Tragiczna nowomowa na skróty

0
274

Bez względu na to, czy pracujesz w korpo, czy dźwigasz na barkach ciężar własnego biznesu, ciągle się spieszysz. Skoro świt dopadasz komputer, trzymając już w dłoni kubek gorącej kawy – ma postawić cię na nogi po zbyt krótkiej nocy i pozwolić ogarnąć rzeczywistość nowego dnia. Łatwo nie będzie, bo wczorajsze zadania jeszcze się piętrzą, tymczasem na tapecie czeka już długa lista do wykonania na dziś. Szef pogania, klienci wydzwaniają, dopytując, czy to już? Współpracownikom udziela się napięta atmosfera i wszyscy drepczą nerwowo w miejscu, zastanawiając się, jak to wszystko ogarnąć?

W takich okolicznościach przyrody starasz się skrócić wszystko to, co tylko skrócić się da. Każdy krok jest przemyślany, nie przedłużasz zbędnie rozmowy z żoną, zbywasz mamę, która chciała wiedzieć, co u ciebie, kanapkę połykasz na dwa kęsy i zagęszczasz ruchy – wszystkie. Bo przecież każda minuta jest cenna. A cenność tych minut przekładasz na swoją komunikację ze światem, również w języku pisanym.

Maile i smsy – choć już same w sobie są krótkie i oszczędzają czas – skracasz jeszcze bardziej, jakby od tego miało zależeć twoje życie, a waga każdej litery i sylaby wydaje się ciężka niczym słoń. Wykorzystujesz wszystkie znane sobie ułatwienia, wciskając w maile ASAPy, DEDLAJNy, BRIFy i zasypujesz skrótami, których jeszcze kilka lat temu nie zrozumiałby nawet kosmita, ale teraz rozumie je wielu – FYI, Cb, Tb i OCB. Mieszasz polski z angielskim, angielski z nowomową i nowomowę z ulicznym slangiem. Sam już do końca nie umiesz określić, w jakim właściwie języku piszesz – ale nie zwracasz na to uwagi. Bo na uwagę też nie masz czasu.

Zatrzymaj się jednak na chwilę i powiedz – czy jesteś pewny, że każdy cię rozumie? Bo wierz lub nie – są tacy, którym twoje skróty mrożą krew w żyłach. I to w tym lepszym przypadku, bo w gorszym – kompletnie nie mają pojęcia, co chciałeś im przekazać.

Ponadto, jeśli jesteś jeszcze w liceum, sms o treści „bd u cb za 10min” może nie wygląda źle, ale jeśli wysyłasz do swojego klienta wiadomość, że „na spt bd asap”, wygląda to naprawdę nędznie.

Wszyscy musieliśmy się trochę przyzwyczaić do przyspieszania – brak przecinków, polskich znaków – obu tym tematom należą się osobne rozprawki – ale w obronie rozumienia języka ojczystego i zachowania przynajmniej podstaw jego czystości, gdzieś powinna stanąć granica. I skracanie ciebie do cb zdecydowanie tę granicę przekracza. Chciałoby się zapytać – cóż czynisz z całym tym wolnym czasem, zaoszczędzonym na usunięciu 4 liter z wyrazu? I czy naprawdę chcesz iść drogą, na końcu której wszyscy będziemy rzucać w siebie jednoliterowymi skrótami wyrazów, domyślając się, jaki wyraz autor mógł mieć na myśli?

Odpowiadamy sobie sami – my tą drogą iść nie chcemy. I – szczęśliwie – udało nam się jakoś na nią nie wkroczyć. Ale jeśli ty już podążasz jej zakrętami, zawróć czym prędzej. I skracaj to, co skracać wypada, a to, co należałoby napisać normalnie – pisz normalnie. Nie nabawisz się przez to opóźnień, nie zawalisz osławionych dedlajnów i prawdopodobnie nawet uda ci się uniknąć nadgodzin.

Bo to, że czasy się zmieniają, to nic dziwnego, konieczny do zaakceptowania jest też fakt, że nowa era niesie nowe zwyczaje i konwenanse. Nie namawiamy więc do sztywniactwa i konserwatywnego trzymania się archaizmów, nie musisz być językowym purystą, ale – na boga słowa – bez przesady!

rozpisana.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here