Garnitur w kratę, drukowany czy patchworkowy madras?

0
551

W KRATĘ?

Kraciaste garnitury i marynarki są nadal na topie. Można nawet powiedzieć, że zainteresowanie nimi, które w Europie Zachodniej zaczyna powoli przygasać, zastępowane zainteresowaniem prążkami, w Polsce przeżywa swoje apogeum. Rodzimi producenci odpowiedzieli na to zainteresowanie istnym wysypem garniturów i marynarek… gładkich; granatowych i szarych. Na szczęście zdarzają się wyjątki i w kolekcjach niektórych marek można znaleźć coś naprawdę interesującego. Byle tylko starczyło odwagi do założenia kraciastego ubioru o wyrazistym, rzucającym się w oczy wzorze. Gorąco namawiam do takiego aktu odwagi, gdyż uważam, że mężczyzna w kraciastym garniturze wygląda intrygująco, a przez odpowiedni dobór dodatków, może też wyglądać elegancko i z klasą.

Mój wiosenny garnitur w kratę pochodzi z Próchnika i wydaje mi się bardzo udany. Na metce można przeczytać informację o składzie materiału: 100% wełna, gdybym jednak nie znał tej informacji to typowałbym wyraźny udział lnu – w okolicach 30% lub nawet więcej. W każdym razie tkanina jest lekko sztywna i chropowata w dotyku, co mnie kojarzy się właśnie z lnem i z przewiewnością. Bardzo przypadła mi do gustu konstrukcja marynarki: nie jest ani przesadnie wytaliowana, ani całkiem prosta. To skromne taliowanie może nie przypaść do gustu osobom młodym, ale dla mnie jest idealne. Także proporcje marynarki są właściwe: odpowiednia jest długość i usytuowanie guzika, idealna jest też szerokość klap. Wzór kraty jest bardzo ładnie ułożony na klapach, idealnie spasowany na patkach kieszeni, natomiast na wszyciu rękawów pozostawia sporo do życzenia. Także wypełnienie ramion nie idzie z duchem czasu i jest trochę zbyt duże. Jednak nie na tyle duże, żeby dawało nieładny efekt kwadratowych ramion.

Do towarzystwa kraciastego garnituru dodałem koszulę Osovski, muszkę The Perfect Necktie, poszetkę Bytom, buty Yanko, skarpetki Happy Socks, kapelusz Panama Hat i okulary Persol.

Inny garnitur w kratę – Lorenzo Set z linii Vistula Red – zwrócił moją uwagę gdy tylko pojawiły się pierwsze zdjęcia nowej kolekcji tej marki (zdjęcie główne artykułu). Ma kilka charakterystycznych elementów, które szczególnie rzucają się w oczy, a mnie zachwyciły tak bardzo, że nie zastanawiałem się długo nad zakupem. Oczywiście najbardziej charakterystyczny i rzucający się w oczy jest deseń i kolor tkaniny. Jednak tym, co przykuło moją uwagę w pierwszej kolejności, były klapy marynarki. Klapy są zamknięte, a projektantowi tak udało się uchwycić proporcje pomiędzy ich długością, szerokością i wysokością kozerki, że są po prostu piękne. Nie mniej ważny jest także fakt, że garnitur jest trzyczęściowy, bowiem takie zestawy będą królować przez kilka najbliższych sezonów. No i – crème de la crème – jednorzędowy garnitur ma dwurzędową kamizelkę! Do pełni szczęścia zabrakło tylko, żeby kamizelka miała klapy. Ale i tak jest nieźle, bowiem to, co napisałem powyżej, nie wyczerpuje zalet garnituru. Trzeba dodać, że jest uszyty z bardzo miękkiej i sprężystej wełny o wspaniałym chwycie, jest dopasowany, spodnie są dość wąskie, podobnie jak rękawy marynarki, zaś marynarka i kamizelka mają wzorzystą, kolorową podszewkę. Dość zastanawiająco przedstawia się sprawa dopasowania garnituru. Otóż kamizelka i marynarka leżały na mnie jak ulał, natomiast spodnie były zdecydowanie za ciasne. Brakowało im… 5 cm. To jest właśnie zastanawiające i intrygujące: jak kamizelka i marynarka leżałyby na osobie, której obwód w pasie byłby mniejszy od mojego o 5 cm? Ale to na szczęście nie moje zmartwienie. Problem za ciasnych spodni łatwo został rozwiązany, gdyż miały one spory zapas i firma Vistula dokonała stosownej przeróbki.

Zdecydowałem, że uzupełnieniem garnituru będą: koszula Tommy Hilfiger, buty Yanko, torba Bugatti, kapelusz Polkap kupiony w sklepie Cieszkowski, okulary Persol, krawat i poszetka Dignito.

GARNITUR DRUKOWANY

Garnitury i marynarki z tkanin drukowanych w różne wzory – od spokojnych, ledwo odcinających się od tła, aż do wyraźnych i kolorowych. Jaskółki tego trendu można było zaobserwować już wcześniej w stylizacjach co odważniejszych panów. Za ciosem poszli projektanci znanych domów mody, proponując w swoich kolekcjach istne cuda. Jedne nadające się do codziennego, lub tylko okazjonalnego wykorzystania, inne zupełnie oderwane od rzeczywistości. Postanowiłem zrobić mały przegląd odlotowych męskich ubiorów. Przyjąłem kryterium, że wybieram tylko takie ubiory, które ja sam byłbym gotów na siebie włożyć. Niekoniecznie zresztą jako całość, lecz przynajmniej niektóre z elementów. Np. nie włożyłbym bajecznie wzorzystych garniturów Dolce & Gabbana, ale samą marynarkę, w połączeniu z neutralnymi, jednokolorowymi spodniami – jak najbardziej.

Właściwie większość liczących się domów mody przedstawiła marynarki lub całe garnitury uszyte z materiałów w drukowane wzory. Najdalej posunął się wspomniany powyżej Dolce & Gabbana, prezentując bajecznie kolorowe garnitury z motywami kwiatowymi, ale także bardziej stonowane, szare i brązowe garnitury w czarne grochy i inne wzory. Wszystkie zachwycające, ale czy do zastosowania w normalnych sytuacjach? Można mieć co do tego wątpliwości, chociaż jak napisałem powyżej, nie wahałbym się, aby je włożyć i wybrać się np. na letni spacer na Stare Miasto. Drukowane marynarki i garnitury pojawiają się nie tylko na wybiegach, ale także na ulicach i oczywiście różnego rodzaju imprezach modowych.

PATCHWORKOWY MADRAS

Patchworkowy madras brzmi trochę tajemniczo, muszę więc na wstępie wyjaśnić o co chodzi. Słowo patchworkowy (często spotkać można też pisownię: paczworkowy) to przymiotnik utworzony od, przeniesionego do polszczyzny, angielskiego: patchwork oznaczającego coś niejednolitego, pozszywanego z kawałków. W języku polskim patchwork jest rzeczownikiem, którego odcienie znaczeniowe mogą być nieco odmienne. Np. w zdaniu: ‚kanapa przykryta była patchworkiem’ oznacza narzutę, natomiast w zdaniu: ‚na podłodze leży kolorowy patchwork’ oznacza chodnik lub dywan. Zawsze chodzi jednak o coś, pozszywanego z kawałków różnych materiałów. Użycie przymiotnika: patchworkowy pozwala lepiej zdefiniować przedmiot. Jeśli powiemy: narzuta patchworkowa, to sprawa będzie jasna od samego początku.

Madras to oczywiście miasto w południowych Indiach (inna nazwa to Ćennaj) – stolica stanu Tamilnadu. Tym, którzy pamiętają czasy PRL-u, madras skojarzy się z zapewne z herbatą – jedną z najlepszych dostępnych w tamtych czasach. Natomiast w tytule wpisu słowo madras (pisane z małej litery) użyte zostało jako nazwa specyficznej odmiany bawełny wywodzącej się z rejonów miasta Madras. Bawełna madras jest tkaniną luźno tkaną, cienką, lekką i przewiewną. Jednym słowem idealną w indyjskim klimacie. Inną cechą charakterystyczną tej bawełny jest jej specyficzny wzór: prawie zawsze jest to kolorowa krata, przy czym w tradycyjnym madrasie przędza użyta do tkania była barwiona wyłącznie naturalnymi barwnikami.

Żeby postawić kropkę nad i dodam, że patchworkowy madras powstaje przez zszycie ze sobą kwadratowych (rzadziej prostokątnych lub trójkątnych) skrawków kraciastego madrasu. Oczywiście poszczególne kwadraty muszą pochodzić z tkanin o różnych wzorach i kolorach; ich odpowiednie dobranie i zestawienie jest nie lada sztuką. W efekcie otrzymujemy materiał o niezwykłym wyglądzie i bajecznych kolorach. W sam raz na męską, letnią marynarkę.

Marynarki z patchworkowego madrasu są absolutnie odlotowe! Nadają się wprawdzie do zastosowania wyłącznie w słoneczne letnie dni, ale robią nieziemskie wrażenie. Świadczą poza tym o klasie noszącego, bo trzeba tu dodać, że są one jednym z atrybutów stylu preppy. Jeśli zobaczycie gdzieś zdjęcie faceta po 40-tce w marynarce z patchworkowego madrasu i z kolorową muszką na szyi, to prawie na pewno będzie to profesor Harvardu, Princeton, Yale lub innego uniwersytetu z Ivy Leage.

Ciekawe jest to, że styl preppy ogólnie, a patchworkowe marynarki w szczególności, nie cieszą się zbytnią popularnością w Europie. Powiem więcej; marynarki tego typu uchodzą za pewne dziwactwo, typowe dla Amerykanów. To wprawdzie tylko moja teoria oparta na dość powierzchownych obserwacjach, ale gdyby było inaczej, to takie marynarki musiałyby się pojawiać na Pitti Uomo. Wprawdzie patchworkowe marynarki i całe garnitury lansuje od lat Nick Wooster, ale po pierwsze nie są to patchworki madras, tylko najczęściej tweedowe, po drugie nie są zszywane z kwadratowych skrawków lecz z większych fragmentów (np. całe przody, rękawy itp.) i po trzecie Nick to w końcu Amerykanin. Trzy lata temu madrasową marynarkę włożył na Pitti Uomo – Hirofumi Kurino, ale był to zwykły madras, a nie patchworkowy.

Udało mi się znaleźć zdjęcie sławnego Amerykanina, który patchworkową marynarkę włożył w Europie – konkretnie na festiwalu filmowym w Cannes. To Bill Murray – na zdjęciu poniżej. Jednak Bill przedobrzył: kraciasta koszula i kraciaste spodnie jak od piżamy, nie stanowią dobrego połączenia z marynarką. Zarówno koszula, jak i spodnie powinny być stonowane. Ale marynarka jest super!

Jan Adamski, http://janadamski.eu

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJulian Assange – po pięciu latach w zamknięciu
Następny artykułGarnitur – jak go odpowiednio dobrać?
Jan Adamski

Jan Adamski jest z wykształcenia inżynierem, absolwentem Politechniki Warszawskiej. W przeszłości był m.in. właścicielem firmy ENCORE, która była prekursorem we wprowadzaniu na polski rynek gier fabularnych (np. takie kultowe tytuły jak „Gwiezdny kupiec” czy „Wojna o pierścień”). Pracował w różnych firmach na stanowiskach dyrektora biura zarządu lub członka zarządu (PLL LOT, Polenergia, Brasco, Totalizator Sportowy). Obecnie prowadzi firmę doradczą w obszarze spraw korporacyjnych i organizacyjnych. Jest autorem blogu http://janadamski.eu, a także prowadzi wykłady o męskich ubiorach, praktycznych aspektach ich doboru i zasadach kodu ubraniowego. W swoich tekstach publicystycznych proponuje indywidualne, nierzadko kontrowersyjne, spojrzenie na znane problemy, znacznie odbiegające od powszechnie obowiązujących wykładni poprawności politycznej. Z pasją i zaangażowaniem pisze też o modzie męskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here