Strona główna Hobby Kultura O Wierszach wybranych Bohdana Wrocławskiego

O Wierszach wybranych Bohdana Wrocławskiego

0

Kim jest bohater liryczny utworów Bohdana Wrocławskiego? W Kątach Rybackich przechadza się po morskim brzegu i w cieniu swojej samotności dostrzega cienie tych, co podobnie jak on usiłowali zrozumieć odwieczny człowieczy lęk, nawarstwiony już począwszy od mroku pradawnej jaskini. Przechadza się i jak starożytni perypatetycy wiedzie dialog ze sobą, ze światem, przeszłością i teraźniejszością, przywołując tych, co odeszli zamknięci w czasie i przestrzeni, zapisani w zapomnianej historii, a może tylko w metafizycznej próżni. Ileż pytań pojawia się w owym dyskursie i jakże wiele z nich wymknie się zarówno wyobraźni, jak i racjonalnej myśli. Świadomie użyłam tu słowa dyskurs, gdyż utwory B. Wrocławskiego zebrane w obszernym tomie są długie (mieszczą się na trzech, nawet czterech stronach), a pisane dłuższą frazą mają swój poematowy rozmach. Są pewnego rodzaju „formą pojemną”, w której zmieścić się może swoiste poetyckie opisanie człowieka i świata. W Liście, który nie ma adresata czytamy:

 

Na tym zwalonym pniu leżącym na plaży w Kątach Rybackich

stale odnajduję inne pokolenia

być może pewnego marcowego dnia zabłądził tu cień

Immanuela Kanta

(…)

W pobliskich lasach sarny swoim cieniem i sprężystym biegiem

zachwycają nas

wiecznie niepokornych

nieprzystosowanych

jakby żyjących wewnątrz własnego cienia

(…)

siedzimy na zwalonym pniu na plaży w Kątach Rybackich

rozmawiamy o wszystkich chorobach naszego wieku

 

W owych lękach i niepokojach jesteśmy od wieków do siebie podobni i niczym się nie różnimy od swojego pradawnego przodka, który na ścianie jaskini kamiennym rylcem próbował uwiecznić siebie i swój czas. Przenosimy ten jego lęk i niepokój ponad wiekami i tego odium nikt i nic z nas zdjąć nie potrafi. Czy zatem bohater liryczny utworów B. Wrocławskiego to człowiek idący przez pokolenia swoją egzystencjalną ścieżką, niekiedy pełną udręki. Ta ścieżka tuż nad przepaścią; co stanie się, gdy jak bohater Mickiewiczowskiego sonetu spojrzy w tę kuszącą czeluść, co w niej dostrzeże? Czy w tej wędrówce po śladach, skamielinach przeszłości, po kolejnych epokach, wytworach ludzkiego geniuszu znajdzie uzasadnienie dla naszego (także i swojego) bytu naznaczonego nieuchronnym kresem. Zapisem tych egzystencjalnych, eschatologicznych rozterek jest wiersz zatytułowany Il Silenzio – studium w szarości. To jeden z najlepszych wierszy współczesnej poezji. Oto  wybrane fragmenty:

 

Mężczyzna siedzi przy stole

książki na parapecie przysłaniają mu światło

 

w półmroku czyta wiersz Roberta Lovella o umieraniu

od dłuższego czasu próbuje zrozumieć swoją śmierć – rozpisuje ją nieomal w sposób sceniczny

jakby stawiał znaki interpunkcyjne przy każdym oddechu

(…)

Kiedyś myślał, że śmierć nigdy nie będzie jego udziałem

 

dziś dostrzega – każdego dnia jakaś malutka część ciała

opuszcza go przemierza ogromne przestrzenie kosmosu

 

pozbawiona jego oddechu

przerażona ginie w ciszy nie do zaakceptowania

(…)

słyszy coraz głośniejszą muzykę

natrętność grającej trąbki wydaje mu się nie do wytrzymania

 

Il Silenzio wyszeptuje

chcąc wzrokiem odnaleźć płaszcz którym mógłby się przykryć

 

trąbka milknie

 

dłoń podniesiona do serca opada takim gestem

który wyrównuje wszystkie niedoskonałości naszego świata

 

Przemijanie, dochodzenie do kresu doczesności, zwielokrotnione samotnością budzi lęk, a nawet bunt, ale nie przestaje być niezgłębioną tajemnicą. Zbliżająca się nieuchronnie smuga cienia wyzwala nie tylko dystans do siebie, do świata, ale też potrzebę zapisu doznań, pogłębionych zdobytą wiedzą czy wypracowaną filozofią. Wewnętrzny świat przeżyć jest również przestrzenią, z którą człowiek musi się zmierzyć. W wierszu zatytułowanym W podróży do siebie uwidacznia się ta wędrówka po własnym wnętrzu:

 

Poezja szuka w nas miejsc

najbardziej intymnych opuszczonych

pełnych korowodów ustawicznie

wirującego światła

 

strun pękających na obrzeżach

wiecznej niedoskonałości

wszechświata

(…)

nadal nie potrafię odczytać dotykiem warg

smakiem podniebienia

najbliższych mi geograficznie słów

spojrzeń

dłuższych niż kolorowe tęsknoty

spływających do morza rzek

 

i one i my błądzimy wers po wersie

w najchłodniejszym dotyku kosmosu

jego urojeniach

nieznanych nam bliżej

(…)

próbujących odnaleźć siebie

aż do dna

najbardziej oddalonego krateru

samotnego księżyca

 

Owej wędrówce do siebie sprzyja zarówno samotność (najczęściej ta właśnie wewnętrzna), jak i „peryferyjność”. Autor Wierszy wybranych w jednym z wywiadów określił siebie jako „skazanego na peryferie”. Taki tytuł nosi też jego poetycki tom wydany w roku 2018, także i jeden z umieszczonych w nim wierszy.

Co kryją słowa: „byłem jestem i będę wiecznym tułaczem  / skazanym na peryferie”. I zapewne nie chodzi tu o miejsce zamieszkania, czy też o peryferie w sensie oddalenia od centrum cywilizacji, od wielkich miast. Owe peryferie to najogólniej mówiąc sfera raczej egzystencjalna. Może to bolesna świadomość podmiotu, że dziś człowiekowi myślącemu pozostaje już tylko „błądzenie po poboczach dróg” wynikające z niewiary w sensowność ludzkich poczynań, nawet niewiary w sens poetyckiego słowa. Bo jeśli współczesny świat „zgubił swój azymut”, wizja przyszłości musi być mroczna:

 

znów będziemy wracać do lasów pełnych ciemności

wymacywać w nich chłodne ściany jaskiń

pocierać zmarznięte dłonie

naelektryzowane skóry martwych zwierząt

czuć mdląco-słodki zapach krwi

i

wspominać pełne światła aule uniwersyteckie

antykwariaty z ich dobrotliwym zapachem i kurzem

opadającym z starych ksiąg

 

Peryferyjność, zwłaszcza jej osobisty odcień, ma też swoją dobroczynną stronę, bo z dala od zgiełku, od chaosu świata można widzieć więcej i ulegając zbawiennemu wyciszeniu odnaleźć indywidualną miarę swojej egzystencji. Indywidualną, ale przecież stworzoną z całej wchłoniętej w siebie samego przeszłości naszych przodków. Świat przeszłości, ze swoimi już może zapomnianymi „reliktami” wznoszonymi uporczywie poprzez wieki, skrzętnie zapisywanymi przez również zapomnianych skrybów pulsuje swoim rytmem w poezji B. Wrocławskiego i towarzyszy podmiotowi w jego literackiej wędrówce. Czytelnik chętnie podąża za tym narracyjno-lirycznym tokiem przemyśleń, refleksji i emocji podmiotu. Współczesność ma tu swoje liczne odniesienia do przeszłości i w różnych konfiguracjach tych nawiązań uwidacznia się ciągłość naszej kultury,  jej wiecznotrwały aspekt. Może to budzić podziw, ale i dogłębny smutek, że w tym mijaniu wieków nasz jednostkowy byt dany nam został tylko na niewielką chwilę, na jedno okamgnienie. Może właśnie dlatego człowiek od wieków próbuje nadać sens swojemu istnieniu, uwiarygodnić je, zostawić ślad swojej doczesności. 

Bohdan Wrocławski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo Pisarze.pl , Warszawa 2022 s.317

 

Autor tekstu: Krystyna Cel

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj