Wspomnienia z pielgrzymki do Fatimy…

0
334

FatimaZ Madrytu wyjechaliśmy do Portugalii o północy, zaś na miejscu cudownych objawień byliśmy raniusieńko. Już w autobusie rozpoczęło się moje cudowne przeżycie, gdy zaśpiewaliśmy piękną i starą pieśń na Anioł Pański „Kiedy ranne wstają zorze”.

Przy wczesnym, lekkim jeszcze mroku dnia, rozpoczęliśmy modlitwę – drogi krzyżowej w ogrodzie oliwnym. Gdzie troje dzieci wiejskich, w 1916 roku, miało szczęście doznać objawienia. Byli to: Hiacynta, Franciszek, i Łucja. Wiejskie i biedne dzieci, rodzeństwo. Ukazał im się Anioł Pokoju, który „Uklęknął dotykając czołem ziemi i wraz z pastuszkami trzykrotnie powtórzył modlitwę”. Innego dnia Anioł Pokoju wyszedł na spotkanie i zachęcał dzieci do modlitwy. W trzecim spotkaniu z dziećmi Anioł Pokoju udzielił im komunii świętej i objaśnił prawidłowe jej przyjmowanie. Zapowiedział im objawienie się Matki Bożej. Tak też się stało, we wsi Cava de Iria 13 maja 1917 roku, Matka Boża „ promieniała światłem jaśniejszym niż słońce”. Dzieci pod wpływem impulsu padły na kolana i powtarzały: „ O trójco przenajświętsza, uwielbiam Cię, Boże mój, Boże mój, Kocham Cię w największym sakramencie”. Podczas trzeciego objawienia, 13 lipca 1917 roku, „Matka Boska „nauczała modlitwy, która stała się sensem życia”. Było to przekazanie poprzez dzieci posłannictwa, czyli odmawianie różańca o pokój na świecie, ( był to okres I wojny światowej).

Ja prowadziłam modlitwę drogi krzyżowej. Ksiądz Krzysztof szedł na końcu grupy pielgrzymującej i spowiadał osoby, które właśnie w tym dniu i w tym miejscu na ziemi miały potrzebę uzyskać przebaczenie. Więc w tej drodze krzyżowej od stacji do stacji, zmarzły mi ręce (wspomnę tylko, że byłam w połowie grypy, leczyłam się antybiotykami). Myślałam, że rozchoruję się na dobre. Ale nic z tego, po powrocie do Madrytu grypę miałam już za sobą.

W Fatimie są przepiękne stacje drogi krzyżowej na lekko górzystym terenie. Ostatnia stacja – XV- zbudowana została w darze dziękczynnym. Natomiast kaplica na wzgórzu jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Potem odwiedziliśmy wioskę, z której „rozeszło się kojące światło pełne nadziei” – słowa Jana Pawła II z roku 1982. Widziałam dom Łucji, byłam pod wrażeniem, że mogę patrzeć na cudowne (całkiem jakieś inne) rzeczy, których inni widzieć nie mogą. By się za bardzo nie zmęczyć, w towarzystwie Emilii, wróciłam do miasta małą kolorową kolejką na kółkach, w stylu Disneylandu.

Po ulokowaniu się w pokojach, był obiad, ale nie ważne, co było na obiad. Ważny był chleb na stole, bułki o wielkości i smaku polskim. Uwierzcie mi, czasami gdzieś daleko na świecie, spotyka się smak polskiego chleba. W kaplicy przy Sanktuarium Maryjnym, ks. Krzysztof odprawił mszę świętą. Tylko dla nas, w sposób szczególny. Ekspozycja „Fatima. Światło i Pokój” robi wrażenie na każdym pielgrzymie. To są tam dary papieży, biskupów i władców z całego świata. Oraz ludzi różnej profesji. Dary ofiarowane w podzięce dla Matki Bożej. Na przykład w sali 6 jest złoty różaniec, należący do Pawła VI.

Widziałam też kulę śmierci, w koronie Matki Bożej, z zamachu na „naszego” papieża. „Na tablicy z brązu napisano: Matuchno! Dziękujemy Ci za opiekę nad Ojcem Świętym Janem Pawłem II”. Ekspozycję kończy ostatnia fotografia Jana Pawła II i siostry Łucji (jedno z dzieci objawienia Fatimskiego) – trzymających się za ręce, idąc razem – historia Fatimy trwa”. Za sprawą Biskupa Diecezji Leira, który 13 października 1930 roku ogłosił: „Uznajemy za stosowne:
1, Ogłosić za zgodne wiary wizje dzieci w Cova de Iria, w parafii Fatima, w miejscowej diecezji, które miały miejsce każdego 13 dnia miesiąca od maja do października 1917 roku.
2, Oficjalnie zezwolić na kult Matki Boskiej Fatimskiej”.

Po wrażeniach ekspozycyjnych napiłam się wody ze źródła przed sanktuarium. Tego dnia unosiło mnie jakieś szczęście, coś radosnego. Fatimskie sklepiki z pamiątkami kusiły niezmiernie, więc kupiłam małego aniołka. Wieczorem po kolacji odprawiany był różaniec z zapaloną świecą. Miało to miejsce na obszernym placu. Resztę świecy przywiozłam do Madrytu, by mi jak najdłużej przypominała o mojej wyprawie do miejsca świętego.

Na drugi dzień, bardzo wcześnie (było jeszcze ciemno), ks. Krzysztof w towarzystwie innego polskiego księdza, który przywiózł grupę pielgrzymów ze Stalowej Woli, rozpoczęli śpiewy. Poranne wspólne nasze śpiewanie w ojczystym języku roznosiło echo, budząc cudowne miasto ze snu.

Po śniadaniu i pożegnaniu się z obsługą hotelową odwiedziliśmy Bodegę – degustując wspaniałe miejscowe wina i oczywiście portugalskie „porto”. W powrotnej drodze do Madrytu wiozłam w sercu jakieś lekkie piękno i uduchowiony spokój. Śpiewając pieśni dziękczynne – że mogliśmy widzieć jedno z miejsc objawień Matki Bożej. Modlić się można w różny sposób i wszędzie na świecie. Najważniejsze jest to, że się wierzy.

Bogumiła Olaniecka z Madrytu

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNiezwykłe akrobacje polskich pilotów [FILM]
Następny artykułSukces redaktor "Przeglądu Dziennikarskiego"
Bogumiła Olaniecka

Urodziła się w starym i pięknym, hetmańskim Zamościu. Dzieciństwo upłynęło jej w Marianowie zachodniopomorskim, przy szlaku cysterskim z XII i XIII wieku. Natomiast młodość spędziła w Szczecinie, portowym nadbałtyckim mieście. To miasto było dla niej całym światem. Wraz z renesansowym Zamkiem Książąt Pomorskich, rodu Gryfitów – fascynowało ją i wypełniało cudownym przeżyciem młodzieńczego wieku. W końcu trzeba było jednak wyruszyć w świat za pracą i godnością. Obrała kierunek – Madryt – z biletem w jedną stronę i małą, podręczną walizką. Ambasadą i ostoją duchową był dla niej kościół polski w Madrycie w dzielnicy Pacyfico. Jest laureatką kilkunastu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów poetyckich. Prezentuje swoją twórczość w tomikach i almanachach literackich. Jest też współautorką wielu książek wydanych przez wydawnictwo świętego Macieja Apostoła o tematyce religijnej i anty magicznej. Piękne turpistyczne uczucie na obcej ziemi i tajemniczą namiętność lokuje w swoich książkach, między wersetami…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here