Wielkie rozczarowanie, czyli restauracja „The Mexican” w Łodzi

2
400

Choć recenzja tego lokalu już była opublikowana w „Przeglądzie Dziennikarskim” (kliknij TU), restauracja zmieniła się na tyle, że niezbędne jest jej uaktualnienie. Poniżej przedstawię nieco inną opinię na temat tego łódzkiego lokalu znanej sieci „The Mexican” znajdującego się przy prestiżowej ulicy Piotrkowskiej 67.

Wiedziony dobrymi wspomnieniami sprzed kilku miesięcy wybrałem się na kolację do tejże restauracji – pewien, że i tym razem wyjdę z niej w pełni zadowolony. Niestety, od mojej poprzedniej wizyty w lokalu wiele się zmieniło. Na pierwszy rzut oka niestety widać, że lokal również odczuł upływ czasu – nadgryzione zębem czasu dekoracje nie wyglądają już tak zachwycająco jak kiedyś, wiele w nich ubytków, których naprawa bądź uzupełnienie nie wymagają wielkich nakładów czasu i pieniędzy. Niekompletne żyrandole z butelek, chwiejące się krzesła czy zużyte sztućce z drewnianymi uchwytami tylko odbierają urok temu miejscu.

Parę miesięcy temu obsługa była jednym z najmocniejszych atutów „The Mexican”. Jednak i tutaj zaszły zmiany. Dawny, bardzo ciekawy zwyczaj przedstawiania się przez obsługę został porzucony – do dziś nie wiem, jak nazywał się kelner, który obsługiwał mój stolik. Dodatkowo miał on dość luźne podejście obsługując gości, można stwierdzić, że nawet zbyt luźne, ponieważ zwracał się do mnie jak do kolegi z podwórka, a nie do klienta restauracji. Stosunek kelnera można było odczytać jako lekceważący, bo pomimo faktu, że na pierwszym piętrze lokalu nie było wielu gości, a kelner nie miał zbyt wiele pracy, sam musiałem pofatygować się po kartę dań. Kolejnym dużym minusem był fakt, że trzeba było się dosłownie upomnieć o starter, który standardowo przysługuje przed każdym daniem. Gdybym o tym nie wiedział, prawdopodobnie nie otrzymałbym przystawki.

Słynąca z wygody i opłacalności opcja refill przy wyborze napoju nie jest już tak zachęcająca. Na górnym poziomie restauracji brakuje bowiem dystrybutora, a klient musi za każdym razem schodzić po dolewkę na parter. Dodatkowo musi robić to znacznie częściej niż kiedyś, ze względu na decyzję kierownictwa restauracji o zmianie szklanek – z dużych na małe, ok. 200 ml. To kolejna zmiana mająca na celu wprowadzenie oszczędności dla lokalu poprzez zniechęcenie klientów do wypijania zbyt dużych ilości napojów. Równie frustrujący był sposób serwowania napoju z dolewką – kelner przyniósł pustą szklankę z parteru (przechodząc obok dystrybutora) i – wiedząc że zamówiłem colę – poinformował, że dystrybutor jest na dole i mogę z niego sam skorzystać na dole.

Na uwagę zasługuje również toaleta, której po latach również przydałby się solidny remont i pewne zmiany. Już w drodze do łazienki, czuć było przykry zapach roznoszący się po całym korytarzu, który dodatkowo się nasilał po wejściu do środka.

Co trzeba przyznać i co na szczęście się nie zmieniło to to, co chyba najważniejsze – potrawy. Zamówione Lomo desperado – grillowany karczek wieprzowy podawany z masłem ziołowym, z dodatkiem pieczonych ziemniaków i sałatki meksykańskiej, był naprawdę bardzo smaczny. Dobrze doprawione mięso i smaczne dodatki to pozycja godna polecenia. Dodatkowo, jak na taką porcję dania, cena była całkiem przystępna – niecałe 25 złotych.

Podsumowując, myślę, że obecnie restauracja poprawić wiele rzeczy. Na szczęście standard serwowanego jedzenia nadal utrzymuje się na tym samym, wysokim poziomie, co stanowi zdecydowany atut tego miejsca. Myślę, że wystarczy, aby właściciele zadbali o lokal i odpowiednio przeszkolili obsługę, a „The Mexican” ponownie stanie się miejscem, do którego będzie się chciało wracać. Obecnie muszę zmienić moją poprzednią opinię i – bazując na szkolnej skali ocen – przyznać tej restauracji trójkę z dużym plusem.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here