Nadzieja i radość

0
208

Jest tyle nazw lingwistycznych określających to jedno, wspólne wszystkim ludziom pojęcie: nadzieja, надежда, Hoffnung, hope itd. Wszystkie te nazwy zawierają w sobie odwieczną ludzką tęsknotę, właśnie nadzieję.

W latach 80. XX wieku bardzo popularne były teksty, piosenki Jana Pietrzaka (wówczas postać ta nie wzbudzała tyle kontrowersji, co obecnie). Utwory Pietrzaka były adekwatne do czasów stanu wojennego, okresu zniewolenia. Jedna z nich szczególnie zakodowała się  do dzisiaj w mojej pamięci:

Matką głupich cię nazwali, nadziejo,
ludzie podli, ludzie mali, nadziejo.
Coś się z Ciebie natrząsają,
głośno śmieją, ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo.
Prowadź nas nadziejo,
w ciemny czas nadziejo.
W mrocznej mgle wyczaruj iskrę wiary.

Dla mnie to są piękne słowa. Nadzieja. To jest coś, co wielu ludzi trzymało i podtrzymuje przy życiu, daje moc wytrwania i przetrwania w trudnych chwilach życia. Odebrać komuś nadzieję, to jakby mu ją ukraść.

Nasuwa mi się teraz taki antagonizm pojęć: nadzieja i kradzież czyjejś radości. W swoich wspomnieniach z Ziemi Świętej zacytowałem fragment z książki Tadeusza Żychiewicza odnośnie siódmego przykazania – „Nie kradnij”. Pozwolę sobie je ponownie przytoczyć. „Człowiekowi można ukraść jego dobre i uczciwe imię, a to przez kłamliwe pomówienie, poprzez rzucenie fałszywych oskarżeń. Niekiedy można udowodnić ich kłamliwość i fałsz; ale i tak część ludzi nie pozbędzie się już nieufności. I tak mówić będą: ‚niby się obronił, ale nie ma dymu bez ognia; może coś jest na rzeczy?’”. W bardzo wielu przypadkach fałszywych pomówień sprawca poczyna chodzić w glorii ukradzionej pomówionemu. Mówią o nim: „to człowiek sprawiedliwy, który demaskuje zło”. Jest to tak, jakby złodziej paradował z ukradzionym komuś klejnotem. Klejnot można odkupić u jubilera. Dobrego imienia nie odkupi się nigdzie.

Człowiek może ukraść człowiekowi bardzo wiele niewymiernych dóbr, żadna policja nie będzie go ścigać i żaden sąd się o to nie upomni. Można mu ukraść zdrowie; jakże często widzi się ludzi żwawo zajętych „podgryzaniem” i „żarciem się”, w końcu po to tylko, aby wreszcie kogoś odwieziono do szpitala z zawałem serca albo wrzodem żołądka.

Można komuś ukraść radość. Jakże się to łatwo robi. Ludzie bywają zawistni i niekiedy ogromnie im wadzi, ogromnie ich drażni, że ktoś jest radosny. Wystarczy czasem parę słów, aby radość zgasła. Jest to kradzież krystalicznie bezinteresowna i głupia, bo połączona ze zniszczeniem czyjegoś dobra i całkowitym brakiem korzyści własnych; kradnie się radość, lecz wcale się jej przez to nie nabywa. I żadnej korzyści z zabrania.

Można więc ukraść komuś radość – nawet tylko jednym słowem, można, mówiąc brutalnie, zabić czyjąś nadzieję. Jakże często to się spotyka. Z głupoty, ludzkiej zazdrości, byle „moje było na wierzchu”. „Jak mnie jest źle, to dlaczego on ma się cieszyć”. Proza życia, samo życie. Refleksje te mogą wydać się może nazbyt brutalne. Ale czyż nie są naszymi realiami, naszą codziennością? Jonasz Kofta tak pięknie napisał: „Pamiętajmy o ogrodach”. Chciałoby się w tym miejscu napisać: Pamiętajmy, że obok nas żyje drugi człowiek, ma swoje życie, ma swoje prawa. Także prawo do radości i nadziei. Nie depczmy jego godności, nie pozbawiajmy go jego czasami z trudem wypracowanej radości, i nadziei właśnie. Pozwólmy mu żyć. „Żyj i pozwól żyć drugiemu!” Czyż to takie trudne?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here