Julia Hartwig, pierwsza dama poezji polskiej

0
5

Julia Hartwig (1921-2016). Garść wspomnień osobistych. [„Znad Wilii”, kwartalnik, Wilno.2017.3(71), artykuł Romualda Mieczkowskiego]

Oczywiście, znałem Jej niektóre wiersze. Potem przeczytałem ich więcej, już po poznaniu Poetki. A było to w roku 1990, gdy w grupie poetów wileńskich, razem z Alicją Rybałko, Wojciechem Piotrowiczem, Henrykiem Mażulem i Józefem Szostakowskim w Domu Literatury w Warszawie odbieraliśmy wyróżnienie Fundacji Nagród Literackich im. Barbary Sadowskiej. Jedyne wyróżnienie grupowe, jakie nam przyznano. Julia Hartwig była w składzie Jury, obok Artura Międzyrzeckiego, Jacka Bocheńskiego, Jerzego Ficowskiego, Jana Józefa Lipskiego i Andrzeja Szczypiorskiego. „Odkrywano” nas wtedy w Polsce, pamiętam było wielkie zaskoczenie, iż potrafimy poprawnie mówić po polsku, a nawet pisać wiersze. Przyszło wielu twórców, poznałem wtedy Agnieszkę Osiecką, której od dawna podziwiałem teksty, znane na Litwie dzięki piosenkom. Rozmawiałem z nią na sali i tak razem weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia, gdzie była kawa i ciastka, a może i wino na naszą cześć i dalszej współpracy z polskimi mistrzami słowa. Siedziałem obok Osieckiej, ale rozmowa toczyła się też w gronie wymienionych poetów, a także innych.

Następne spotkanie odbyło się w marcu 1994 roku, kiedy to w Wilnie gościła liczna grupa przedstawicieli Polskiego PEN Clubu. W jej składzie byli: Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Alina Kowalczykowa, Urszula Kozioł, Jerzy Ficowski, Bronisław Maj, Witold Woroszylski, Piotr Matywiecki i Aleksander Jurewicz. W planie pobytu była także wizyta w redakcji dwutygodnika „Znad Wilii”, o którym wtedy było bardzo głośno, jako o polskim czasopiśmie na Litwie, jeśli chodzi o nieprzejednany stosunek do niepodległości, aktywnie zajmującego się analizą stosunków litewsko-polskich, promowaniem twórczości Polaków na Litwie. W siedzibie przy ul. Išganytojo 2/4 (dawny Zaułek Zbawiciela) mieliśmy przyjemność podejmować również towarzyszących dostojnym gościom literatów litewskich: ówczesnego prezesa Litewskiego PEN Clubu Kornelijusa Platelisa i ówczesną sekretarz – Galinę Baužytė-Čepinskienė oraz poetę i tłumacza Almisa Grybauskasa. Z obowiązku kronikarskiego pozwolę sobie przywołać również nazwiska polskich poetów Wilna, których zaprosiłem do lokalu redakcji, byli to: Alicja Rybałko, Henryk Mażul, Józef Szostakowski, a także Mirosława Wojszwiłło, Aleksander Śnieżko i Aleksander Sokołowski.

Artur Międzyrzecki, prywatnie mąż Julii Hartwig, ówczesny prezes Polskiego PEN Clubu wyraził radość, że nareszcie doszło do spotkania z tworzącymi po polsku pisarzami, przypomniał fakt wręczenia piątce z nich wspomnianej na wstępie nagrody, której inicjatorem nadania był PEN Club i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Zapoznaliśmy gości z naszym środowiskiem, poeci wileńscy czytali też swoje wiersze. Pamiętam, że niektóre bardzo się podobały naszym gościom. Atmosfera przy kawie, ciastkach i winie była luźna i bardzo miła. Mówiono o perspektywach współpracy, chyba nazajutrz uczestniczyliśmy w Środzie literackiej w Celi Konrada, gdzie też przyjęty został apel o udzielanie poparcia wszelakim wysiłkom na rzecz wzajemnego porozumienia między mieszkańcami sąsiednich krajów.

Były to lata „odkrywania” Polaków na Litwie, również ich poetów, artystów, lata ich poznawania też przez kolegów litewskich. Obecnie na Litwę przybywa bardzo dużo twórców polskich, występują oni oczywiście na spotkaniach otwartych dla wszystkich, najczęściej w ramach swoich projektów i w jakichś instytucjach, raczej trudniej o spotkania w luźnej atmosferze, z udziałem poetów Polaków, jako ewentualnych partnerów.

Powracając do tamtego spotkania dodam, że we wzruszający sposób mówiła dr Alina Kowalczykowa, córka Stanisława Lorentza, który w latach 30. tak wiele zrobił dla Wilna i Wileńszczyzny jako konserwator zabytków i człowiek sztuki.

Następne moje spotkania z Julią Hartwig już były w Polsce. Właściwie w tym wieku. Pamiętam bardzo udane spotkanie poetki 27 września 2006 roku w Domu Literatury w Warszawie, z udziałem Ewy Lipskiej, które prowadził Ryszard Kapuściński; Julia Hartwig była we wspaniałej formie! Po spotkaniu rozmawialiśmy, było wspominanie Wilna.

I kilka słów o ostatnim spotkaniu. Jako kurator wystaw z ramienia Mazowieckiego Instytutu Kultury organizowałem w warszawskim Ratuszu wystawę fotografii pt. Wierzby nieżyjącego brata poetki, wybitnego polskiego fotografa Edwarda Hartwiga. Jego, jego brata endokrynologa Walentego i Julii ojciec prowadził atelier do 1918 roku w Moskwie, a potem w Lublinie, dokąd rodzina przeniosła się w czasach rewolucji. Prócz nieznanych fotografii, wydobytych dzięki życzliwości rodziny artysty z archiwum rodzinnego, eksponowano plansze z odbitkami legitymacji i dyplomów, odznaczeń Edwarda Hartwiga, wycinków z gazet.

3 września 2013 roku na otwarcie wystawy przybyła również Julia Hartwig – pierwsza dama poezji polskiej, inicjatorka takiej prezentacji, która odczytała fragment wspomnienia o bracie. Okazuje się, że w młodości był on niechętnie ustosunkowany do zawodu fotografa.

– Należy się Państwu wyjaśnienie, skąd takie nastawienie mojego brata. Nasz ojciec był fotografem i z fotografii utrzymywał rodzinę. Był to okres bardzo ubogi, bo rodzice uciekli przed rewolucją. Ojciec otworzył w Lublinie zakład, który był tak sławny, że nie było w Lubelskiem rodziny, która nie miałaby zdjęcia od Hartwiga. I Edward napatrzył się na klientów zakładu, na robienie zdjęć. Dodatkowo on i nasz brat, Walenty, mieli za zadanie płukać fotografie. To była straszna praca. Kuwety ustawiało się na podwórku pod wodociągiem, puszczało wodę i przekładało zdjęcia. Ręce marzły od zimnej wody, więc Edward nienawidził zdjęć i fotografowania. Gdyby wtedy ktoś powiedział mu, że zostanie fotografem, spotkałby się z bardzo ostrą odprawą. Jednak potem w Edwardzie Hartwigu dokonała się przemiana i fotografia stała się jego pasją na całe życie – powiedziała podczas otwarcia znana poetka, która też we wrześniu tamtego roku została laureatką prestiżowej Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida – Dzieło życia.

Była poetką bardzo pracowitą: pisała eseje, tłumaczyła literaturę francuską i angielską, zostawiła po sobie bogatą twórczość. Z jej odejściem pomniejszyły się szeregi twórców dawnej daty, solidnie wykształconych, o wielu pasjach i niegoniących za sensacją. Zmarła 14 lipca 2017 we śnie podczas rocznego pobytu w Pensylwanii u swojej córki, która bardzo trafnie stwierdziła: Odeszła spokojnie i godnie, tak jak żyła.

Romuald Mieczkowski

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDeklaracja Balfoura: 100 lat temu i dziś
Następny artykułAwans D1 Młodzików z II Ligi do I Ligi.
znadwilii1989

Znad Wilii – 1989-2000 – dwutygodnik i tygodnik, od 2000 – kwartalnik. „Znad Wilii” ma rodowód zdecydowanie niepodległościowy – założone zostało w dwa lata przed uzyskaniem niepodległości w tym kraju. Mottem były mickiewiczowskie słowa: „Litwo, Ojczyzno moja”, zaś naczelnymi zadaniami – wsparcie dążeń wolnościowych, przyczynienie się do odrodzenia elit polskich. Jest to pismo w znacznym stopniu międzyregionalne, poświęcające sporo uwagi Łotwie, Białorusi, Ukrainie, Obwodowi Kaliningradzkiemu Rosji. W tytule stale analizowana jest problematyka polskiego i wspólnego często dziedzictwa kulturalnego, tożsamości narodowej, jak też najważniejsze problemy Polaków – przy jednoczesnej promocji ich sukcesów, formowaniu konkretnych priorytetów w działalności rodaków. Pismo ma ambicje bycia swoistą „Kulturą Wschodu”, tworząc kronikę współczesnej polskiej obecności na tych ziemiach w duchu otwarcia się.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here