Pan przez to powiedzieć?
Andreas:
Mimo że ojciec żył w środowisku niemieckim, jako chłopiec przyjaźnił się z pewnym Polakiem (zresztą nie tylko z nim), który po wojnie zaprosił go do siebie w odwiedziny! Ich przyjaźń przetrwała, chociaż wojna na wiele lat ich rozdzieliła i tata bardzo często wspominał swego dawnego przyjaciela. Przy czym nie bez znaczenia jest fakt, że obaj dzięki tym kontaktom „uczyli się” języków: tata – polskiego, a on – niemieckiego. Dzięki temu i ja mówię po polsku (choć nienajlepiej), a kiedy już podrosłem – postanowiłem bliżej poznać środowisko i kraj, o którym tak wiele słyszałem w dzieciństwie od swoich rodziców.
Karol:
Mamy więc do czynienia z czymś niezwykłym i niecodziennym, dlatego postanowiłem m.in. na ten temat porozmawiać z Panem.
Andreas:
Jestem Panu za to wdzięczny. Tym bardziej, iż niemiecko-polskie stosunki po wojnie ułożyły się dość szczęśliwie i są dziś na poziomie: „już nigdy nie będziemy dla siebie wrogami”. Dlatego nadal angażuję się w różne działania, które mogą te przyjazne stosunki między nami pogłębiać.
Ponadto ojciec opowiadał mi często o sytuacji, kiedy jeszcze przed zakończeniem wojny został przesiedlony do Saksonii. Skierowano go tam do pracy w majątku rolnym, gdzie także zaprzyjaźnił się z pracującymi w nim polskimi robotnikami przymusowymi. Region, w którym mój ojciec znalazł wtedy pracę, został zdobyty (w kwietniu 1945 roku) przez Amerykanów, a ponieważ wojna nie była jeszcze zakończona – zabijali oni Niemców m.in. za to, że mimo zbliżającego się jej KOŃCA, organizowali jeszcze oddziały obronne w postaci tzw. Volksturmu, formację o charakterze pospolitego ruszenia składającą się ze starców i dzieci.
Karol:
I co w związku z tym?
Andreas:
Że ci polscy przymusowi robotnicy uratowali mu życie!
Karol:
W jaki sposób?
Andreas:
Oświadczyli Amerykanom, że jest jednym z nich. Oczywiście wcześniej zabronili mu odzywania się w języku niemieckim; ojciec ich posłuchał i w ten sposób się uratował.
Karol:
No to miał szczęście.
Andreas:
On zawsze, odkąd go pamiętam, nienawidził nazistów i nigdy nie był ich zwolennikiem.
Miał też szczęście, że nie powołano go do Wehrmachtu, gdyż dość wcześnie z rodziną wyemigrował ze Śląska, przenosząc się do wspomnianej wyżej Saksonii.
Karol:
Czyli konkretnie dokąd?
Andreas:
Do małej wsi między Lipskiem i Altenburgiem (gdzie dziś znajduje się granica Saksonii i Turyngii), które to tereny po wojnie znalazły się w powstałym w 1948r. NRD. I w ten sposób znów znalazł się „pod dyktaturą”, tyle że nie brunatną a „czerwoną”.
Karol:
A ja myślałem, że NRD było państwem chcianym przez dużą część Niemców?
Andreas:
Ale na pewno nie wszystkich, choć dokładnie nie mogę o tym zaświadczyć, gdyż ja urodziłem dopiero w roku 1957. Z całą odpowiedzialnością mogę jednak powiedzieć, odpowiadając na Pańskie pytanie, że ówcześni rolnicy nigdy nie zgodzili się na kolektywizację rolnictwa, czyli tworzenie „na siłę” (jak w Związku Radzieckim czy nawet u Was) państwowych gospodarstw rolnych. Przeciwko temu ostro protestowali.
Karol:
Pamiętam, że na ten temat powstało w NRD nawet wiele politycznych dowcipów.
Andreas:
Zgadza się. Zarówno w szkole, jak i w FDJ-cie (organizacji młodzieżowej, do której musieliśmy należeć wszyscy) bardzo CHWALONO nowy (w porównaniu z Zachodnimi Niemcami), obowiązujący u nas system polityczny i gospodarczy.
Karol:
I co – agitowaliście za tym „nowym” ustrojem?
Andreas:
Chyba Pan żartuje?
Robili to ci, którzy dzięki Rosjanom sprawowali władzę (przede wszystkim działacze partyjni i wszędobylska STASI, podobnie jak Wasz UB). Czyli odbywało się coś w rodzaju „walki wewnętrznej Niemców z Niemcami”. Mimo że Polska po wojnie znalazła się w tym samym systemie politycznym co NRD, zawsze wydawało nam się, że u Was nie było aż tak widocznego „sowieckiego dyktatu”, jak u nas. Mieliśmy w Polsce wielu przyjaciół.
Karol:
Kiedy po wojnie po raz pierwszy odwiedził Pan Polskę?
Andreas:
To było w roku 1972. Mając 15 lat, postanowiłem osobiście sprawdzić, jak u Was jest naprawdę, ale też po to, aby poszerzyć swoją znajomość polskiego języka i poznać bliżej Pana rodaków, o których tak wiele dobrego opowiadał mi ojciec.
Zacząłem też czytać polską literaturę w oryginale, by pogłębić znajomość Waszej skomplikowanej historii.
Karol:
Z jakim rezultatem?
Andreas:
Takim, że stałem się Waszym, podobnie jak ojciec, entuzjastą i postanowiłem aktywnie włączyć się w odbudowę naszych wzajemnych stosunków. Stąd i mój udział we wspomnianych biografiach polsko-niemieckich w Gödelitz.
Wciąż nie mogę zrozumieć, jak mogło dojść do tego, co się stało między Niemcami a Polakami w latach 1939-1945.
A przeczytane książki takich pisarzy, jak np. Dobraczyński czy Sienkiewicz, a przede wszystkim uratowanie przez Polaków życia mojemu ojcu spowodowało, że „zakochałem” się w Polsce i ta miłość trwa do dziś!
Karol:
Bardzo pięknie opisał Pan swoje „spotkania” z Polską w II cz. książki „Historia pamięcią pisana. Biografie polsko-niemieckie”– we wspomnieniu zatytułowanym „Wpływ Polski na moje życie” (wydanej przez Akademię Humanistyczną przy współpracy z warszawskim Wydawnictwem ASPRA-JR” w 2017r. Zachęcam Czytelników tej rozmowy do zapoznania się z tą publikacją).
A pytania do Pana mam takie:
– w jaki sposób zachęciłby Pan polskiego czytelnika do swojej twórczości, ile w niej spraw dotyczy Polski i jakiej tematyce powieściowej jest ona szczególnie poświęcona? Oraz:
– jak dalej powinno się toczyć polsko-niemieckie pojednanie? Tym bardziej, iż oba nasze kraje są obecnie członkami Unii Europejskiej, ale w Polsce (u Was też) ocena tego procesu nie jest – jak Pan pewnie zauważył – jednoznaczna?!
Andreas:
Najpierw odpowiem Panu na pytanie pierwsze.
Karol:
Proszę!
Andreas:
Dla polskiego czytelnika szczególnie interesujące mogą być moje trzy pierwsze powieści, m.in. dlatego, iż pewne dialogi ich bohaterów zapisałem w obu językach, czyli po niemiecku i po polsku.
Karol:
To bardzo interesujące.
Andreas:
Ukazują one „cienie” naszej wzajemności, np. poprzez wpływ Kościoła katolickiego na dużą część Waszego społeczeństwa, co dla wielu Niemców jest niezrozumiałe.
Karol:
Ale tego nie zmienimy, dopóki nie będzie rozdziału Kościoła od Państwa, ale nie poruszajmy dalej tego tematu. Mnie ciekawi Pana powieściowe prezentowanie Polaków.
Andreas:
Przede wszystkim pokreśliłem w nich Waszą NADZWYCZAJNĄ GOŚCINNOŚĆ (niespotykaną gdzie indziej) i to nie tylko wobec zaprzyjaźnionych Niemców, ale w ogóle.
Karol:
Dzięki, tacy JESTEŚMY. Otwarci na tych, którzy odwiedzają nasz kraj. Choć problemy „emigracyjne” i u nas, i u Was zaprzątają umysły wielu obywateli. Proponuję przejść do już wcześniej postawionego pytania: jak dalej powinno Pana zdaniem toczyć się polsko-niemieckie pojednanie i współpraca?
Andreas:
Zatem zostawmy na razie tzw. „problemy emigracyjne”, bo osobiście nadal uważam (i szczerze podziwiam) Wasz kraj za MOTOR GOSPODARCZY EUROPY (my w tej chwili nie możemy się pochwalić tym samym). Choć mam dużo zastrzeżeń do „brukselskiej” biurokracji, czyli próby narzucania członkom UE swego „dyktatu”.
Karol:
A to mnie Pan zaskoczył! Co się Panu konkretnie nie podoba?
Andreas:
To, że wielu naszych polityków bezkrytycznie przyjmuje polecenia płynące bezpośrednio z Komisji Europejskiej.
Karol:
A u nas jest akurat odwrotnie, nasza aktualna opozycja do rządu koalicyjnego uważa, że UE staje się praktycznie niemiecka?
Andreas:
A ja twierdzę (a wraz ze mną wielu Niemców), że nasi politycy są „zbyt posłuszni Brukseli”!
Karol:
To nie rozmawiajmy o tym! Ja osobiście jestem i pozostanę zwolennikiem UE, zwłaszcza w sytuacji zagrożenia naszych państw ze strony Rosji i wycofywania się USA z dotychczasowej pomocy Ukrainie. Europa powinna zabezpieczyć pokój w Europie we własnym zakresie i powinna być silna JEDNOŚCIĄ, wtedy potrafi wywiązać się z tego! Gospodarczo i cywilizacyjnie Polska i Polacy wiele skorzystali na członkostwie w Unii, a Niemcy nie stracili – takie jest przynajmniej moje w tej kwestii zdanie. Ale wróćmy do sedna naszej rozmowy: proszę wymienić tytuły swoich powieści, które – jak Pan powiedział – mogą zainteresować Polaków?
Andreas:
To niewątpliwie:
„Genossen Gammler Geisterhäuser” (Towarzysze – Obiboki – Nawiedzone domy)
„Kühe Küsse Konfirmanden“ (Krowie pocałunki i konfirmanci),
„Soldaten unterm Spaten“ (Wojsko z łopatami),
„Geschichten aus der Jakobsmuschel“ (Opowieści na drodze św. Jakuba) i…
„Abrahams Irrtum“ (Pomyłka Abrahama).
Opisałem w nich m.in. życie moich współziomków w NRD (pod sowiecką hegemonią) i swoje pierwsze podróże do Polski, a także kilka ważnych moich późniejszych przygód.
Karol:
Szkoda, że nie zostały przetłumaczone „na polski”.
Andreas:
Może w wyniku naszej rozmowy nastąpi to teraz?
Karol:
Osobiście cieszyłbym się. Zresztą w kolejnych Pana opowiadaniach (które Pan nazywa nowelami) jest opis pewnych kwestii „polsko-niemieckich”, a przede wszystkim życia obywateli NRD w okresie „socjalizmu”. Przybliża Pan też temat zjednoczenia Niemiec i nazywa to „wyzwoleniem się NRD z jarzma socjalizmu”. Czy Polska przyczyniła się do tego zjednoczenia?
Andreas:
O tak! Byliśmy w NRD pełni podziwu dla Waszego Wałęsy i jego „Solidarności”, która porwała i nas do wyzwolenia się spod sowieckiego dyktatu.
Karol:
Panie Andreasie, czy do dzisiejszych stosunków polsko-niemieckich ma Pan jakieś swoje specyficzne uwagi i spostrzeżenia?
Andreas:
Z całą pewnością takie, że moje pokolenie ma ogromną potrzebę kontaktów z Polakami i z Polską. I oczywiście próbuje tego, mimo że przeszłość dalej kładzie się pewnym cieniem na nasze wzajemne zrozumienie. Jednak musimy rozmawiać o przyszłości i wizjach rozwojowych naszych obydwu państw.
Karol:
Pięknie Pan to ujął.
Andreas:
To jeszcze dodam, że ogromnie imponuje mi, kiedy rozmów z Wami nie zaczynamy od rozpamiętywania wyłącznie od „tego, co było”! Gdyż każdy z Niemców dokładnie wie, co nasi poprzednicy uczynili Wam ZŁEGO w przeszłości, więc woli o tym nie mówić, natomiast chce rozmawiać o wspólnej przyszłości.
Karol:
Czasami mam wrażenie, że jednak nie wszyscy Niemcy mają w pamięci ową tragiczną przeszłość. Z tym nadal bywa różnie, ale jestem zdania, że ma Pan rację: ważniejsze są w tej chwili wspólne działania na rzecz pokoju, zakończenia wojny w Ukrainie i szukania dróg przestrzegania międzynarodowego prawa, aby powstające konflikty nie były rozwiązywane z użyciem siły.
Andreas:
Są to oczekiwania idealistyczne, obaj to dobrze rozumiemy. Chociaż i nasi, i Wasi obywatele nie wszystko, co podają oficjalne media, przyjmują „do wiadomości. Czyż nie jest tak?
Karol:
Owszem jest, ale obecnie – bez względu na to, co każdy z nas myśli – musimy wspólnie (a z nami cała Europa) przeciwstawić się zagrożeniu, które nazywa się „Putin” (mówiąc w skrócie), a także dążyć do tego, aby inne światowe konflikty zagrażające pokojowi i burzące obecny międzynarodowy ład prawny zostały wyciszone. To niewątpliwie fakty, które powinny nas tym bardziej łączyć w obronie najwyższej wartości, jaką jest ŻYCIE!
Andreas:
Choć ja nie bardzo mogę sobie wyobrazić, że my – Niemcy mielibyśmy jeszcze raz, jak to było w latach drugiej wojnie światowej, prowadzić wojnę z Rosjanami! W świecie dosyć przelano już niewinnej krwi.
Karol:
To, co w związku z tym?
Andreas:
Dlatego w swojej twórczości staram się uwzględniać wyłącznie „pokojowe rozwiązywanie sprzecznych interesów narodowych i przekonywać do tego samego innych.
Karol:
Napisał Pan już łącznie 15 powieści (niektóre z nich są wielotomowe). Ich głównym tematem jest… ?
Andreas:
„Nieszminkowany” opis czasu, w którym przyszło mi żyć. Inaczej mówiąc, postanowiłem pozostawić po sobie świadectwo mojej obecności na Ziemi i utrwalić to, czym świat aktualnie żyje! To jest opis bez jakiegokolwiek tabu, bez „ideologicznych” okularów, po prostu opis tego, co sam przeżyłem, czego doświadczyłem i co jest autentyczne.
Karol:
Na przykład?
Andreas:
Zacząłem od przedstawienia historii trzech małych miejscowości w Saksonii, w których kiedyś były kopalnie węgla kamiennego, a które zostały wyparte przez kopalnie węgla brunatnego. Jeszcze w latach 60. i 70. kwitło w nich życie. Potem „rozwój przemysłowy, innej branży” zupełnie odmienił los mieszkających tam ludzi. Jest w tych powieściach wiele odniesień do osobistych przeżyć z czasów, kiedy moi rodzice mieszkali na Śląsku i przyjaźnili się z Polakami.
Karol:
Co jeszcze dorzuciłby Pan do tego?
Andreas:
Kolejne tematy dotyczą mojej służby wojskowej, życia „żołnierza z łopatą” (już w czasach NRD), jak też związanych pierwotnie problemów z „granicą pokoju” między Polską a Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej, która dziś jest GRANICĄ POKOJU! W swoich książkach dotykam też zagadnienia strajków w Polsce, m.in. w Gdańsku,
zaś w nowelistyce – wiele miejsca poświęciłem zachodzącym w Polsce przemianom ustrojowym, także polskiej emigracji politycznej w okresie „Solidarności”.
Karol:
Napisał Pan też książkę, którą można by określić mianem „Pamiętnika”?!
Andreas:
W latach 2007-2009 rzeczywiście pisałem „dziennik mojego życia”, który przekształcił się w trzytomową powieść (wydaną w r. 2010) pod wspomnianym już tytułem „Geschichten aus der Jakobsmuschel”. W niej moi bohaterowie też spotykają się z polskimi pielgrzymami, choć powieść obejmuje ostatnie 30 – 40 lat życia w Europie.
Karol:
Stąd jest Pan popularnym pisarzem nie tylko w swoim regionie. Proszę przyjąć moje gratulacje, a na zakończenie jeszcze zapytam: pod jakim adresem w Niemczech można Pana znaleźć (gdyby ktoś z polskich czytelników zainteresował się Pańską twórczością)?
Andreas:
Mieszkam obecnie w Lengenfeld – w saksońskim „Vogtlandzie”, gdzie zafundowałem sobie własne wydawnictwo i księgarnię, którą ze swoją partnerką nazwaliśmy „Wortakrobaten” (Słowna akrobacja).
Karol:
Ciekawa nazwa. Andreasie, dziękuję Panu za poświęcony czas. Chyba, że jeszcze chciałby Pan coś powiedzieć polskiemu czytelnikowi naszej rozmowy?
Andreas:
Lektura moich książek ma na celu ukazanie ich czytelnikom „życia w całej złożoności”, czyli „widzianego z różnych stron” i „bez jakiegokolwiek zaszufladkowania”!
Karol:
Dla mnie najważniejsze jest w nich „polsko-niemieckie” pojednanie i rozwój obecnych dobrych kontaktów! Również pomniejszenie roli wciąż panujących stereotypów i uprzedzeń, a w tym zakresie Pańska twórczość nadal może uczynić bardzo wiele!






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)





Dziękuję za wszystkie słowa w rozmowie z panem Andreasem Buchwaldem,
Ewa Łastowiecka