„Degeneraci” Michela Provinsa, czyli rzecz o elitach

0
43

Michel Provins (1861-1928) był francuskim pisarzem, prawnikiem, dziennikarzem, rycerzem Legii honorowej, pochodzącym z dość zamożnej rodziny mieszczańskiej (Lagros de Langeron).

W swoim dorobku literackim ma dziesiątki powieści, opowiadań oraz cztery utwory dramatyczne. Choć w lewicowych kręgach autor Kobiety współczesnej nie uchodził za bezpardonowego burzyciela panującego ówcześnie porządku społecznego, to jednak jego ostra krytyka rządzących elit sprawiała, że jawił się w oczach anarchistów jako „reakcjonista oświecony”. To właśnie w sztuce o znamiennym tytule Degeneraci (1897) przypuszcza atak na mieszczańskie i parlamentarne zwyczaje – podobnie czynił to w Niemczech Carl Sternheim. Jean Grave (1854-1939), teoretyk anarchokomunizmu, decyduje się na publikację najbardziej „odważnych” fragmentów dzieła, które poza dramatem trzyaktowym (główny tekst) składa się również z licznych, satyrycznych, wpisujących się w estetykę „sztuki z tezą”, dialogów.

Tytułowi degeneraci to postacie, które pretendują do odgrywania w życiu społecznym ważkiej roli. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że są ludźmi o nadszarpniętych nerwach, uzależnionymi od alkoholu i narkotyków, z perwersyjnymi potrzebami seksualnymi,  jednym słowem: jednostkami głęboko zaburzonymi psychicznie, którzy nie są bynajmniej pozbawieni ambicji piastowania wysokich, a przede wszystkim, intratnych urzędów. Provins nie ma litości dla swoich antybohaterów, którzy wydają się groźni nie tylko dla samych siebie, ale dla całej wspólnoty narodowej. W bezwzględnej diagnozie stanu mentalnego przedstawicieli klasy dominującej dramaturg posiłkuje się traktatami medycznymi swej epoki, w których zanalizowano liczne przypadki zaburzeń osobowościowych (Lombroso, Nordau, Morel, Legrain) wynikających z niedorozwoju tak psychicznego, jak i fizycznego badanych pacjentów. Provins zdaje się ilustrować owe psychopatyczne kazusy opisane w rozprawach medyków. Przedstawia nam bowiem „zdegenerowane okazy” klasy rządzącej, przekonanej chorobliwie o swej wyższości nad ludem.

W dramacie występują więc różne indywidua, których wady zostały tak przerysowane przez pisarza, iż wydają się groteskowe na scenie; mogą jednak przerażać, gdyby funkcjonowały w prawdziwym życiu publicznym. Uważając się za elitę, postacie świadome są mimo to własnych słabości, a wręcz swego „zdegenerowanego statusu” i nie będą obawiać się otwarcie o tym mówić. Na przykład przedsiębiorca Livrary stwierdza na początku dramatu z pewną melancholią, jak gdyby próbował usprawiedliwić swój nadwerężony stan: „Ach! Jesteśmy przedstawicielami dekadencji, a co gorsze, dekadencji analitycznej i rozważnej!” Biznesmen próbuje w swym dyskursie chować się za pseudonaukowością czy „literacką nostalgią”, podczas gdy Chambard, zaciekły (bowiem idący po trupach) kandydat na deputowanego, ubolewa nad brakiem ciągłości sławetnej tradycji: „Niestety, nawet tym nie jesteśmy! Nic nie pozostało po tej zachwycającej dekadencji łacińskiej, która przynajmniej miała odwagę oddawać się orgiom”, a całą dyskusję podsumuje w dość lakoniczny sposób znerwicowany psycholog Barral nie bacząc na subtelności językowe: „jesteśmy degeneratami, wykolejeńcami, neurastenikami”. Choć postacie wydają się ubolewać nad tym stanem rzeczy – zarzucając swym przodkom, że przekazali im w genach „zgniliznę moralną”, to jednak trudno nie odnieść wrażenia, iż znajdują w swej kondycji pewną radość. Są zdemoralizowani do szpiku kości. Im bardziej upajają się alkoholem i odurzają narkotykami, tym bardziej wychodzą na jaw ich najskrytsze i perwersyjne pragnienia. Pani de Girolles, którą wszyscy znają z dobroczynności, marzy o tym, by zabić pół tuzina Chińczyków. Jej pobudki nie wynikają jedynie z faktu, że nie uważa Azjatów za ludzi, ale pragnie odczuć niewymowną rozkosz i „ciarki przechodzące po ciele”.

Provins kreśli przygnębiający obraz degeneratów, których „niedorozwój mózgowy” przyjawia się chroniczną i chorobliwą niechęcią do jakiegokolwiek konstruktywnego działania. Krytykując możnych tego świata, obnaża prawdziwe oblicze polityków, którzy pragną jedynie zaspokoić własne, nierzadko perwersyjne potrzeby. Chambard aspirujący do funkcji poselskiej zauważa cynicznie: „czy wierzą państwo w szlachetność tych wszystkich, którzy nie mogąc zapewnić ludowi chleba, obiecują mu konfitury? […] A jednak ludzie na nich głosują. Musimy robić jak oni, dorwać się do władzy wszelakimi sposobami… moralnym obowiązkiem klas przodujących jest obrona systemu społecznego”. Zachęcony przez podchmielonych akolitów, przyszły „trybun ludowy” przygotowuje mowę, którą ma wygłosić na mityngu. Propozycje w niej zawarte odpowiadają ideologiom wszystkich partii – od radykałów poprzez konserwatystów, antyklerykałów i socjalistów aż po reakcjonistów. Nie liczy się bowiem program, liczy się zdobycie władzy.

W epizodzie Polowanie przed obiadem dramaturg przedstawia różne stany ducha burżujów uczestniczących w uroczystym posiłku. Racząc się przystawkami, usposobienie gości wyraża oburzenie barona Rubenheima (gospodarza domu) na kryminalne poczynania anarchistów. To oni mieszają ludziom w głowach, nawołując robotników do mordowania „poczciwych mieszczan”. Ponieważ nikt z zebranych nie pojmuje, dlaczego biedota skarży się na swój los zamiast jeszcze więcej pracować dla poprawienia swojego bytu, wszyscy stwierdzą, że anarchistów należy po prostu eksterminować. Nastrój odmienia się, kiedy biesiadnicy zajadają się bażantami. Baron oblicza, ile fortun zasiadło przy jego stole. Kiedy dojdzie do zawrotnej sumy dziewięćdziesięciu milionów, wstąpi nagle w niego swoiste duchowe uniesienie, które znajdzie upust w tyleż sarkastycznej, co absurdalnej pochwale potęgi pieniądza: „Oto dlaczego kultem otaczać musimy naszego Pana, jakim jest pieniądz: właśnie dzisiaj w epoce egalitaryzmu, gdzie szerzy się miernota i impotencja, on jedyny reprezentuje wartość, która wszystkiemu się oprze. To dzięki niemu wszystkie potęgi tego świata są u naszych stóp, wszystko dzisiaj możemy kupić: talent, inteligencję, zaszczyty, sławę”.

Przy kawie stan ducha sprowadza gości do rozmów o działalności charytatywnej. Małżonka barona szczerze podziwia Lię Montsale, która pomaga biednym. Z tą samą szczerością wyraża się niezbyt pochlebnie o potrzebujących, gnieżdżących się w śmierdzących mansardach. Wszyscy przy stole wyrażają współczucie dla ludzi pozostawionych samym sobie, ale zarazem zauważają przewrotnie, że gdyby nie bogaci, to nikt by im nie mógł przyjść z pomocą. Nikt więc nie powinien podnosić ręki na krezusów, bowiem bez nich runąłby w gruzach cały porządek społeczny – taką można wynieść lekcję z rozmów między kapitalistycznymi ciemiężcami.

Provins występował przeciwko podporom mieszczańskiego ładu społecznego, ale samego już porządku nie negował. Wierzył głęboko, iż elity muszą „naprawić swe grzechy”. Zarzucał im „inercję intelektualną” i brak moralności. Wzywał do twórczej pracy: „trzeba powrócić do prostoty, do higieny moralnej, do zdrowego myślenia”. Apel pisarza nie stracił na swej aktualności, bowiem także dzisiaj mógłby pobudzać do refleksji reprezentantów społeczeństwa uważających się za elity, tylko czy to nie jest głos wołającego na puszczy?

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGROM – Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego
Następny artykułLeżak reklamowy – alternatywa dla tradycyjnych krzeseł
Tomasz Kaczmarek
Prof. Tomasz Kaczmarek – dramatopisarz, dr hab. prof. UŁ w Instytucie Romanistyki, dr nauk humanistycznych Paryża IV (Sorbona). Jego zainteresowania naukowe obejmują przede wszystkim literaturę francuską i włoską XX wieku, a w tym obszarze zwłaszcza dramat i awangardę teatralną w Europie pierwszej połowy XX wieku. Jest autorem kilku monografii. W 2002 roku został laureatem I Ogólnopolskiego Konkursu na Polską Sztukę Współczesną. Jego dramat Matka cierpiąca przeszła w Laboratorium Dramatu próbę czytania reżyserskiego i aktorskiego, prezentowana była podczas pierwszego Przeglądu LD (w reżyserii Jarosława Tumidajskiego), a następnie weszła do repertuaru teatru (w reżyserii Eweliny Pietrowiak). W Laboratorium Dramatu odbyły się także czytania aktorskie dwóch innych sztuk autora. W 2008 roku nagrodzona została sztuka Peregrynacje Pani Plucik w Konkursie Forum Współczesnego Dramatu "Lustro. Obraz. Iluzja". W 2015 ukazał się Traum, jego debiut powieściopisarski. Prof. Tomasz Kaczmarek prowadzi zajęcia z zakresu historii literatury francuskiej XIX i XX wieku oraz praktycznej nauki języka francuskiego i włoskiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here