Wspomnienie o moim Ojcu. Wojna, wypędzenie i pojednanie polsko-niemieckie

0
6

Minęły 74 lata od śmierci mojego Ojca (zmarł w listopadzie 1953 roku i spoczywa na Cmentarzu Centralnym „Ku słońcu” w Szczecinie). W chwili śmierci miał zaledwie 40 lat. Ja z siostrą chodziliśmy wtedy jeszcze do szkoły; mama nie pracowała i długo po Jego śmierci – jako Niemka (bo była rzeczywiście Niemką) – nie mogła znaleźć pracy.

Wrócił wraz z całą rodziną (to znaczy ze mną, moją młodszą siostrą Anią i moją matką) do Polski w roku 1948. Osiedliliśmy się w Szczecinie, bo tam miał powstać uniwersytet, a Ojcu obiecano w nim pracę. Z wykształcenia był lingwistą, znał biegle sześć języków i nigdy Go pod tym względem nie dogoniłem. Ponadto – był wszechstronnie humanistycznie wykształcony, studiował w kilku renomowanych zachodnich uniwersytetach. Przed 1939 rokiem pracował jako docent na Uniwersytecie Berlińskim i aktywnie działał w Związku Polaków w Niemczech. Był przy powstawaniu słynnych prawd Polaków na obczyźnie i nie tylko sam je przestrzegał, ale  cierpliwie wpajał je we mnie. Przypomnę te prawdy, bo do dziś nie zatraciły swej aktualności.

Prawda pierwsza – Jesteśmy Polakami;
druga – Wiara Ojców naszych, jest wiarą naszych dzieci;
trzecia – Polak Polakowi bratem;
czwarta – Co dzień Polak narodowi służy;
i piąta – Polska jest matką naszą, nie wolno o matce mówić źle!

W domu – tym wcześniej „berlińskim”, a potem „szczecińskim” – mówiliśmy wyłącznie po polsku, i POLSKIE (a przede wszystkim śląskie) panowały u nas obyczaje, bo Ojciec pochodził z Zabrza – miasta, które gen. de Gaulle – prezydent Francji, kiedy był w Polsce – nazwał… najbardziej polskim z polskich miast. I nie mylił się.

Dziadek mój ze strony Ojca był powstańcem śląskim i nie chciał wyjechać z Zabrza w 1945 roku, gdy miasto wyzwalali Rosjanie i polscy żołnierze ze Wschodu. Pamiętam te wydarzenia jak dziś.

Przeżyłem z matką i siostrą los wypędzonego (oficjalnie nazywało się to „wysiedlonego”). Takie były czasy, a ponieważ byłem dzieckiem, nie miałem wyboru. Nie wystarczyło wtedy, że mówiliśmy „po polsku”, matka co prawda – z niemieckim akcentem, ale nauczyła się polskiego – dla Ojca, bo dobrze wiedziała, że On zawsze – docelowo – chciał wrócić do Polski.

Ruszyliśmy zatem wczesną wiosną 1945 r. – matka, czteroletnia wówczas siostra i ja (sześciolatek) – pieszo z Zabrza do Berlina, ciągnąc za sobą wózek ręczny z dwiema walizkami (które niebawem zostały nam skradzione). Do Berlina dlatego, ponieważ moi Rodzice mieszkali tam przed wojną i w nim umówili się, gdyby z jakichś przyczyn nie mogli się spotkać „po wojnie” w Zabrzu.

Mój dziadek, który przez całe swoje życie mieszkał w Zabrzu (w którym podobnie jak Ojciec się urodził; babcia była z domu „Widera”, ale wtedy już nie żyła) nie był w stanie nas obronić przed wysiedleniem, bo „papierów” poświadczających „naszą” polskość matka moja nie posiadała. Zresztą po jej akcencie można było poznać, że nie była rodowitą Polką.

Ojciec wrócił „z wojny” pod koniec roku 1945 i zaczął pracę w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie, skąd droga poprzez Urząd Repatriacyjny wiodła do wymarzonej Polski. Oczywiście transportem kolejowym, w wagonach towarowych, jakie jeszcze można oglądać w starych filmach (np. „Sami swoi”). Wiele polskich rodzin o podobnych losach, zaprzyjaźnionych z rodzicami – jechało wtedy do Polski razem z nami.

Mój Ojciec nie miał żadnych wątpliwości, podejmując decyzję o powrocie do kraju; mówił mi o tym przed śmiercią (byłem wówczas w tym dramatycznym dla mnie dniu u Niego w szpitalu). Pewnie dlatego i ja, nie tylko w wyniku tej rozmowy (bo wychowani zostaliśmy z siostrą przez Ojca – za przyzwoleniem matki – „na Polaków”) nie miałem rozterek, co do wyboru swej życiowej drogi, będącej kontynuacją jego marzeń.

Przez całe lata Ojciec wielokrotnie powtarzał mi: „Pamiętaj, że prawdziwym Polakiem jest się wtedy, gdy żyje się w kraju, myśli i czuje po polsku i CODZIENNIE służy ojczyźnie uczciwą pracą” – to były także Jego ostatnie słowa, gdy przekazywał mi jako swoje „credo”. Zapamiętałem je i realizuję od tamtej chwili z niezmiennym przekonaniem, podążając Jego śladem. A nie było to łatwe, czego w swym życiu wielokrotnie doświadczyłem.

Ojciec zmarł w szpitalu po operacji żołądka, na zapalenie płuc; wtedy – w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, nie było jeszcze antybiotyków. Pozostał na zawsze w Szczecinie, gdzie się Polska zaczyna – co również często podkreślał – a nie kończy!

Jego mogiła nadal wygląda tak, jakby pogrzeb odbył się dopiero kilka dni temu (to zasługa siostry mojej żony i szwagra – Elżbiety i Mirosława Górnych, mieszkających w Szczecinie. Ja od roku 1973 żyję ze swoją rodziną w Warszawie), ale staramy się co pewien czas odwiedzać (dziś już z wnukami) grób Ojca, by oddać Mu należny hołd, zapalając znicze i kładąc symboliczną różę.

Był naprawdę bardzo kochanym, troskliwym mężem i wspaniałym Ojcem, a przy tym człowiekiem niezwykle towarzyskim. W naszym domu zawsze było wiele gości.

Chorował krótko, choć cierpiał na wrzody żołądkowe w zasadzie od powrotu „z wojny”. Chciał żyć i doczekać chwili – naiwnie marząc –  Polski sprawiedliwej, innej od tej, która stała się wówczas Jego rzeczywistością. Kiedy nie mógł się zatrudnić w żadnej wyższej uczelni, bo miał nie taką, jakiej wtedy wymagano – przeszłość, nie godził się na wstąpienie do partii.

…I nigdy też nie wyrzekł się ani swego śląskiego pochodzenia, ani kontaktów z byłymi Polonusami, jak też z mieszkającą w Niemczech rodziną mamy (aż trzema wówczas jeszcze jej braćmi i innymi bliskimi). Tym bardziej cenię decyzję Ojca – jego wybór powrotu do Polski, chociaż kiedy wracaliśmy do niej – nikt z Jego bezpośrednich przodków już nie żył. (Wspomniany wcześniej – uwielbiany przeze mnie – dziadek, zmarł w Zabrzu w 1947 r.).

Pojednanie Polaków z Niemcami Ojciec (a ja po nim) uważał za warunek pokojowej przyszłości Europy; z całych sił pragnął, aby to, co zbrodniczego wyszło z hitlerowskich Niemiec, przede wszystkim wobec Polski i Polaków, ale także innych narodów – już nigdy się nie powtórzyło.

Ojciec mój kochał ludzi, do każdego człowieka podchodził z niebywałym szacunkiem, bez względu na jego pozycję społeczną – miał wielu przyjaciół wśród prostych ludzi, ale przede wszystkim artystów, ludzi pióra i sztuki, czyli tzw. inteligencji (którą tak tępiono w Polsce Ludowej, szczególnie w ostatnich latach Jego życia). Przed wojną współpracował m.in. z Edmundem Osmańczykiem, po wojnie z Janem Koprowskim. Mnie pozostawił m.in. kontakt z wielkim pisarzem Teodorem Parnickim, autorem „Koniec ‘Zgody narodów’, „Aecjusz ostatni Rzymianin” i innych wybitnych powieści.

Nie mogąc realizować się w swoim zawodzie, pracował na podrzędnych stanowiskach w  Szczecińskim Urzędzie Morskim i w Zarządzie Portu, potem w Zakładzie Doskonalenia Rzemiosła, by zakończyć „zawodową karierę” w Wojewódzkim Zarządzie Aptek.

Po Jego śmierci matka moja, nie mogąc długo znaleźć pracy (po jakimś czasie dopiero została zatrudniona jako fasowaczka w aptece) wróciła w 1957 r. – wraz z moją młodszą siostrą do maleńkiego Ahrbergen – leżącego między Hannoverem a Hildesheim. Tu w 1938 roku poznała mojego Ojca, który – po rozwiązaniu Związku Polaków w Niemczech – dostał nakaz pracy w jednej ze znajdujących się w tamtym rejonie kopalni – w Giesen, miejscowości, leżącej tuż obok Ahrbergen. (Moja matka zmarła w 2001 roku,  zaś siostra w 2016).

Ja pozostałem w chwili wyjazdu matki do Niemiec w Polsce, do której mój Ojciec chciał wrócić i wrócił po latach tułaczki za chlebem i nauką (ten los dzieliło wielu polskich Ślązaków). I nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Również ja nigdy nie żałowałem swoich wyborów, choć i w mojej karierze wielokrotnie przeszkadzało to, że mam po części – co się zgadza – niemieckie pochodzenie. Podobnie jak Ojciec zająłem się germanistyką i dydaktyką nauczania języka niemieckiego oraz tłumaczeniami.

W roku 1941 ukazał się słowniczek Ojca „Polnisch in der Landwirtschaft” wydany przez Franckh’sche Verlagshandlung, Stuttgart.

Tato, zawsze starałem się Ciebie naśladować i nadal często myślę o Tobie, bo żyjesz we mnie. I nie wstydzę się tego, że zawsze świadomie wypełniałem Twoje marzenia. Dumny jestem, że Szczecin ma dziś swój Uniwersytet, a Twój ukochany Śląsk także szczyci się germanistyką uniwersytecką i stał się ważną, niepodważalną częścią Polski.

Dzięki m.in. takiej postawie, jak Twoja (także mojej śp. Matki i siostry, których domy były do końca oazami polskości) – w Niemczech dzisiaj szanują Polaków bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Choć wciąż daleko do pełnego pojednania i współpracy. Nadal dzieli nas wiele stereotypów, gdy tymczasem wzajemne partnerstwo (przy nie zapominaniu o przeszłości) jest niezbędne dla pokoju zarówno w Europie, jak i na świecie.

Ja – tak jak mój Ojciec – wierzę, że trudna (tragiczna!) przeszłość szczególnie z czasów II wojny światowej, nie powróci już nigdy. Kontynuuję zatem Jego dzieło, aby – nasze kraje pokojowo współistniały i na zasadach partnerskich – nie tylko gospodarczych –  ze sobą współpracowały, gwarantując Europie pojednanie i pomyślność.

Nie wszystek zatem Ojcze umarłeś, po obu stronach granicy wciąż wiele osób pamięta Cię i podkreśla Twoje zasługi, odwiedza Twój Grób i zostawia symboliczne na nim kwiaty.

Ja jestem Ci wdzięczny za życie, wychowanie i wskazanie drogi, na której pozostaję od chwili, gdy rozmawialiśmy po raz ostatni.

Byłeś największym dla mnie autorytetem. Nie byłoby mnie, gdyby nie było Ciebie, ale nie zabieraj mi książki, „żebym spał” (a Ty mogłeś ją czytać dalej), choć sam mi wcześniej te lektury podsuwałeś.

Do dziś na moim biurku leży książka Aleksandra Janty „Kłamałem, aby żyć. Pamiętnik roku niewoli” wydana przez Roy Publishers, New York w 1945 r. (którą warto by wznowić?!), którą czytałeś jako ostatnią, jak i prace filozoficzne Emanuela Kanta i Pismo Święte, które były Twoimi ulubionymi pozycjami. I ja pozostaję – niezmiennie – pod wrażeniem tych lektur.

Do tych pozycji (również jako propozycję ich wydania i przetłumaczenia na polski) dorzuciłbym – Karlo Stajnera „7000 Tage in Sibirien – 7000 dni na Syberii” oraz, jako ostrzeżenie (aby nigdy nie dopuścić do powtórki gdziekolwiek na świecie), dzieło Martina Broszata „Der Staat Hitlers – Państwo Hitlera, jak powstało, rozwinęło się i tworzyło prawo, które pozwoliło na zbrodnicze dokonania”).

Na szczęście – mamy dzisiaj (w postaci Republiki Federalnej) inne Niemcy. Ale o tym, co było – zapomnieć nie wolno! Stąd i wciąż podnoszone przeze mnie potrzeby podjęcia zagadnień „Kultury pamięci w Polsce i w Niemczech”, jak i tematu „Małżeństw mieszanych – nie tylko polsko-niemieckich, ale binacjonalnych”. Zainicjowania w tych tematach badań porównawczych, wyciągnięcia praktycznych wniosków do realizacji dziś, ale nade wszystko dla przyszłych pokoleń.

Jakże bym chciał jeszcze raz wtulić się beztrosko w Jego ramiona i posłuchać Jego śpiewu, kolęd i Roty i innych pieśni, ale także dowcipów, bajek i opowieści  o Polakach i Niemcach.

Chciałeś, abym uczył się gry na skrzypcach. Tymczasem ja wolałem jeździć na rowerze, grać w piłkę. Za to studiowałem to, co mi podpowiadałeś i kontynuuję Twoją niemcoznawczą tematykę. A dzieci moje, których nie zdążyłeś poznać (jak to się dziwnie układa) też idą Twoją drogą – Romek jest dziennikarzem, Ania historykiem sztuki, a Hubert skończył Katedrę Języków Specjalistycznych. Nie, nie wszystek – TATO – umarłeś, NIE WSZYSTEK. Często myślę o Tobie. Bardzo często!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPolskie piosenki hitami za granicą? Tak, to możliwe.
Karol Czejarek

Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. – germanista, doktor nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku; tłumacz literacki i przysięgły języka niemieckiego. Założyciel oddziału niemiecko-polskiego stowarzyszenia „Ost-west-forum” GUT Gödelitz w Warszawie oraz sekretarz zarządu Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych Akademii Humanistycznej im A. Gieysztora w Pułtusku. Przełożył m.in. prozę Hansa Hellmuta Kirsta, Georga Heyma, Güntera Kunerta, Hansa Walldorfa, Heinera Müllera, Güntera de Bruyna, Ursuli Hörig, Christy Grasmayer. Autor m.in. monografii o Annie Seghers; książki: ”Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, antologii utworów o tematyce wojennej pt. „Sonata wiosenna”; gramatyki niemieckiej (wspólnie z Joanną Słocińską) pt. „Gramatyka niemiecka dla ciebie”, spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) Collins German Grammar i Collins German Verb; współautor książki „Polen – Land und Leute” i in. Redaktor licznych książek, autor wielu artykułów i recenzji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here