W Abu Zabi otwarto drugi Luwr! Oto wrażenia ze zwiedzania

0
62

W listopadzie w Zjednocznych Emiratach Arabskich otwarto muzeum Luwr Abu Zabi (Louvre Abu Dhabi). Jako przedstawiciel „Przeglądu Dziennikarskiego” otrzymałem zaproszenie do zwiedzenia jego gmachu i podziwiania prezentowanej tam kolekcji dzieł sztuki z Paryża.

Muzeum otwarto z pięcioletnim opóźnieniem, a tworzenie otaczających muzeum ogrodów odłożono w czasie o kilka następnych lat. Jak stwierdził sam architekt budynku Jean Nouvel, ogrody będą dokończone, „gdy budżet szejka Zayeda będzie na to gotowy”. Opóźnienia dotknęły jednak i inne wielkie plany w mieście – m.in. budowy muzeum Guggenheim Abu Zabi, które miało być ukończone już w 2012 roku, ale prace na budowach na razie stanęły w miejscu. Podobny los spotkał Zayed National Museum, które miało zostać stworzone w kooperacji z Muzeum Brytyjskim. W tym ostatnim przypadku Brytyjczycy po 8 latach współpracy wycofali się z umowy przewidzianej na 10 lat.

Budowa drugiego Luwru ściągnęła też na wszystkie zaangażowane w nią strony sporą krytykę świata kultury, sztuki i obrońców praw człowieka. Podpisywano liczne petycje przeciwko tej inicjatywie, nawoływano do bojkotu, media podkreślały fakt, iż w Emiratach nie ma płacy minimalnej, a związki zawodowe i protesty są nielegalne.

Mimo napotkanych trudności paryski Luwr był chętny do współpracy z partnerami z Emiratów. Listopadowe otwarcie emirackiego Luwru zdecydował się też uświetnić prezydent Emmanuel Macron z małżonką. Według dziennikarzy The Art Newspaper umowa między Francją a ZEA z 2007 roku opiewać miała na kwotę zawrotnych 10 miliardów euro. Jak wspominają inne tytuły prasowe, w kontrakcie zawarto m.in. zakaz tworzenia podobnej placówki na całym Bliskim Wschodzie, a Luwr zobowiązał się do 30-letniej współpracy z Abu Zabi.

Ze szczegółów transakcji wynika, że za możliwość używania samej nazwy „Luwr” przez trzy dekady, Abu Zabi zapłaciło 525 milionów dolarów. Kolejne 750 milionów dolarów wyłożono na zatrudnienie francuskich menedżerów i wypożyczenie 300 eksponatów z ponad 380 000, którymi dysponuje paryski Luwr. Abu Zabi przekazało również 32,5 miliona dolarów na remont Pawilonu Flory w Paryżu. Emiraty płacić też będą za wszelkie dodatkowe wystawy, a także za fakt, że wystawa będzie się zmieniać czterokrotnie w ciągu roku przez następne 15 lat.

Mając w pamięci paryski Luwr, spodziewałem się muzeum w podobnym stylu. Emiracki obiekt jednak znacznie różni się od tego we Francji. I choć sam budynek, zaprojektowany przez Jeana Nouvela, rzeczywiście robi wrażenie, możliwość obejrzenia 300 eksponatów z Luwru może pozostawiać mały niedosyt. Wystawa z pewnością była niezwykle interesująca i prezentowała przepiękne dzieła sztuki, ale jej cena dla zwiedzających (ok. 60 złotych za osobę) mogła się niektórym wydawać dość wygórowana.

Wnętrze sporej wielkości budynku zagospodarowane jest tylko w części. Co da się zauważyć, eksponaty ustawione są dość oszczędnie, ale dzięki temu każdy może je bez przeszkód obejrzeć. Na trasie zwiedzania dość gęsto rozstawione są za to pokoje z kanapami, aby umożliwić odwiedzającym odpoczynek. Dzięki nim można też odnieść wrażenie, że trasa zwiedzania jest nieco dłuższa.

Dość ciekawą kwestią jest element kulturowy. Dobór eksponatów miał nie uwzględniać kwestii specyfiki kultury Bliskiego Wschodu i myślę, że tak się właśnie stało. Niektórzy zwiedzający byli zaskoczeni zaprezentowaną nagością na obrazach. Sądzę jednak, że to pozytywny sygnał i duży plus ze strony władz Abu Zabi, by nie cenzurować sztuki.

Na samym końcu trasy, do wystawy światowej sławy dzieł sztuki dołączono też kilka prac lokalnych artystów (np. zdjęcie poniżej).

Emiracki Luwr jest z pewnością niezwykle interesującą atrakcją w regionie. Wystawa ma też duży potencjał i otwiera nie tylko lokalną społeczność, ale i cały Bliski Wschód na sztukę na najwyższym, światowym poziomie. Co ważne – muzeum pozwala zwiększyć atrakcyjność Emiratów w rywalizacji z Arabią Saudyjską, Barhajnem, Kuwejtem, a także z nielubianym przez Abu Zabi Katarem. I choć sprowadzenie Luwru do Emiratów kosztowało niemałe pieniądze, jego pozytywny wpływ na wizerunek tego niewielkiego państwa nad Zatoką Perską będzie z pewnością widoczny.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułReparacje wojenne, czyli nowy spór polsko-niemiecki?
Następny artykułJakie plecaki należy brać na wycieczki?
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here