„Obłęd `44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie” – Piotr Zychowicz (recenzja książki)

2

Książki Piotra Zychowicza są zawsze ciekawą lekturą. Świetne pióro tego historyka sprawia, że czyta się je jak przysłowiowy kryminał. A są to zwykle książki niepoprawne politycznie, nie idące z nurtem oficjalnej historiografii! Czasem kontrowersyjne, jednak błędem byłoby lekceważenie zawartych w nich tez i poglądów. Taka jest również obszerna (511 stron) – bogato ilustrowana – publikacja „Obłęd `44”, w której autor krytycznie – a jednak dość przekonująco – pisze o polityce i decyzjach Polskiego Państwa Podziemnego oraz emigracyjnego rządu w Londynie. Nie będę się silił na systematyczne omówienie poszczególnych rozdziałów (a jest ich w sumie aż 64, oprócz zakończenia). Podam przykładowo kilka – wiele mówiących – tytułów: Część I. Pakt z diabłem (m.in. rozdziały: Sowiety, nieszczęście Polski; Sikorski, nieszczęście Polski; Fatalne skutki kontaktów z agenturą; Nim Hitler runie – śmierć komunie!). Część II. Kuszenie szatana: (m.in.) Niemcy, wróg przejściowy; Wołyń zdradzony; „Łupaszka”; Strusia polityka. Część III. Operacja „Harakiri”: (m.in.) Autodenuncjacja; Kolaboranci; Okłamywanie własnego narodu; Na lewo patrz! Część IV. Hekatomba Warszawy: (m.in.) Obłęd w Warszawie; Witamy Armię Czerwoną; Powstanie wcale nie musiało wybuchnąć; Generał Sosnkowski ostrzega; Spisek w Komendzie Głównej; Samowola „Montera”; Porażka w kilka godzin; Ludobójstwo `44; „Powstanie przegrało, ale wygrało”. Część V. Zwycięstwo prowokacji: (m.in.) Kto wygrał Powstanie Warszawskie?; Pierwsza prowokacja; Druga prowokacja; Macki Moskwy; Czarna owca w AK; Intryga generała Tatara; Herbatki z wrogiem; Koniec złudzeń.

Nie jestem historykiem, żeby oceniać wiarygodność wszystkich zaprezentowanych faktów i poglądów. Nie widzę jednak powodu, żeby fakty przytaczane przez autora – popierane licznymi cytatami – nie uznać za prawdziwe.

Nie będzie to typowa recenzja. Przytoczę wybrane niewielkie fragmenty tej książki, a są to często wypowiedzi wiele mówiące, mocne, wręcz porażające. Czasem zaopatrzę je w moje komentarze.

Już w pierwszym rozdziale „Przegrana wojna” czytamy:

Liczne fakty i tezy zawarte w tej książce dla wielu czytelników mogą być wstrząsające. Są one bowiem sprzeczne z utartymi poglądami i propagandowymi tezami, którymi faszerują nas media, podręczniki szkolne, dyżurni telewizyjni historycy i przede wszystkim politycy. Uważam jednak, że nie ten jest prawdziwym patriotą, kto powtarza piękne frazesy, żeby utrzymać swoich rodaków i siebie w błogim samozadowoleniu. Patriotą jest ten, kto ma odwagę cywilną wskazać popełnione błędy. Bez uznania tych błędów i wyciągnięcia z nich wniosków będziemy bowiem skazani na ich powtarzanie w przyszłości.

W tym samym rozdziale:

Polityka Polski podczas drugiej wojny światowej nosiła wszelkie znamiona obłędu. Jego apogeum przypadło na rok 1944, kiedy najpierw Polacy podjęli masową kolaborację z sowieckim okupantem. Akcja „Burza” – bo o niej mowa – była jednym z najbardziej zawstydzających epizodów naszych dziejów. A jej ukoronowanie – hekatomba Powstania Warszawskiego – największych tych dziejów dramatem. W roku 1944, w akompaniamencie chórów anielskich, patriotycznych pieśni i obleśnego rechotu Stalina, popełniliśmy zbiorowe samobójstwo.

Zychowicz wychodzi z założenia, że Polska miała już w 1939 roku dwóch równorzędnych wrogów: Niemcy i Związek Sowiecki. Po ataku Niemiec na Rosjan w 1941 r. należało w interesie państwa polskiego ogłosić ścisłą neutralność wobec konfliktu niemiecko-sowieckiego. I co prawda – pisze Zychowicz – taka neutralność została ogłoszona, ale już wkrótce – po zawarciu układu Sikorski – Majski (Zychowicz mówi o pakcie Sikorski – Stalin) nastąpiła wyraźna wolta i za głównego wroga został uznany tylko najeźdźca niemiecki. Za to z Rosjanami należało współpracować. Wszystko pod dyktando rządu brytyjskiego, któremu londyński rząd z Sikorskim, a później z Mikołajczykiem jako premierami byli bezwzględnie posłuszni. Kiedy generał Sikorski zawierał umowę z Sowietami,

bilans zbrodni obu okupantów na narodzie polskim był porównywalny, a nawet – jak wynika z raportów podziemia wysyłanych do Londynu – okupację sowiecką uważano za bardziej represyjną. Zbrodnie wojenne we wrześniu, deportacje setek tysięcy Polaków w głąb Związku Sowieckiego, tortury i masowe mordy w kazamatach NKWD, pobór w sołdaty, konfiskaty własności prywatnej, walka z religią, eksterminacja jeńców wojennych. Do tego zdruzgotanie więzów społecznych, deprawacja i skala zniewolenia jednostki wielokrotnie przewyższająca wszystko, co działo się na zachodnich terenach Polski włączonych do Rzeszy, nie mówiąc już o Generalnym Gubernatorstwie.

Może szokować stwierdzenie Zychowicza, że bitwa pod Stalingradem „jest jedną z największych porażek w Rzeczypospolitej” (rozdz. „Klęska pod Stalingradem”). Jako że zwycięstwo nad Paulusem otworzyło Armii Czerwonej drogę do Europy i do zniewolenia Polaków i kilku innych narodów. Taki pogląd mieści się w logice narracji autora „Obłędu”, na pewno może być w tym trochę prawdy.

Wraz z niemiecką klęską pod Stalingradem i przejściem bolszewików do kontrnatarcia szanse na zrealizowanie najkorzystniejszego dla Polski scenariusza – czyli że Niemcy rozbiją Związek Sowiecki, a potem poddadzą się Anglosasom – stały się znikome.

Dalej pisze autor: „Niestety Armia Krajowa, dokonując aktów sabotażu i odciągając oddziały niemieckie z frontu wschodniego, sama otwierała bolszewikom drogę do własnej ojczyzny.”

W tej sytuacji, kiedy stało się jasne, że wkrótce nastąpi koniec Tysiącletniej Rzeszy, walka z Niemcami przestawała mieć sens i „oznaczała już tylko bezsensowne marnowanie energii i sił. Dobijaniem Niemców zajmowali się bolszewicy i alianci i pomoc polskiego podziemia nie była im w tym do niczego potrzebna”. Polacy, zamiast szafować krwią, powinni w ostatniej fazie wojny, przyjąć doktrynę „ekonomii krwi”. I czekać z wystąpieniem zbrojnym o charakterze powstańczym na odpowiedni moment, kiedy będzie się rozstrzygać sprawa granic i niepodległości Polski.

Krytycznie wypowiada się autor o akcjach Polskiego Państwa Podziemnego (rozdz. „Terror i kontrterror”). Już na początku wojny Hans Frank ogłosił, że za każdego zabitego Niemca będzie rozstrzelanych pięćdziesięciu Polaków i to zbrodnicze zarządzenie było niestety realizowane.

Zysk z takich zamachów (na hitlerowskich okupantów, RL) był żaden, a koszta ogromne. Niemcy bowiem niemal za każdym razem w odwecie metodycznie mordowali po kilkudziesięciu Polaków. Za Kutscherę zabito 300 zakładników (…) Nawet za wyeliminowanie kolaborującego z okupantem aktora Igo Syma Gestapo zamordowało 21 zakładników, a kilkudziesięciu innych wysłało do Auschwitz.

A przecież – pisze Zychowicz – polskie podziemie powstało z myślą o ochronie polskich obywateli przed represjami okupanta. Tymczasem swoimi nieodpowiedzialnymi akcjami sprowadzało na obywateli, w tym na nasze elity, dodatkowe represje.

Za pozytywny przykład autor podaje Czechy, które kierując się zdrowym rozsądkiem, unikały niepotrzebnych prowokacji.

Efektem czeskiej strategii były straty osobowe nie przekraczające jednego procenta, zachowanie kraju niemal w nienaruszonym stanie i ocalenie Pragi (…) Efektem strategii Polski było zaś kilka milionów wyrżniętych Polaków, zniszczenie kraju i zburzenie stolicy.

A po wojnie obydwa kraje spotkał ten sam los, oba zostały zamienione w „kraje demokracji ludowej”.

Nie oszczędza Zychowicz – i w tym na pewno ma rację – autorów przeprowadzanych w 1944 roku operacji „Burza”. W rozdziale „Autodenuncjacja” czytamy:

Czym była operacja „Burza”? Ujmując rzecz jednym słowem – była samobójstwem. Komenda Główna Armii Krajowej wydała NKWD rzesze patriotycznie nastawionej polskiej młodzieży. Był to największy akt denuncjacji do komunistycznych służb bezpieczeństwa w historii. Dokonał go generał Bór-Komorowski i oficerowie z jego otoczenia. Ludzi, którym dzisiaj stawia się pomniki.

W rozdziale zatytułowanym „Kolaboranci” Zychowicz pisze:

Otóż podstawowym celem „Burzy” miało być udowodnienie dobrej woli Polaków wobec Związku Sowieckiego poprzez wspólną z Armią Czerwoną walką z Niemcami. Dobra wola ta miała otworzyć drogę do kompromisu politycznego ze Stalinem.

Był to objaw całkowitego upadku polskiego instynktu politycznego i poczucia racji stanu – pisze autor. Polacy przez całą wojnę unikali kolaboracji z Niemcami „często płacąc za tę pryncypialność olbrzymią cenę – a teraz, gdy tylko granice Polski przekroczyli bolszewicy, ci sami Polacy rzucili się na łeb na szyję, aby z nimi współdziałać i ich wspomagać.”

W rozdziale „Złudzenia generała „Wilka” autor obszernie przedstawia żałosną operację „Ostra Brama” w Wilnie. Oto fragment dotyczący „efektów” współdziałania polsko-sowieckiego.

Szopka ta zakończyła się 17 lipca, gdy Krzyżanowski wraz z szefem swojego sztabu zostali zaproszeni przez bolszewików na kolejną rundę negocjacji i aresztowani. Podobnie stało się z młodszymi oficerami (…) Zostali rozbrojeni, a następnie zapakowani do ciężarówek (kazano im położyć się plackiem na platformach) i wywiezieni w nieznane. (…) Te oddziały, które wyrwały się z okrążenia, zostały przez Sowietów rozbite i rozproszone (…) Wziętych do niewoli żołnierzy wileńskiej AK umieszczono w obozie w Miednikach, skąd, gdy odmówili wcielenia do armii Berlinga, deportowano ich do Kaługi. Z części utworzono bataliony robotnicze, inni przepadli na zawsze.

A przecież wcześniej była operacja „Burza” o podobnym zakończeniu na Wołyniu, potem we Lwowie i jeszcze w innych miejscach. Mimo to powtarzano konsekwentnie ten sam błąd, wykazując się niebywałą wręcz naiwnością!

Tak dochodzimy do delikatnego tematu Powstania Warszawskiego. Heroicznego zrywu otoczonego w naszym kraju – i słusznie – wielkim szacunkiem i podziwem. Jak nie trudno się domyślić, Zychowicz prezentuje odważnie swój mocno krytyczny punkt widzenia.

W rozdziale „Skok w przepaść” czytamy:

31 lipca 1944 roku. Tego dnia podjęta została jedna z najtragiczniejszych decyzji w historii Polski. Jej skutkiem było zburzenie stolicy państwa, śmierć 200 tysięcy ludzi, eksterminowanie elity narodu. A przede wszystkim otwarcie drogi do sowietyzacji Polski. Była to decyzja o wszczęciu Powstania Warszawskiego.

O zagładzie Warszawy i inicjatorach powstania („Obłęd w Warszawie”):

Było to skutkiem decyzji podjętej w całkowitym oderwaniu od realiów i z góry skazanej na porażkę. Z fachowego, wojskowego punktu widzenia bitwa stoczona przez Armię Krajową na ulicach Warszawy była szaleństwem. Z punktu widzenia politycznego była zaś samobójstwem. Jej jedynym efektem mogła być masowa rzeź Polaków. Mężczyzn, kobiet, dzieci. Tak też się stało. Dlatego też po wojnie, na emigracji w Londynie, wielokrotnie pojawiały się wnioski i apele, aby postawić sprawców Powstania przed trybunałem stanu. Nie kto inny jak generał Anders pierwszy powiedział, że ludzie ci byli zbrodniarzami.

W rozdziale „Witamy Armię Czerwoną” autor pisze:

Niestety, jest to rzecz dla wielu Polaków przykra i niewygodna, ale Powstanie Warszawskie, ten wielki zryw, z którego jesteśmy tak dumni, było tylko kolejnym zakrojonym na szeroką skalę aktem kolaboracji ze Związkiem Sowieckim.

Autor obszernie i krytycznie opowiada o okolicznościach ogłoszenia wybuchu powstania. Pisze o intrygach wokół naczelnego wodza w Londynie generała Kazimierza Sosnkowskiego, który był przeciwny ogłoszeniu powstania w tym terminie. Jego depesze do AK były wysyłane z opóźnieniem albo wręcz blokowane. Dużą negatywną rolę odegrał tutaj generał Tatar. To on celowo i skutecznie opóźniał przyjazd kuriera z Londynu Jana Nowaka-Jeziorańskiego z rozkazami od Naczelnego Wodza. Pisze też Zychowicz o spisku w Komendzie Głównej Armii Krajowej, gdzie grupa skupiona wokół Leopolda Okulickiego wywierała tak silną presję na komendanta AK Bora-Komorowskiego, że ten zgodził się na ogłoszenie wybuchu powstania 1 sierpnia. Mimo słabego przygotowania, mimo braku broni. Ale z naiwną wiarą, że Rosjanie stojący u wrót Warszawy im pomogą.

Okulickiemu poświęcił zresztą Zychowicz szczególnie dużo uwagi („Okulicki: pierwszy kontakt z NKWD”), pisząc m.in. o uwięzieniu go w styczniu 1941 r. przez NKWD, kiedy to Okulicki się załamał i zdradził tajemnice działalności podziemia. Mimo to pozostał w strukturach kierowniczych AK, prezentując odtąd wyraźne nastawienie prosowieckie. A wybuch powstania w Warszawie i przewidywane spacyfikowanie go przez Niemców było – mówi autor – jak najbardziej w interesie Stalina.

Zychowicz uważa, że należy się hołd heroizmowi powstańców, walczących ze zbrodniczym okupantem niemieckim, oskarża jednak przywódców, którzy zdecydowali o wybuchu powstania. Wbrew argumentacji, że stan przygotowań do walki z Niemcami nie jest dostateczny, że brak broni, brak deklaracji pomocy ze strony aliantów, wbrew rozkazom Naczelnego Wodza, straceńczy plan grupy oficerów skupionych wokół Okulickiego został przeforsowany.

Nie jest tak – pisze autor – że Niemcom udało się pokonać powstańców dopiero po 63 dniach. „Udało im się to bowiem w kilka godzin. (…) Tyle, ile zajął pierwszy, zakończony krwawą łaźnią, szturm. Potem AK już po prostu starała się przetrwać.”

Rozdział „Pierwsza prowokacja” poświęcony jest sowieckiej i komunistycznej propagandzie oskarżających Polskie Państwo Podziemne o tajne porozumienie z Niemcami i tchórzostwo i wzywające mieszkańców Warszawy do wystąpienia przeciwko Niemcom. W kolejnym rozdziale „Druga prowokacja” pisze autor o rozpoczętych 7 września rozmowach kapitulacyjnych z Niemcami i o perfidnej reakcji Rosjan, którzy wówczas podjęli pozorowane działania ofensywne. W tej sytuacji rokowania z Niemcami zostały przerwane i powstańcy nadal się wykrwawiali.

W rozdziale „Dzieci na barykadach” Zychowicz wyprowadza kolejny cios:

Wzruszenie, jakie ogarnia na myśl o małych bohaterach sprzed blisko siedemdziesięciu lat, nie może przesłonić faktu, że podczas Powstania strona polska złamała jedną z najważniejszych reguł prowadzenia wojny w świecie cywilizowanym. Że wojna to zajęcie dla dorosłych mężczyzn. A dzieci trzyma się od wojny z daleka.

Gorzko i dramatycznie brzmi następująca konstatacja o skutkach Powstania Warszawskiego:

Był to gwóźdź do trumny polskiej niepodległości. Kres II Rzeczypospolitej z całym jej światem wartości. Był to koniec Polski, jaką znali i tworzyli od pokoleń nasi przodkowie. Rany, które wówczas ponieśliśmy, nie zabliźniły się do dziś i nie zabliźnią się nigdy. Kolejne pokolenia Polaków będą żyły w cieniu tej tragedii, ponosząc jej konsekwencje. Nigdy wcześniej tak jak w 1944 roku tak silnie nie splotły się ze sobą dwie najbardziej polskie ze wszystkich polskich cech. Niebywały heroizm, patriotyzm i gotowość do poświęceń Polaków. A z drugiej strony głupota polityczna naszych przywódców.

 * * *

Na zakończenie kilka refleksji ogólniejszych Piotra Zychowicza:

Jeżeli bowiem w naszym postępowaniu i myśleniu politycznym będziemy się kierować nie własnym, lecz cudzym interesem, jeżeli będziemy ślepo wierzyli w odległych sojuszników i przedkładali piękne gesty nad rację stanu, to czekają nas kolejne nieszczęścia. Gloryfikacja pomyłek może prowadzić do ich powtarzania w przyszłości. Ich rzeczowa analiza natomiast, nawet jeżeli jest dla nas bolesna i nieprzyjemna, być może pozwoli nam ich uniknąć.

Autor cytuje wypowiedź z lat sześćdziesiątych pewnego polskiego psychologa, której sens jest taki: Każdy młody człowiek przechodzi fazę heroizmu. Potrzebne mu to jest dla ustalenia wiedzy o sobie samym. Potem dorośleje, i faza heroizmu przemija. Za to u Polaków heroizm z czasem nie zanika, oni w pewnym sensie nigdy nie dorośleją.

I jeszcze jedna surowa i ostrzegająca wypowiedź Piotra Zychowicza:

Musimy się wyrwać z błędnego koła. Makabrycznego cyklu kolejnych klęsk, po których podnosimy się niczym feniks z popiołów, aby wkrótce znowu spłonąć. Musimy przerwać to wiszące nad Polską fatum. Musimy wreszcie zacząć zwyciężać. Nasze porażki nie czynią nas bowiem silniejszymi – jak przekonują nas ich apologeci – ale znacznie słabszymi. Kolejnej takiej katastrofy jak druga wojna światowa i Powstanie Warszawskie możemy po prostu nie przetrwać.

Myślę, że z większością tych wypowiedzi można się zgodzić. Inna sprawa, że za efektownymi nieraz bon motami można podejrzewać pewne uproszczenia z tendencją do traktowania kogoś lub czegoś w kategoriach czarno-białych. Dla Zychowicza „dobry” jest Kazimierz Sosnkowski oraz inni przeciwnicy powstania, tymczasem Leopold Okulicki, Stanisław Tatar, Antoni Chruściel „Monter” to dla niego „ponure postaci”. Podobnie jak premier rządu emigracyjnego Stanisław Mikołajczyk, którego autor w nagłówku jednego z rozdziałów prowokacyjnie nazywa: Mikołaj Mikołajewicz Mikołajczyk. A Tadeusz Bór-Komorowski to człowiek chwiejny, niezdecydowany, ulegający presji tych „złych”.

Warto czytać Zychowicza, myślę nie tylko o tej książce. Lekkość pióra, emocjonalny styl, mocne określenia, oryginalne tezy. On idzie pod prąd, i w wielu sprawach ma świętą rację. A przecież nie mamy obowiązku ze wszystkimi tezami autora się zgadzać. Ale na pewno mogą być one inspiracją do refleksji, do innego spojrzenia na historię.

Piotr Zychowicz, „Obłęd `44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie”, Dom Wydawniczy Rebis: Poznań [2013, 2018] 2019 (dodruk).

Poprzedni artykuł„Czerajek”. Moi rodzice. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 3
Następny artykułGaleria kobiet niezwykłych, czyli od „Ewangelii żony Jezusa” do modelu kobiety pracującej
Ryszard Lipczuk
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk –- germanista, profesor nauk humanistycznych, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970 - 1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (od r. 1993). Ukończył studia germanistyczne (1970), a następnie obronił rozprawę doktorską (1977) na Uniwersytecie Warszawskim. Habilitował się w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w roku 2002 uzyskał tytuł profesora. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił (do 2015 r.) funkcję kierownika Zakładu Języka Niemieckiego w Instytucie Filologii Germańskiej, w latach 1993–1997 i 2005–2012 był dyrektorem tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany, jednak nadal związany z Uniwersytetem Szczecińskim. Od r. 2008 redaktor naczelny serii publikacji naukowych „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”) i czterech tomików rymowanek (m.in. „Rymowanki przeplatanki”, „Wybryki rymowane nowe”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Angers, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech.

2 KOMENTARZE

  1. Tezy Zychowicza zawarte w omawianej przez prof. R. Lipczuka książce są może przekonujące dla krytyków polskiego ruchu oporu podczas okupacji hitlerowskiej, a zwłaszcza dla przeciwników Powstania Warszawskiego. Dla osób przekonanych o konieczności takiego oporu są natomiast mocno kontrowersyjne, czy wręcz nie do zaakceptowania. Dla germanisty zajmującego się sprawami niemieckimi na co dzień problemem zawsze będzie znalezienie właściwych proporcji między sympatią do Niemców a krytyką ich nazistowskiej przeszłości. Piotr Zychowicz takiego dylematu nie ma. Dla niego Niemcy i Rosjanie to dwaj odwieczni wrogowie Polski, podobnie bezwzględnie traktuje nazizm i komunizm, nota bene zgodnie z teorią Ernsta Noltego.

  2. Myślę, że Zychowicz nie podważa całkowicie sensu polskiego ruchu oporu, chociaż jest krytyczny wobec jego niektórych akcji, a przede wszystkim wobec przeprowadzanych przez Armię Krajową operacji „Burza”. Krytycznie i dość przekonująco pisze o kulisach wywołania Powstania Warszawskiego. Faktycznie – Zychowicz stawia na tym samym poziomie zbrodnie nazizmu i komunizmu, i chyba ma rację.

Pozostaw odpowiedź Tomasz G. Pszczółkowski Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here