Czy można nauczyć mądrości?

0
179

Źródło: ultimatemind.wordpress.com/Spodziewam się, że na tak postawione pytanie większość osób odpowiedziałaby negatywnie. W powszechnym odczuciu mądrość jest rodzajem daru, czymś zbyt nieuchwytnym, aby dało się ująć w jakikolwiek algorytm i poddać rutynowemu działaniu. Na przekór takim poglądom spróbuję wniknąć w anatomię mądrości i pokazać, że czynniki o niej decydujące mogą ulegać zmianie, w efekcie czego na horyzoncie naszych możliwości pojawia się perspektywa o wiele skuteczniejszego i bardziej pożytecznego wykorzystywania ludzkiego rozumu. Co prawda pogłębiona analiza uświadamia, że kluczowy czynnik decydujący o mądrości, który można nazwać jej jądrem, nie poddaje się bezpośrednim zmianom, daje się jednak wskazać dość niezawodną drogę prowadzącą do stopniowej jego transformacji.

Nie zamierzam ukrywać, że droga ta jest wyboista i trudna. Problemy pojawiają się już przy próbie zdefiniowania rozważanej kategorii. Postaram się przedstawić takie jej ujęcie, które zapewne nie zadowoli wszystkich, ale powinno być do zaakceptowania przez większość. Za punkt wyjścia obiorę wyszczególnienie cenionych przymiotów umysłu, które zasadniczo różnią się od mądrości. Mądrością nie jest między innymi inteligencja rozumiana jako wrodzona sprawność umysłowa. Z łatwością można przecież wskazać znane postaci, które cechowały się niezwykłymi zdolnościami i bystrością myślenia, a mimo tego postępowały bardzo nierozsądnie. Nie jest nią także erudycja, czyli dysponowanie imponującym zasobem wiedzy. Podobnie z wykształceniem, które również nie zabezpiecza przed kompromitującymi błędami. Skądinąd wiadomo, że za mądrych uznawani bywają również całkiem prości i nieuczeni ludzie, i faktu tego nie sposób ignorować. Co zatem wyróżnia mądre jednostki od tak niestety licznego tłumu pozostałych? W moim odczuciu są to przede wszystkim następujące dwie właściwości:

  1. Mądrzy ludzie zwykle wyrażają się w sposób ostrożny i wyważony, ale jeśli coś mówią i formułują opinie, rzadko się mylą.
  2. Wyróżniają się wyjątkową zdolnością rozumienia złożonych ludzkich spraw, a oprócz tego umiejętnością współczucia i współodczuwania.

 Dla dokonania rozbioru, który pozwoli lepiej zrozumieć pojęcie mądrości, posłużę się obrazową analogią inwestowania odnoszącą się do procesu poszerzania własnej wiedzy. O osobie, która gromadzi informacje i opinie na dany temat można powiedzieć, że inwestuje w swoją wiedzę. Dopóki bowiem nie uzna, że wie o danej sprawie dostatecznie dużo, nie może się o niej w stanowczy sposób wypowiadać, ani podejmować na jej podstawie wiążących decyzji. A oba te sposoby spożytkowywania wiedzy przypominają proces konsumowania zgromadzonego kapitału. Spróbuję pokazać, że tym co wyróżnia ludzi mądrych od pozostałych jest fakt ustawicznego inwestowania w wiedzę:

            Ktoś, kto gotowy jest stale poszerzać i modyfikować dorobek własnych poglądów musi zakładać, że nie jest on doskonały. To powoduje, że będzie się wyrażał bez nadmiernej pewności sobie. W kwestiach słabo poznanych będą to jedynie niezobowiązujące przypuszczenia. W tematach, w których się lepiej orientuje może się już śmielej wypowiadać, jednak z zastrzeżeniami typu „o ile się nie mylę”, „według mojej obecnej wiedzy”, itp. Jeśli zaś jest to wiedza dobrze zweryfikowana i zazębiająca się z wiarygodną, może pozwolić sobie na większą pewność siebie – choć nigdy absolutną, i zawsze zachowa gotowość dla dokonywania zmian. Można się przy tym spodziewać, że odpowiednio do wiedzy i świadomości będą wyglądały czyny tej osoby, a zatem, że będą rozważne i przemyślane. Dzięki temu bardzo rzadko przytrafią mu się błędy, co wraz z wyważonym wypowiadaniem się, wypełnia pierwszy z zaproponowanych wymogów mądrości. Co do drugiego, to także będzie wynikiem konsekwentnego inwestowania w wiedzę:

Tematy życiowe związane z ludźmi spotykamy na każdym kroku, a zatem ktoś, kto wykazuje otwartą postawę z pewnością odczuwa potrzebę ich zrozumienia. Można się nawet spodziewać, że ze względu na ich wagę będzie to potrzeba silna, która dość szybko doprowadzi do poziomu zapewniającego wyróżniający się stopień pojmowania. W procesie poznawania spraw społecznych nie sposób co i rusz zadawać sobie pytania, dlaczego ktoś w taki czy inny sposób postąpił, co motywuje między innymi do zrozumienia jego osobistych emocji. Z czasem wyrabia się automatyzm powodujący chęć wglądu w świat odczuć każdej osoby, na którą się zwraca uwagę. Można się przy tym spodziewać, że jeśli będzie ona w trudnej sytuacji, współodczuwaniu będzie towarzyszyło współczucie, skłaniające zresztą do poszukiwania sposobów pomocy.

Mam nadzieję, że udało mi się uzasadnić tezę dotycząca tego, że prawdziwa otwartość na świat i ludzi jest czymś co zapewnia osobistą mądrość. Osoby nieprzekonane oraz takie, które pragnęłyby poznać bardziej rozwiniętą i precyzyjną wersję modelu inwestycyjnego, odesłać mogę do dodatku zamieszczonego na końcu pracy.

Zanim poruszę temat osiągania ideału mądrości, spróbuję uzupełnić jego definicję, wychodząc poza minimalne jej wyznaczniki. Postaram się pokazać, że z mądrością nierozłącznie związane są dwie ludzkie cechy: skromność i pogoda ducha:

Skromność

Ludzie konsekwentnie otwarci na rzeczywistość i nowe informacje dobrze orientują się w jak wielu dziedzinach wiedza ich jest niewielka albo wręcz żadna. Nawet w dobrze rozpoznanych obszarach zdają sobie sprawę z nieznajomości szeregu niuansów, a także z tego, iż za którymś z nich kryć się może coś o znaczeniu władnym istotnie zmienić obraz danej sprawy. Wszystko to powoduje, że pomimo zrozumienia wielu ważkich spraw nie chełpią się swoją wiedzą i pozostają skromni. Fakt ten oraz ogólna rzetelność prowadzi do tego, że nie mają problemu z przyznawaniem się do niewiedzy, a także do uznawania swoich błędów, co czyni ich otwartymi na wszelką krytykę. Naturalnie otwarci są również na wiedzę i opinie innych ludzi, traktując kontakt z nimi jako istotne źródło poznania.

Ogólna pogoda ducha

Wydawać by się mogło, że skromność jako coś nie sprzyjającego dobrej samoocenie, nie sprzyja także dobremu samopoczuciu. Taki punkt widzenia uwidacznia przepaść dzielącą postawę ludzi mądrych od pozostałych. Znaczna większość ludzi skłonna jest mocno przeceniać swoją postawę i umiejętności, jeśli więc nie są zbytnio z siebie oraz z życia zadowoleni – co zdarza się nader często – musi to oznaczać, że albo wcale nie jest to od skromności lepsze, albo że ludzie mądrzy dysponują czymś, co z nadwyżką kompensuje umiarkowane mniemanie o posiadanych walorach. Jak pokażę, prawdą jest zarówno jedno jak i drugie.

Ktoś kto buduje szacunek do siebie na przeświadczeniu o własnej wyższości, nie ma zbyt dużej motywacji do inwestowania w wiedzę. To zaś powoduje, że nie jest ona zbyt wielka, a jeszcze do tego może zawierać istotne błędy. (Błędy są konsekwencją słabej weryfikacji). Osoba taka w konfrontacji z odmiennymi poglądami musi odczuwać dyskomfort powodowany koniecznością stosowania uników i demagogii w sytuacjach zagrażających jej przekonaniom. Oprócz tego gdzieś w głębi ducha ów fakt zasiewać może nieprzyjemne wątpliwości. Innym źródłem dyskomfortu jest popełnianie życiowych pomyłek wynikłych z ograniczonej lub błędnej wiedzy. Typowym skutkiem zamykania się we własnych racjach oraz na opinię innych ludzi jest przeceniane własnych wkładów w daną znajomość oraz gromadzenie krzywdy. Efekt ten z pewnością nie sprzyja dobrym relacjom, może nawet wywoływać trudne do rozwiązania konflikty. Innym często spotykanym przymiotem, który bardzo utrudnia osiągania życiowej satysfakcji, jest wysoka ambicja, która owocuje niedosytem odczuwanym w odniesieniu do tego, co się aktualnie posiada.

  W odróżnieniu od powyższego, ludzie mądrzy potrafią się cieszyć z każdej drobnego osiągnięcia i uzyskanego postępu. Także z szeroko dostępnych przyjemności takich jak obcowanie z przyrodą i dobrami kultury. Mądre postępowanie z ludźmi sprzyja z kolei dobrym relacjom i otwiera drogę satysfakcji płynącej z przyjaźni, miłości i życia rodzinnego.

  Zaś co do samej wiedzy, to wcale nie jest tak skromna jak jej właściciele – nawet jeśli tym co przejawiają jest mądrość prosta, czy też naturalna. A skoro tak, to nie powoduje ukrytego, bądź jawnego dyskomfortu. Zaś co do ludzi, którzy dążą do wysokiego poziomu poznania i w tym celu studiują ważne obszary wiedzy (byłaby to już mądrość pogłębiona lub wyrafinowana), tym mniejsze mieliby powody do niezadowolenia.

(Aby już dopełnić kategorie mądrości z jakimi się spotykamy, wspomnieć trzeba o postawie do której pasuje określenie: mądrość przedmiotowa. Odnosi się ona do ludzi, którzy wykazują się mądrością w określonej sprawie, ale których nie znamy na tyle, że możemy być pewni, że są w ogólny sposób mądrzy. Swoją drogą zazwyczaj to właśnie wobec nich pada określenie mądry człowiek, co może być czasami na wyrost, gdyż swoim zachowaniem dowodzą jedynie mądrości fragmentarycznej, która nie wypełnia ogólnych wymogów).

Na koniec tematu pogody ducha powiedzieć trzeba bardzo istotną rzecz, że ludzie predysponowani do mądrości muszą się charakteryzować solidną konstrukcją psychiczną, ta zaś w sposób istotny koreluje z dobrym funkcjonowaniem i samopoczuciem. Będzie jeszcze o tym okazja powiedzieć.

Dzięki modelowi inwestycyjnemu oraz poszerzonej definicji spełniłem zapowiedź „anatomicznego” rozkładu pojęcia mądrości. Czy to wystarczy dla pokazania jak stać się człowiekiem mądrym? Nie całkiem, choć wiemy już, co powinno się w tym celu zrobić: Aby spełnić najbardziej zasadniczy warunek dotyczący nieprzekraczania zakresu swoich kompetencji (punkt 1 definicji), należałoby zasadniczo zmienić nastawienie do własnych przekonań – nadać im status przypuszczeń i roboczych hipotez, do czasu aż w konfrontacji z innymi przekonaniami, źródłami informacji, itp. albo udowodnią swoją słuszność, albo będą musiały zostać odrzucone[1]. Łatwo powiedzieć! Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż ze względu na skalę emocji towarzyszących radykalnemu podważeniu całego dorobku intelektualnego jest to niewyobrażalnie trudne. Przy okazji zaczynamy lepiej rozumieć, dlaczego tak rzadko spotyka się ludzi prawdziwe mądrych, a zatem otwartych. Ileż musieli mieć samozaparcia i jakiż charakter, aby przez całe życie opierać się pokusie przedwczesnego konsumowania własnej wiedzy! Temu miłemu łechtaniu, że coś się wie w sposób pewny, a może nawet pozwalający patrzeć na innych z wyższością.

  Dla kogoś dysponującego dostateczną wiedzą o ludzkiej psychice w takim momencie staje się jasne, iż mogą być nimi tylko ci, którzy otrzymali w domu rodzinnym tak dużo wsparcia i ciepła, że mogą się obejść bez tego rodzaju „dogrzewania”. A jeszcze do tego nie natrafili na nieprzyjazne środowisko, które zmusiłoby ich do dowartościowywania się za wszelką cenę. Swoją drogą rzuca to ważne światło na stan rodzin, na stan wiedzy o wychowaniu oraz generalną naszą kondycję.

Wiedza psychologiczna pozwala wszakże na znacznie więcej, niż dokonywanie takich spostrzeżeń. Dzięki odpowiedniemu postępowaniu, ćwiczeniom, czasami także terapii, można skutecznie kompensować złe doświadczenia. Uzyskane na tej drodze wzmocnienie psychiki pozwala unikać samo idealizacji, która w sferze poglądów zatrzymuje rozwój, zaś w obszarze postaw generuje etyczne błędy, które bardzo utrudniają zrozumienie ludzi oraz rozwinięcie się prawdziwej empatii. Jest to droga trudna, nieraz nawet bardzo, nie mniej możliwa do przebycia. W praktyce jednak dla znacznej większości dorosłych ludzi o utrwalonych postawach i wielkim zasobie poglądów, które należałoby zweryfikować, jest ona praktycznie niewykonalna. Nie tylko zresztą z powodów emocjonalnych, lecz i czasowych (często także ekonomicznych). Całkiem inaczej jest w przypadku ludzi młodych. Tu korekta charakterów oraz poglądów jest znacznie łatwiejsza, zaś czas na to potrzebny można znaleźć podczas zajęć szkolnych.

  Oprócz umiejętności rozpoznawania skutków złych przeżyć z domu rodzinnego oraz innych, co otwiera szereg możliwości ich przezwyciężania, można im także przekazać wiedzę na temat wychowania, która pozwoliłaby stworzyć znacznie lepsze warunki „wyjściowe” następnym pokoleniom. Ale to wciąż dalece niepełna lista możliwości edukacyjnych, które sprzyjałyby mądrości. Nawet jeśli potrzeba samo idealizacji nie została przezwyciężona, istnieje wiele sposobów na zapobieganie zamykaniu się w ciasnych poglądach:

-Można wpajać przyzwyczajenia do szerokiego i wielostronnego rozpatrywania każdej sprawy, a także zdolności twórcze, które również sprzyjają uwalnianiu się od ograniczeń.

-Z kolei wiedza na temat logiki oraz budowania poprawnych rozumowań pozwala minimalizować ryzyko popełniania pomyłek, które w sposób szczególny sprzyjają usztywnieniu i zatrzymywaniu rozwoju. Temu samemu służyłyby elementy psychologii poznawczej – przede wszystkim dotyczące ukrytych źródeł deformacji naszego myślenia.

-W odniesieniu do innego zasadniczego składnika mądrości – umiejętności rozumienia ludzi, oczywistą pomocą byłyby odpowiednio dobrane składniki wiedzy psychologicznej i socjologicznej. Zaś co do współodczuwania i empatii, dobrze znane są możliwości praktycznego ich uczenia.

Zauważmy przy tym, iż dzięki wspomnianym treściom edukacyjnym, można znacznie przekraczać to, co jest w zasięgu możliwości osoby o naturalnych predyspozycjach do przejawiania mądrości.

Dla pogłębienia tematu przywołam to, co pisałem na wstępie o wartościowych cechach intelektu, które różnią się od mądrości. Model inwestycyjny, który tłumaczy proces budowania poglądów, pozwala także zrozumieć pułapki jakie czyhają w nim na ludzi obdarzonych wysoką inteligencją lub wyróżniających się szerokim zasobem wiedzy. W ich przypadku pokusa aby myśleć o sobie jak o kimś lepszym od innych jest szczególnie wysoka, a to stwarza poważne ryzyko zamknięcia się we własnych poglądach i zatrzymania w rozwoju. (Można by dodać: zatrzymania przedwczesnego – w stosunku do wysokich potencjalnych możliwości). Z drugiej jednak strony duża wiedza oraz sprawność umysłu same w sobie mądrości nie szkodzą – wręcz przeciwnie. Gdyby zatem udało się zapobiec utracie otwartości, osoby takie mogłyby osiągać szczególnie dobre rezultaty w rozumieniu ludzi oraz innych złożonych spraw. Uzmysłowienie ogromnego potencjału jaki można wydobyć z wyjątkowych, a także bardziej przeciętnych ludzi, będzie mam nadzieję dobrą zachętą dla postulowania reformy programów powszechnego nauczania. Niech będzie także pointą dla przedstawionego tutaj tematu.

Dla uzupełnia dodam garść uwag dotyczących tego, co tak naprawdę dałoby nam rozpowszechnienie mądrości – a właściwie jej przyrostu, gdyż w gruncie rzeczy nie da się postawić wyraźnej cezury dla czegoś, co trudno jednoznacznie sprecyzować, a co daje się rozwijać niemal bez ograniczeń.

  Jeśli w przyjętym obrazie świata występuje skończony zasób atrakcyjnych walorów, które przesądzają o możliwej do osiągania satysfakcji, wówczas danie wszystkim do dyspozycji lepszych warunków intelektualnych niczego by w jakości życia nie poprawiło. Zresztą oczywistym jest, iż jedni nauczą się więcej od drugich i właśnie tacy sięgną po najlepsze kąski, co zasadniczo nie różni się od sytuacji obecnej. Jest to jednak radykalnie błędny punkt widzenia.

  Po pierwsze dlatego, że mądrzejsi ludzie mogą osiągać satysfakcję poprzez walory, że tak powiem nie konkurencyjne, a więc zarazem szeroko dostępne i nie kosztowne. Mam na myśli między innymi głęboką satysfakcję płynącą z dobrych relacji międzyludzkich i obcowania z dobrami kultury.

  Po drugie z pewnością będą w stanie poprawić organizację życia, dostarczając tym samym pożytku wszystkim ludziom. Podobne byłyby konsekwencje zmniejszania niebezpieczeństw, co nie jest obecnie sprawą pierwszoplanową, zresztą bez upowszechnienia mądrości nie da się skutecznie redukować ryzyka przestępstw, wojen, czy terroryzmu.

  Po trzecie obecny styl życia odbywa się niestety w dużym stopniu na kredyt i to już tak wielki, że zagraża nie tylko aspiracjom następnych pokoleń, lecz może zaciążyć na przyszłym życiu ludzi młodych, a być może także osób w średnim wieku. Dzieje się to za sprawą globalnych zagrożeń, takich jak degradacja środowiska naturalnego, czy wyczerpywanie się zasobów. Zatem i tak ów styl będzie musiał wkrótce upaść. Jeśli postawimy na mądrość, nie pociągnie to za sobą załamania cywilizacji i wielu fatalnych następstw[2].

––––––––––––––––––––––––––––––

DODATEK: Rozwinięcie modelu inwestycyjnego.

Model inwestycyjny pozwala ukazać zarówno potencjalne profity, jak i pułapki czyhające na człowieka budującego swoje poglądy na świat. Odwołuje się do prostej i obrazowej analogii formowania kapitału na zasadzie oszczędzania lub też rozwijania własnej firmy. W obu przypadkach o tym, czy dysponowane przez nas zasoby będą rosły, czy też nie, decyduje fakt, jak wiele inwestujemy w stosunku do tego co na bieżąco konsumujemy. Przykładowo możemy zbudować niezbyt duży, ale znaczący kapitał lub też małą firmę i dalej ich nie powiększając zadawalać się skromnymi odsetkami lub zyskami. Ale można także o wiele dłużej zaciskać pasa, by w dalszej perspektywie żyć znacznie wystawniej. Czy tak samo będzie z gromadzeniem wiedzy? Nie trudno pokazać, że będzie podobnie – o ile w odpowiedni sposób potraktuje się operowanie intelektualnym dorobkiem. Ponieważ cały czas celujemy w mądrość, będę miał na myśli przede wszystkim wiedzę o ludziach i ludzkim świecie, która jest kluczowa dla naszego funkcjonowania. Czym w jej przypadku jest proces inwestowania? Będzie nim wysiłek rozwijania własnej wiedzy i poglądów, sprawdzania ich poprawności – i co szczególnie ważne i trudne – modyfikowania w razie wykrycia błędów. Zkolei odpowiednikiem konsumowania jest wszystko to, co wiąże się z wykorzystywaniem własnych zasobów intelektualnych – np. podczas podejmowania ważnych życiowo decyzji lub przekazywania wiedzy innym ludziom. Rodzajem konsumpcji jest także bezpośrednio odczuwana satysfakcja z tego co się rozumie i wie oraz z możliwości prezentowania swojego dorobku.

  Podobnie jak w finansach i biznesie, intelektualne inwestowanie i konsumowanie także są nawzajem konkurencyjne. Np. jeśli ktoś dopiero buduje swoje wyobrażenia na temat kandydatów startujących w wyborach prezydenckich, raczej nie podejmie ostatecznej decyzji kogo poprze. Nie uzna także z satysfakcją, że ma o nich dobrą wiedzę, ani nie będzie bronił tego poglądu w dyskusjach. Jeśli zaś uzna, że wie już na ten temat wszystko co potrzeba, czyli zakończy inwestowanie, może ową wiedzę w powyższy sposób spożytkować. Możliwy jest również rodzaj stanu pośredniego, kiedy pogląd nie jest jeszcze w pełni skrystalizowany, a więc nie zakończył się proces jego budowania, ale może już być częściowo wykorzystany – np. może stanowić podstawę do decyzji wyborczej, ale ze świadomością, że nie będzie ona optymalna. Podobnie z ograniczoną satysfakcją z jego posiadania oraz z chęcią obrony.

  Dodajmy, że konsumowanie poglądu inaczej niż w analogu ekonomicznym nie powoduje jego bezpośredniego ubytku, choć w tym także można się dopatrzyć podobieństw: Jeśli dane przekonanie zamyka się na nowe informacje (stan pełnej konsumpcji), z czasem oddala się od rzeczywistości, gdyż ta ulega ciągłej ewolucji. A skoro tak, to jego wartość stopniowo maleje.

Po przedstawieniu ogólnych założeń intelektualnego inwestowania, pokażę różne postawy z nim związane:

♦ Pierwszy wariant to zadowalanie się niskimi nakładami. Przyjmijmy, że dana osoba w szeregu ważnych tematów dochodzi do wniosku, że wie wszystko co potrzeba i od tej pory wyłącznie konsumuje swój dorobek. Warto zauważyć, że w wielu kwestiach niska wiedza sprzyja przekonaniu, iż są to sprawy proste. (Np. uwzględnienie tylko najbardziej rzucających się w oczy aspektów oceny kandydatów na fotel prezydencki). A skoro tak, to stan niewielkiej wiedzy na zasadzie sprzężenia zwrotnego sam siebie utrwala.

  To nie jedyny mechanizm powodujący, że po ustabilizowaniu się intelektualnych zasobów na niskim poziomie, trudno w nie na nowo inwestować. (Podobnie jak w analogu ekonomicznym, gdy przy niskich ogólnych dochodach nie ma się dużego pola do manewru z przesuwaniem środków od konsumowania do inwestowania). Inwestowanie to jak mówiłem nie tylko uzupełnianie wiedzy, lecz także jej weryfikowanie. Niski poziom inwestowania wiąże się zatem zarówno ze skromną wiedzą, jak i ze znacznym ryzykiem wystąpienia nieścisłych informacji i sądów. (Można by je przyrównać do zakupu plajtujących spółek lub fałszywych banknotów). Prezentowanie błędnych przekonań w trakcie dyskusji w sposób szczególny je usztywnia. Bronienie własnego stanowiska w sensie emocjonalnym zawsze je utrwala, gdyż po czymś takim znacznie trudniej zmienia się własne zdanie, ale kiedy interlokutor wytyka błędy, których nie przyjmuje się do wiadomości, proces usztywnienia wydatnie się pogłębi. Dzieje się tak, gdyż każde przyszłe zbliżenie się do kwestii wzbudzających kontrowersje wywoła stan niepokoju wiążącego się ewentualnością odkrycia własnej pomyłki.

  W tej sytuacji zrozumiałe jest, iż ktoś, kto zaprzestał wysiłku na rzecz rozwoju i weryfikacji własnych poglądów, zmuszony jest do innego wysiłku – tym razem jednak zdecydowanie niekonstruktywnego, polegającego na doskonaleniu metod erystyki, czyli demagogicznego bronienia własnych racji. (Alternatywą jest unikanie konfrontacji, co również wywołuje istotny dyskomfort, gdyż każdy człowiek ma potrzebę ekspresji).

  I to także nie wszystkie przejawy utrwalania się niskiej wiedzy i blokowania jej rozwoju. Z biegiem czasu koszty jakie musiałyby się wiązać ze zmianą własnych przekonań systematycznie rosną. Jest tak dlatego, że rośnie liczba decyzji na ich podstawie podejmowanych, a poza tym na ich fundamencie zwykle budowane są dalsze poglądy[3].

♦ Rozważmy teraz wariant wysokich nakładów intelektualnych. W tym przypadku sztywność poglądów, a więc i poziom trudności z ponownym przejściem do inwestowania, będą znacznie mniejsze. Po pierwsze, jeśli ktoś wziął pod uwagę większą liczbę aspektów danej sprawy, musiał się im lepiej przyjrzeć. Z zasady powoduje to uświadomienie, że jest ich tak dużo, iż zdołał wybrać tylko niektóre i wiele jeszcze pozostało. Po drugie, przy znacznej pracy włożonej w budowanie poglądów, mniejsze będzie prawdopodobieństwo wystąpienia błędów, a więc składników, które w sposób szczególny usztywniają. Dodatkowo ktoś, kto przez długi czas rozwijał swoje poglądy, nabywa w tym względzie przyzwyczajeń i dlatego ponowne przejście w tryb rozwoju nie powinno być dla niego zbyt trudne.

♦ Jako ostatni rozważę przypadek inwestowania ustawicznego. Nie różni się tak bardzo od poprzedniego i niektóre jego właściwości można przypisać wariantowi wysokich nakładów. Tylko pozornie wiąże się z niekończącą się niepewnością wypowiadania własnych sądów, czy rozterkami co do słuszności podejmowanych decyzji. Dzięki konsekwentnej otwartości, pewne poglądy z biegiem czasu zaczynają się ze sobą zazębiać i nawzajem potwierdzać. Przyjmowanie różnych punktów widzenia pozwala spoglądać na daną sprawę bardziej całościowo, co wydatnie sprzyja samodzielnemu dostrzeganiu luk i nieścisłości, i umożliwia ich eliminowanie. Słowem pojawiają się nowe jakościowo efekty, które nagradzają intelektualną otwartość. Z biegiem czasu dochodzi się do tak bogatej wiedzy, iż decyzje na jej podstawie podejmowane zbliżają się do optymalnych, co oczywiście przynosi znaczące korzyści. Owe bogactwo daje się także konsumować bardziej bezpośrednio poprzez satysfakcję z posiadanej wiedzy oraz z bezpiecznego jej prezentowania – czyli pozbawionego większego ryzyka rozpowszechniania błędów. W przypadku konieczności obrony własnego stanowiska w zderzeniu z odmiennymi sądami, nie są potrzebne manipulacje, uniki, czy groźby, a zatem niekonstruktywne metody, do których uciekają się ludzie, którzy zatrzymali swój rozwój i w związku z tym mają powody obawiać się uczciwej konfrontacji. Przekonywanie do czegoś słusznego i dobrze uzasadnionego oprócz tego, że jest pożyteczne, rozwija także umiejętność logicznego i twórczego myślenia. Poza tym otwarte dyskutowanie z ludźmi o różnych doświadczeniach życiowych, światopoglądach i postawach umożliwia poznawanie ich sposobu myślenia i stanu świadomości, co samo w sobie jest wzbogacające. I jeszcze jedna ważna uwaga: Szeroko zakrojone obcowanie z odmiennymi poglądami stwarza wiele okazji do sprawdzania poprawności własnej wiedzy. Można w związku z tym zauważyć, że przy ustawicznym i dostatecznie długim rozwijaniu własnych poglądów, stan wysokiego inwestowania może współistnieć z równie wysokim poziomem ich konsumowania. Inaczej mówiąc, jeśli ktoś konsekwentnie wyrzeka się przekonania o własnej nieomylności i cały czas wykazuje otwartość na krytykę i gotowość do eliminowania błędów, ryzyko ich wystąpienia maleje do tego stopnia, że można być niemal pewnym jego sądów. (Przy braku otwartości jest dokładnie na odwrót: Subiektywnemu poczuciu słuszności własnych poglądów towarzyszy znaczne prawdopodobieństwo, że są nieadekwatne).

W końcu możemy zauważyć, iż opisywana postawa bardzo zbliżyła się do ideału mądrości jaki na wstępie nakreśliłem. Ludzie prawdziwie otwarci dopóki nie zahartują danej wiedzy w ogniu wszechstronnej weryfikacji, są bardzo ostrożni z jej prezentowaniem. Dzięki temu niskie jest prawdopodobieństwo, że podważą własną wiarygodność upieraniem się przy czymś nieuzasadnionym. Tym samym spełniony został pierwszy z wymogów mądrości. Co do drugiego, to w aspekcie spraw interpersonalnych dobrą ich znajomość zapewnia fakt, iż z góry założyliśmy, że mowa jest o ważnych życiowo poglądach. Zaś co do współczucia i współodczuwania można bez większego ryzyka przyjąć, iż ktoś prawdziwie otwarty na poglądy i sposoby myślenia innych ludzi, przejawia dla nich także duży szacunek, co razem będzie sprzyjało poznawaniu świata ich uczuć. Co więcej, jeśli znaczna wiedza pozwala na budowanie koncepcji, które w istotny sposób ją przekraczają, czegoś podobnego można się spodziewać w sferze emocjonalnej. W niej również można oczekiwać, że zacznie się rozumieć odczucia, z którymi się bezpośrednio nie stykało.

 

[1] Mocno podkreślę, iż nie mam tu na myśli zasadniczych prawd wiary i nie namawiam aby je w jakikolwiek sposób relatywizować.

[2] Perspektywy reform, które dałoby się przeprowadzić w świecie ludzi o wyzwolonych umysłach zawarłem na kilku stronach w ostatnim rozdziale pracy Wirtualne wspinaczki, czyli mój i Wasz Everest.

[3] O blokadach i zahamowaniach w myśleniu napisałem dość obszernie w pracy Niewidzialne bariery. U progu lepszego świata.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here