Wspomnienia z podróży do Watykanu

0
384

Deszczowy niepewny dzień. Na lotnisku Barajas w Madrycie widoczne są duże zmiany. Ostatnio byłam tam cztery lata temu. Obsługa o wiele grzeczniejsza, udziela informacji do momentu, aż się wykaże zrozumienie. Natomiast żebrzących spryciarzy jest ogrom – różnej maści i natręctwa. Podróżni są atakowani kulturalnie, bo najpierw pada pytanie czy mówisz po hiszpańsku. Więc jeśli ktoś odpowiada, że tak, wtedy żebrzący prosi o pomoc wysokości pięciu lub dziesięciu euro, bo akurat mu brakuje do biletu, a musi się dostać do domu i mieszka w Rzymie. Kombinatorzy mają przy sobie rekwizyty – pustawy plecak i karimatę lub walizkę. Są to młodzi mężczyźni, około dwudziestu, trzydziestu lat.

Śmiechu warte jak to jeden przez drugiego, na wyścigi grzecznie z miną zagubionego, wyraźnie i bezbłędnie mówi w języku angielskim lub dialekcie kastylijskim. W ciągu jednej godziny można dużo zaobserwować. Najciekawszy był ten ciemnoskóry, jakiś wystraszony i lekko utykał na jedną nogę. Szukał osób, którzy mówią po angielsku. Zaczepiane są najczęściej samotne kobiety, lub starsi podróżni z obcych krajów. Manipulatorzy zakłócają czas i stwarzają jakiś niesmak podróży. Niesamowite, bo to jedno z bardziej ekskluzywnych miejsc w mieście i nawet żebracy są jacyś inteligentniejsi, schludnie ubrani, młodsi niż zazwyczaj.

Samolot włoskich linii na sto dwadzieścia osób z pilotem hiszpańskim,  minął pierwsze chmury i zatrzepotał lekko skrzydłami. Gdy wzniósł się jeszcze wyżej, lot był wyprostowany i pewny. Pasażerowie nocnych przelotów udawali, że śpią spokojnie. Ale to nieprawda, oni po prostu czuwali. Przy lądowaniu każdy miał oczy otwarte szeroko i cierpliwie czekał, aż samolot dotknie ziemi.

W Domu Pielgrzyma nie można było zasnąć po ekscytującej podróży. Dopadła mnie wysoka adrenalina na myśl, że kiedyś Jan Paweł II chodził tymi drogami. Na śniadanie podawano „dziurawe” włoskie bułki, które jadł również papież-Polak. Polskie wędliny przypominały ojczyznę. Siostry Antoninki po dziś dzień zachowują się tak, jak kiedyś zachował się Ojciec Święty. Ufają każdemu przybyłemu, wierzą w normalność i uczciwość.

W tym miejscu można spotkać wielu obcokrajowców i rodaków z różnych stron świata. Wszyscy przybywają w jednym celu: odwiedzić Stolicę Piotrową, nabrać siły – tej innej – szlachetniejszej  – do dalszego biegu życia. Niektórzy wracają do tego miejsca, jeśli mogą – wiele razy. Bo jak nie wracać do punktu zaznaczonego świętością. Kiedyś Nasz Papież powiedział: „Człowiek nie jest wielki, nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest”. Przy jednym z wyjść na ulicę z placu świętego Piotra spotyka się Polskich handlarzy. Nie patrzą w oczy, błądzą gdzieś daleko. Tak jakby się bali słów kurtuazyjnych. „Pamięć o przeszłości oznacza zaangażowanie w przyszłość”. Lecz niektórzy zmieniają scenariusz.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPod lupą farmaceuty: krem nawilżający L’Oreal Men Expert Hydra 24H do skóry wrażliwej
Następny artykułW niewoli umysłu
Bogumiła Olaniecka

Urodziła się w starym i pięknym, hetmańskim Zamościu. Dzieciństwo upłynęło jej w Marianowie zachodniopomorskim, przy szlaku cysterskim z XII i XIII wieku. Natomiast młodość spędziła w Szczecinie, portowym nadbałtyckim mieście. To miasto było dla niej całym światem. Wraz z renesansowym Zamkiem Książąt Pomorskich, rodu Gryfitów – fascynowało ją i wypełniało cudownym przeżyciem młodzieńczego wieku. W końcu trzeba było jednak wyruszyć w świat za pracą i godnością. Obrała kierunek – Madryt – z biletem w jedną stronę i małą, podręczną walizką. Ambasadą i ostoją duchową był dla niej kościół polski w Madrycie w dzielnicy Pacyfico. Jest laureatką kilkunastu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów poetyckich. Prezentuje swoją twórczość w tomikach i almanachach literackich. Jest też współautorką wielu książek wydanych przez wydawnictwo świętego Macieja Apostoła o tematyce religijnej i anty magicznej. Piękne turpistyczne uczucie na obcej ziemi i tajemniczą namiętność lokuje w swoich książkach, między wersetami…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here