Wędrówka mikołajów

1
64

– Idziemy do tego domu?

– Chętnie, ale czy nas zechcą przyjąć?

– Zobaczymy.

– Wiesz co, popatrzyłem na numer tego domu i odradzam.

– A niby dlaczego?

– W ubiegłym roku wstąpiliśmy tam z Xawerym, corocznym mikołajem.

– A skąd to odradzanie?

– Poproszono nas uprzejmie do domu.

– I co?

– Zobaczyliśmy całą familię siedzącą wygodnie na sofie.

– No i co, standard!

– Nie, chyba niezupełnie. Nim rozpoczęliśmy „swoją pracę”, mieliśmy czas, by poobserwować tę rodzinę.

– Coś szczególnego?

– Czy szczególnego, nie wiem.

– Czyli norma?

– Chyba nie.

– A co to jest norma w rodzinie?

– Może zgoda?

– A coś jeszcze?

– Może wzajemna wyrozumiałość?

– Dodałbyś coś jeszcze?

– Może miłość w rodzinie?

– Właśnie, to jest to. Tego mi brakowało w tej rodzinie.

– Jak się więc czułeś w tym domu?

– Jak Eskimos w swoim igloo.

– Nie przesadzasz?

– Fakt, dla niego jest to dom, schronienie, ale pełne wewnętrznego ciepła.

– A dla nich, tych twoich „klientów”?

– To azyl, gdzie przeżywają wszystkie swoje dramaty.

– Więc po co czekali na ciebie, na was?

– Być może dlatego, że chcieli przerwać swoją kolejną wojnę domową.

– I św. Mikołaj miał być tym remedium?

– Chyba tak. Prezenty rozgrzeszyły niesnaski, zagłuszyły brak codziennego rodzinnego ciepła.

– Czyli w jakimś sensie uspokoiły sumienia?

– Miejmy nadzieję, do następnego roku.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here