Lektury, które powinni czytać politycy

0
461

Politycy bardzo rzadko powołują się na literaturę. Są tak bardzo przekonani o swojej nieomylności, że nie zamierzają się przyznawać do tego, że kierują się przemyśleniami innych osób. Tymczasem są książki, które powinien znać każdy polityk. Nie od rzeczy byłoby też kierowanie się opiniami innych.

Współczesny świat niestety nie składa się z jednostek wybitnych, ale z tłumu. Aby posiąść władzę trzeba umieć tym tłumem kierować. Wiedzieć, jakie mechanizmy nim rządzą. O tym i podobnych sprawach traktuje książka napisana ponad sto lat temu, ale wciąż popularna i aktualna. Jest to „Psychologia tłumu” Gustava Le Bona. XX i XXI to stulecia, kiedy władzę przejął tłum. Le Bon obserwował to zjawisko ponad sto lat temu. Zauważył, że przybywa ludzi, którzy wcale nie pragną być widziani indywidualnie jako jednostka.

Doskonale realizują się w tłumie. Chcą rządzić, ale tak, by nie brać za nic odpowiedzialności. Tłumem rządzą określone popędy i dlatego jest on podatny na różnego typu sugestie. Silna osobowość potrafi pokierować tak tłumem, by spełniał jej oczekiwania. Tłum może podejmować decyzje spontaniczne i dość prymitywne. Zdarzają się też sytuacje, kiedy tłum działa w dobrej wierze. Wszystko to zależy od osoby, która tłumem pokieruje i od ideałów, które im pokaże.

Umiejętność kierowania tłumem jest użyteczna dla każdego polityka. Warto, by politycy przeczytali też dwutomowe dzieło Hanny Arend „Korzenie totalitaryzmu”. Autorka doskonale analizuje zjawisko totalitaryzmu i pokazuje jak łatwo zatracić się w tej znienawidzonej ideologii. Za to, co działo się w Niemczech i w Rosji, wini są nie tylko Hitlera i Stalina, ale i zwykłych ludzi, którzy dali się uwieść niebezpiecznym fantazjom. To oni przede wszystkim byli odpowiedzialni za zbrodnie, to zwykły przeciętny człowiek dał się omamić ideologii nienawiści, która narodziła się w chorych umysłach.

Książka Arend jest ostrzeżeniem przed uleganiem bezkrytycznemu zachwytowi nad jakąkolwiek ideą. Tam, gdzie głosi się, że cel uświęca środki, że pojedynczy człowiek nie jest ważny, trzeba mieć bardzo wyostrzoną uwagę. Jeśli będziemy zbyt ufni, może się okazać, że przekroczymy linię, za którą kończy się społeczeństwo. Politycy nie muszą czytać jedynie książek naukowych. Bardzo często ich doskonałym odpowiednikiem są pozycje z literatury pięknej, które bardzo wnikliwie analizują sytuacje i mogą nauczyć więcej niż niejeden klasyk. Do takich książek można zaliczyć „Władcę much” Wiliama Goldinga.

      Golding w znakomity sposób analizuje sytuacje, w której człowiek łatwo odrzuca bagaż w postaci norm społecznych. Grupa chłopców, przebywająca przymusowo na bezludnej wyspie, próbuje zorganizować sobie życie tak, by przetrwać. Ta walka o przetrwanie powoduje, że dzieci przestają rozróżniać pojęcia dobra i zła. Dawne normy nie są respektowane. Do głosu dochodzi siła i strach. Książka jest wyraźnym ostrzeżeniem przed nienawiścią i światem, w którym nie obowiązują żadne uznawalne wartości. Czytanie, dla wielu polityków może być możliwością rozwoju nowoczesnych poglądów.

exp.

Za warstwę merytoryczną artykułu odpowiada redakcja Po-lityka.pl .

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here