Palcem lewej stopy napisał licencjat – teraz prosi o pomoc

3
504
Urodziłem się 39 lat temu w jaworskim szpitalu. Podczas długotrwałego porodu doszło do niedotlenienia mózgu. Efekt? Uszkodzenie komórek nerwowo – ruchowych, czyli to, co dziś nazywamy dziecięcym porażeniem mózgowym. Od dnia moich narodzin wyraźnie widać było, że coś jest ze mną nie tak. Jednak lekarze w tamtym okresie nie potrafili jeszcze zdiagnozować i rozpoznać tego schorzenia.

Półtora roku później rodzice zabrali mnie, starszego brata oraz babcię i przeprowadziliśmy się do Raciborza. Z tego, co mówi mama, latem 1979 roku, pomimo coraz większych problemów z koordynacją ruchową zaczynałem już samodzielnie opierać się plecami o ścianę. W taki sposób, pomimo spastyczności ruchowej, chodziłem dookoła pokoju. W tym okresie funkcjonowało już nowo wybudowane Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu koło Warszawy. Rodzice upatrywali tam szansę wyleczenia mnie. Jednak by się tam znaleźć, potrzebne było skierowanie z kliniki neurologii w Katowicach. Trafiłem tam jesienią 1979 roku. Po dwóch tygodniach pobytu w Katowicach mama na siłę wyrwała mnie stamtąd w złym stanie.

W drodze do domu wielokrotnie traciłem przytomność i wymiotowałem. W Katowicach poddano mnie zabiegom tzw. odmy mózgowej, wykonywano mi także punkcje kręgosłupa. Przez kilka dni nikt mnie tam nie karmił, wciąż pamiętam dojmujące pragnienie napicia się choćby łyka wody! Lekarka z Raciborza na mój widok załamała ręce! Rodzice wyrzucali sobie, że oddali do kliniki uśmiechnięte, radosne dziecko, odebrali zaś wycieńczonego, wystraszonego malca. Nigdy nie wróciłem już do tak dobrego stanu fizycznego jak przed wizytą w Katowicach. Jednak cierpienie fizyczne to nie wszystko. Mimo, iż miałem niecałe trzy lata, zapamiętałem mnóstwo chorych dzieci, które spotkałem w tej klinice. Po latach nadal słyszę ich rozdzierający płacz. Pamiętam też swój paniczny strach, kiedy jedno po drugim gasły w ciszy, a pielęgniarki wywoziły ich ciała z mojej sali. Ci mali pacjenci byli z góry przekreśleni przez los…

Po tym horrorze znalazłem się w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Diagnoza? Dziecięce porażenie mózgowe nabyte po długotrwałym porodzie. Badania psychologiczne wykazały, że intelektualnie rozwijam się lepiej niż rówieśnicy. Jednak po dramatycznych chwilach w katowickiej klinice pozostały stany lękowe. Nie było lekarstwa na moją chorobę. Pozostała jedynie rehabilitacja. Przez kilka lat miałem takie zabiegi w Raciborzu. Nie przypuszczałem, że podczas tych ćwiczeń może spotkać mnie coś złego. A jednak! Miałem siedem lat, kiedy trafiłem w ręce dwóch młodych stażystek. Nie miały doświadczenia z takimi przypadkami jak mój. Ćwiczenia wykonywały na siłę. Skutkiem tego wyrwały mi kość udową z panewki stawu biodrowego. Przez dwa tygodnie potwornie cierpiałem.

O tym, co się wówczas stało, dowiedziałem się dopiero po siedmiu latach, podczas prześwietlenia. Do dziś lewą nogę mam krótszą o 5 cm. Po rehabilitacji czy wysiłku fizycznym czuję przejmujący ból. Operacja jednak nie wchodzi w grę – unieruchomiony przez rok na łóżku byłbym zdany na opiekę rodziców. A jestem już dorosłym mężczyzną, mama i tata mogliby nie dać rady wykonać przy mnie wszystkich czynności rehabilitacyjno-opiekuńczych. Przez okres szkoły podstawowej miałem indywidualny tok nauki, prowadzony w domu przez nauczycieli. Kontynuacja nauki w szkole średniej zbiegła się w czasie z kryzysem w oświacie. Licea nie miały pieniędzy na nauczanie indywidualne. Dopiero po czterech latach rodzicom udało się załatwić mi to w – co zakrawa na ironię – Szkole Mistrzostwa Sportowego. Dziesięciu nauczycieli uczyło mnie w domu – 11 godzin dziennie, pięć dni w tygodniu, przez cztery lata. Nawet maturę pisałem w domu, a raczej dyktowałem komisji wypracowanie z języka polskiego i historii.

W 2004 roku w Raciborzu otworzyła się Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa. Wybrałem kierunek historyczny i po pokonaniu problemów natury formalnej rozpocząłem tam studia. Od 9. roku życia uczyłem się pisać – początkowo na maszynie do pisania. Naciskałem klawisze stopą, lewą, tej wyrwanej nogi z biodra, dokładniej zaś – najmniejszym palcem. I tak mi zostało. Maszynę zmieniłem na komputer i tym jednym, jedynym palcem pisałem i piszę nadal SMS-y, maile czy prace do szkoły. Tak też opracowałem licencjat, jednym palcem, po jednej literze, cierpliwie, słowo po słowie, w pół roku.

Moja obrona pracy licencjackiej stała się sensacją. Zainteresowały się mną media. Byłem jedynym takim przypadkiem w Raciborzu. Historia niepełnosprawnego chłopaka, który mimo porażonych kończyn zdołał ukończyć studia, poruszyła ludzkie serca. Nawet nieznajomi gratulowali mi na ulicy hartu ducha i siły woli.

Obecnie jestem podopiecznym fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”. BARDZO PROSZĘ O POMOC! Mam na imię Łukasz, jestem niepełnosprawnym absolwentem PWSZ w Raciborzu kierunku historia. Od urodzenia cierpię na dziecięce porażenie mózgowe z niedowładem kończyn górnych i dolnych. W trakcie studiowania wszystkie listy, referaty, prace seminaryjne pisałem lewą stopą. Zakwalifikowałem się na leczenie komórkami macierzystymi; leczenie to nie jest refundowane przez NFD, na pierwszy etap leczenia muszę uzbierać 40 000 zł. Po leczeniu komórkami macierzystymi będę mógł sam chodzić za pomocą balkonika i mama nie będzie musiała mnie karmić. Marzę, żeby samodzielnie, bez pomocy rodziców, zjeść obiad i inne posiłki. Godzina rehabilitacji plus leki i maść na odparzenia to 140 zł dziennie.
Mój e-mail pomoc.dla.lukasza@interia.pl
1% podatku – dane do PITu
Cel szczegółowy: nr 4969 KĄDZIOŁKA ŁUKASZ KRS 00 00037904.
Bardzo dziękuje za pomoc !

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułObama o Ukrainie
Następny artykułTak było! Biografie polsko-niemieckie
Wpis gościnny
Wpisy gościnne są często jednorazowymi publikacjami pisanymi przez ekspertów z danej dziedziny, bądź też przedstawicieli różnych firm.

3 KOMENTARZE

  1. tytułem: POMOC DLA ŁUKASZA

    PLUS BANK

    Numer konta: 58 1680 1017 0000 3000 1100 1590

    PLUS BANK

    Numer IBAN: PL58 1680 1017 0000 3000 1100 1590
    Numer BIC: IVSEPLPP

    ŁUKASZ KĄDZIOŁKA
    ul. Gdańska nr 3
    47-400 Racibórz

    —————-

    1% PODATKU, dane do PIT-u

    Cel szczegółowy: nr 4969 KĄDZIOŁKA ŁUKASZ

    KRS 0000037904

  2. Prosze sie nie poddawac pomoge w miare moich mozliwosci, poniewaz sama borykam sie z choroba i udostepnie Pana prosbe gdzie sie da.Wierzmy w moc Boga i mediów.Zdrowia i wytrwałosci dnia codziennego.Pozdrawiam cieplutko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here