Czy Polska musi być skrajna i nietolerancyjna?

0
259

Światopoglądowo ultrakonserwatywna Polska coraz bardziej oddala się od Europy Zachodniej – tolerancyjnej, demokratycznej, szanującej jednocześnie wolność i równość, akceptującej różnorodność poglądów i stylów życia. Powszechna agresja słowna, nienawiść, coraz częstsze wykluczanie kolejnych grup społecznych i odbieranie im prawa do tytułowania się „Polakami” – oto główne problemy targające obecną sceną polityczną i społeczną.

Ostatnie kontrowersyjne propozycje ingerencji w prywatność Polaków, wielomilionowych dotacji z budżetu państwa wyłącznie dla przychylnych władzy prywatnych uczelni, a także agresywna cenzura światopoglądu innego niż ten promowany przez partię rządzącą, sprowadzają nas do jednego rzędu z państwami, w których nie szanuje się wyborców, władzę sprawuje się w sposób bezkompromisowy, a wszelka odmienność i zróżnicowanie są skrupulatnie tępione. To z kolei wywołuje poważne napięcia społeczne i niespotykany dotychczas, głęboki podział społeczeństwa.

Różnorodność od wieków była jedną z głównych zalet Rzeczypospolitej. To dzięki niej nasz kraj wyrósł na prawdziwą potęgę, bogatą gospodarczo i kulturowo. Już państwo ostatnich Jagiellonów szczyciło się ogromnym szacunkiem dla inności, czego dowodem może być fakt, że to właśnie polska tolerancja wyznaniowa była wzorem dla reszty Europy. Do dziś pamiętają o tym m.in. niemieccy publicyści, którzy wielokrotnie z sentymentem wspominali w swoich publikacjach o dawnej, niestety zatraconej na przestrzeni lat, otwartości Polaków.

Czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów to okres równie tolerancyjny – obok siebie zgodnie żyli Polacy, Litwini, Rusini, Łotysze, Niemcy, Żydzi i wiele innych narodowości różnych religii. Polacy nie poprzestawali jednak w akceptacji zaledwie odmiennych wyznań i pochodzenia. Polska administracja bowiem nigdy nie nakładała kar na osoby LGBT (co zresztą wielokrotnie zdarzało się w innych krajach), a już w 1932 roku w Polsce oficjalnie zalegalizowano kontakty homoseksualne. Ciekawostką może być też fakt, że w czasach II Rzeczpospolitej politycy i publicyści otwarcie dyskutowali o związkach partnerskich!

Co więc stało się z naszą tolerancją, otwartością na inne kultury, religie, wyznania i światopogląd? Skąd nagłe porzucenie dawnych wartości i szaleńczy skok w wir ksenofobii i hermetycznego zamknięcia się na wszystko, co obce? Województwo łódzkie, najprawdopodobniej najbardziej lewicowe ze wszystkich polskich regionów, stało się ostatnio miejscem wstydliwych skandali, w tym brutalnych napaści na Ukraińców i wszelkich innych imigrantów, a także rasistowskich haseł na murach: „Polska dla Polaków” czy „ukraińskie k…wy”. W Lublinie konserwatywni mieszkańcy poczuli się „ofiarami promocji homoseksualizmu i ideologii LGBT„, gdyż na fasadzie multimedialnej Centrum Spotkania Kultur wyświetlono kolorowe pasy układające się w tęczę. Z kolei w centrum Wrocławia pod oknami ratusza spalono kukłę przedstawiającą Żyda.

Politycy zachowują się jeszcze bardziej kontrowersyjnie i nie pomagają w staniu na straży praworządności, wzajemnego szacunku i równości. Nie licząc się z wolnością – wartością, którą z tak wielkim trudem wywalczyli Polacy – Sejm w nocy uchwala kontrowersyjne zmiany w prawie. Kwestia inwigilacji czy likwidacji niezależnej prokuratury to zaledwie początek. W styczniu przyjęto budżet na 2016 rok. Posłowie większości parlamentarnej ograniczyli środki finansowe instytucjom, których zadaniem jest kontrola władzy i stanie na straży praw i wolności obywatelskich, czyli: Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Najwyższej Izbie Kontroli, Sądowi Najwyższemu, Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu, Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych i innym. Poza wyżej wymienionymi praca jednej z najważniejszych instytucji – Trybunału Konstytucyjnego – nadal jest sparaliżowana, a prób rozwiązania konfliktu nie widać.

Polacy, stając w obronie własnych przekonań i wartości, wyszli na ulice wielu miast, m.in. Łodzi. Uczestnicy śpiewali hymny Polski i Unii Europejskiej, czytali konstytucję oraz wyrażali sprzeciw wobec jej łamaniu. Radny PiS Sebastian Bulak uznał, że „było to pajacowanie, a nie demonstracja”. Ale i tak nie były to najmocniejsze słowa polityka wobec wyborców i ludzi, którym nadano nazwę tzw. „resortowych dzieci”. Nie tak dawno temu poseł PiS Bartosz Kownacki określał bowiem elektorat lewicowy mianem „żuli i lumpów”… Nie trzeba już przy tym nawet wspominać klasyków w stylu dr hab. Krystyny Pawłowicz, Antoniego Macierewicza, posła Artura Górskiego czy też wypowiedzi innych polityków dzielących naród na lepszych i gorszych. Warto natomiast zadać pytanie: skąd ta agresja słowna? Otóż politycy już dawno przestali używać języka oficjalnego, a coraz częściej korzystają z tego nieformalnego. Jak jednak uznał prof. Jan Miodek: „jesteśmy pierwsi w Europie, jeśli chodzi o stopień nasycenia języka potocznego wulgaryzmami”.

Ci „lepsi” i „gorsi” są nie tylko w wypowiedziach polityków, bowiem ich światopogląd jest niestety realizowany w praktyce i siłą narzucany społeczeństwu. Dowodem na to może być fakt, że program 500+ stawia w bardziej korzystnej pozycji małżeństwa, dyskryminując przy tym np. samotne matki. Jak uznał minister Bartosz Marczuk: „preferowanie samotnych rodziców może powodować niekorzystne zjawisko, że rodzice bez związku małżeńskiego nie będą się decydować na (…) małżeństwo. A małżeństwo jest lepszym rozwiązaniem niż związek partnerski„.

Dość smutnym jest też fakt, iż Ministerstwo Sprawiedliwości (obecnie nazwa ta brzmi już jak kiepski żart) orzekło, że nie będzie już dłużej zajmować się kwestią namawiania do nienawiści ze względu na orientację seksualną oraz tożsamość płciową. Dlaczego, skoro przemocy fizycznej doświadcza co dziesiąta osoba LGBT, a ofiarą znieważenia, gróźb, czy szantażu jest niemalże co druga? Odpowiedź tkwi w samej władzy, która uważa, że geje i lesbijki to „zboczeńcy i degeneraci” (jak uznał poseł PiS Stanisław Pięta), więc widocznie można ich bezkarnie bić i prześladować, bo zdaniem rządu nie zasługują oni na taką samą ochronę, jak reszta społeczeństwa. I należy podkreślić, że to nie jest kwestia konserwatyzmu, bo w jego założeniach nie ma wpisanego braku szacunku dla innych.

Działania polityków świetnie wpisują się też w ostatnią, równie żenującą wypowiedź polskiego prawicowego europosła Janusza Korwin-Mikke, który powiedział o niepełnosprawnych: „Dzieci chore umysłowo do szkół wprowadza się celowo, aby obniżyć poziom edukacji. Nie może być tak, że my godzimy się na bredzenie idioty. Posyłanie idioty do szkoły to jest katorga dla tego debila”.

Nienawiść obecna w polskiej przestrzeni publicznej jest skandaliczna i obecna na najwyższych szczeblach politycznych. To prawdziwy wstyd i porażka dla tak dużego i zawsze dumnego z własnych osiągnięć narodu. Czy naprawdę chcemy być wytykani palcami jako ci, którzy są rasistami, ksenofobami, homofobami i seksistami?

Gdzie podziała się staropolska sarmacka tolerancja, a kiedy narodził polski zaścianek? Dlaczego zapomnieliśmy o dorobku światopoglądowym wielu pokoleń naszych przodków? Dlaczego porzuciliśmy otwartość przekazywaną z pokolenia na pokolenie? Czy Polak-rasista, homofob, i skrajny ultrakonserwatysta to rzeczywiście wzór do naśladowania? Czy nie możemy być przede wszystkim bardziej wyrozumiali, nie mówić innym jak mają żyć i nie narzucać im osobistych poglądów?

Jest mi wstyd. Wstyd za tych wszystkich, którzy w tak fatalnym świetle przedstawiają nasz kraj na świecie. Którzy opluwają nasz narodowy dorobek i naszych przodków wykrzykując wulgarne hasła pod adresem innych wyznań, kultur i przekonań. Którzy tak szybko zapomnieli o fatalnej w skutkach skrajnej ksenofobii połowy XX wieku. To nasza prawdziwa, historyczna porażka. Istna zapaść budowanych przez lata wartości. Nasze światopoglądowe, mroczne średniowiecze. Miejmy tylko nadzieję, że okres kulturowego „odrodzenia” przyjdzie jak najszybciej…

Przeczytaj też:
„Lewaki do gazu” w Narodowe Święto Niepodległości?

Polityka miłości czy „głowa zatknięta na płocie”?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here