„Na ile wyceniono dzień w obozie zagłady?” (wspomnienia)

0
42

Ostatnio w mediach pojawił się temat reparacji wojennych od Niemiec za II wojnę światową. Na sondażowe pytanie: „Czy Niemcy powinni wypłacać reparacje odszkodowania wojenne?” 60% Polaków było za, a 30% przeciw.

Jeśli ktoś z rodziny był uwięziony w obozie zagłady to rodzina łatwo tego nie daruje i nigdy nie przebaczy. Ta historia dotyczy trzech pokoleń mojej rodziny: dziadek, babcia, 4 ich dzieci i my – trzecie pokolenie Auschwitz. Mój dziadek był więźniem Auschwitz.

Ja urodziłam się 9 lat po wojnie. Należę do trzeciego pokolenia Auschwitz. Odbiło się to na moim dzieciństwie, na mojej Babci i mojej Mamie. Całe dzieciństwo słyszałam wojenne opowieści o partyzantach na Lubelszczyźnie, hitlerowcach i obozie. Nie daruję, nie wyrzeknę się odszkodowań. Mama długo czekała na odszkodowania i do samej śmierci się nie doczekała. Uważam, że odszkodowania należą się Polsce i to bardzo wysokie. Skoro Niemców na to stać, niech płacą.

Na ile wyceniony jest dzień pobytu dziadka w hitlerowskim obozie zagłady w Oświęcimiu? Na ile wyceniono zamordowanie i zagłodzenie na śmierć członka rodziny? Na ile wyceniono traumę dzieci, które obóz przeżyły? Może ktoś powinien stworzyć dla ułatwienia pracy urzędnikom państwowym cennik – tabelę, lub specjalne jednolite druki, jakie np. stosuje ZUS do obliczania emerytury. Aby były jasne zasady i reguły, aby usprawnić wypłatę odszkodowań.

Sprawiedliwości dziejowej niech stanie się zadość. Mój Dziadek był partyzantem na Lubelszczyźnie. Trzeba było walczyć za Ojczyznę. Poszedł do lasu. Zostawił w domu żonę i 4 dzieci w wieku 1-7 lat. Jaki los czekał Babcię? Samotna walka o byt, o przeżycie każdego kolejnego dnia.

Dziadek cudem przeżył obóz. Chyba ocalili Go, wykupili partyzanci – po kilku latach. Starsi członkowie rodziny znają zapewne bliższe szczegóły. Archiwa i zdjęcia z tamtych lat są gdzieś w piwnicy… Po wojnie Dziadek wyjechał z rodziną na Ziemie Odzyskane, Żuławy, przede wszystkim po to, aby zapomnieć. Resztę lat przeleżał w łóżku. Ale jak mógł zapomnieć, skoro na przedramieniu miał własną krwią wyryty obozowy numer? Kiedyś nie było fachowców od usuwania tatuażu. Może to pomogłoby ofiarom Auschwitz szybciej uzdrowić się z obozowej traumy. Ale nie mieli takiej szansy i całe życie żyli z numerem obozowym i wspomnieniami. Każdego dnia musieli na te numery patrzeć.

Za moich szkolnych czasów lektury wojenno-obozowe to była norma, obowiązek. I to nie jedna lektura wspomnień z obozów zagłady, ale kilka. Ciekawe dlaczego? Nie wystarczyło to, że opowieści wojenne słyszałam często od mojej Matki, która miała wtedy 7-13 lat? Do tego te straszne i obowiązkowe lektury wojenne w szkole. Ciekawe czy dzisiaj młodzież je obowiązkowo czyta?

Powracając do naszej tragedii. Ciekawa jestem, na ile zostałyby wycenione cierpienia psychiczne Babci, której wojenna trauma i samotna walka o byt i życie 4 małych dzieci dosłownie „złamały” kręgosłup? Babcia całe życie chodziła przygnieciona do ziemi, zgięta w pół i nigdy nie mogła się wyprostować.

Niemcy pojawili się na Żuławach w latach 70-tych. Szukali swoich ukrytych skarbów, które zostawili przed „przymusową” ewakuacją w zimie 1945 roku. Jeszcze w ubiegłym roku chodzili po wsi i fotografowali swoje domy i skrytki. Na Żuławach przetrwały stare 100-letnie domy. A Niemcy marzą o powrocie na „swoje” ziemie i do „swoich” domów. Skarby nadal są gdzieś ukryte. Żuławy przed wojną były dość bogate. Niemcy mają specjalne konta na Facebooku gdzie dokumentują swoje wspomnienia.

Myślę, że gdyby Polska wywalczyła należne reparacje, to może byłaby wreszcie szanowanym narodem w Europie, a nie wieczną ofiarą. Całe dzieciństwo słyszałam w domu: „nienawidzę hitlerowców”. Myślę, że po latach musiałam wreszcie odreagować…

Leokadia Janiszewska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here