Cancun czy Acapulco? Porównanie kurortów Meksyku

1
201
CC BY 2.0. Jack Fiallos - Saltadores de La Quebrada en Acapulco

„Trzeba mieć w sobie sporo odwagi, by wspiąć się od podnóża klifu na szczyt po gołych i ostrych skałach i to bez żadnego zabezpieczenia. A potem skoczyć z wysokości 20-40 metrów do wody, w różnym stylu i w rozmaitych kombinacjach”.

***

Cancun to pięknie położone miasto, podzielone na dwie strefy. Pierwsza z nich to część hotelowa z pięknymi piaszczystymi plażami i lazurem wód Morza Karaibskiego. Tu znaleźć można przeróżne  wodne atrakcje, na jakie ma się ochotę. Tu również znajdziemy spa, korty tenisowe, pola golfowe i inne  propozycje wypoczynku. Druga część to  śródmieście Cancun, oddalone od strefy hoteli o około 12 km.

Nazwa tego miasta pochodzi prawdopodobnie od Kaan kuum, co w języku Majów oznacza „gniazdo węży”. Współczesna pisownia to fonetyczny zapis tego słowa po hiszpańsku. Nasza grupa przyleciała do tego portu późnym popołudniem, dlatego też śródmieście oglądaliśmy tylko z okien autokaru  przy wieczornym oświetleniu.  Nie było też okazji do  jego  zwiedzania. Nad morską plażą położoną w pobliżu naszego hotelu o nazwie Parnassus odpoczywaliśmy po trudach długiej podróży do Meksyku. Zachwycaliśmy się widokami plaży, pięknem wód, przepięknych hoteli rozciągających się wzdłuż wybrzeża.

Cancun jest młodym nadmorskim kurortem w Meksyku. Jego historia zaczyna się w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wtedy to ambitni ludzie, którzy zajmowali się rozwojem turystyki, zapragnęli prześcignąć Acapulco i utworzyć na półwyspie Jukatan kurort o najwyższym standardzie. To znane obecnie miejsce powstało w pobliżu  piaszczystej rybackiej wioski o nazwie Puerto Juárez. Pierwszy hotel otwarto w 1974 roku. Od  tego czasu widać ciągły wzrost zainteresowania tym miejscem, głównie wśród amerykańskich turystów. Co ciekawe, obsługa mówi płynnie po angielsku, rachunki płacić można w dolarach amerykańskich, a restauracje serwują potrawy dobrze znane turystom.

O szybkim rozwoju ruchu turystycznego świadczą poniższe zestawienia statystyczne: w 1976 r. hotele oferowały 1500 pokoi hotelowych, w 1982 r. – 5700, w 1988 r. – 12 000, a obecnie ponad 24 000 w 140 hotelach. W ciągu roku przybywa tutaj około 7 milionów turystów. Jako ciekawostkę dodam fakt, że 40 lat temu to obecnie liczące ponad 600 tysięcy stałych mieszkańców miasto zamieszkiwały tylko 3 osoby. Wtedy znajdowały się tutaj plantacje orzechów kokosowych.

Do tego, Cancun to jedyne miasto w Meksyku, gdzie woda z kranu jest zdatna do picia. Hotel, w którym mieszkaliśmy, ma ciekawą architekturę, wygodne pokoje z klimatyzacją, balkony z widokiem na morze i  piaszczystą plażę. Zaskoczył mnie ogrom tego hotelowego kompleksu. Mieszkaliśmy na siódmym i ósmym piętrze. Ale wygodne, szybkie i praktyczne windy pomagały nam w sprawnym przemieszczaniu się między pokojami a znajdującymi się na parterze restauracjami i barami. Na początku pobytu można było się łatwo pogubić w labiryncie  licznych hotelowych  restauracji,  barów serwujących zarówno  miejscowe potrawy i napoje, jak i specjały kuchni włoskiej czy amerykańskiej. Ponieważ hotel oferował obsługę all inclusive, każdy turysta mógł wybierać sobie potrawy i napoje do woli, według smaku, gustu i upodobań kulinarnych.

Na zakończenie informacji o tym luksusowym miejscu wypoczynku na wybrzeżu Morza Karaibskiego chciałbym wspomnieć o tragicznych losach tego młodego w sumie kurortu. Otóż w październiku 2005 roku miasto zostało prawie w 80 procentach zniszczone przez cyklon tropikalny Wilma. Tym huraganem o niespotykanej sile zostały dotknięte wszystkie kraje leżące na obrzeżach Morza Karaibskiego. Temperatura wód morza wynosiła prawie 29 stopni, co powodowało, że huragan wciąż się potęgował. Co gorsza, wiał wiatr o sile około 222 km na godzinę, a w porywach 269 km/h. 19 października w innych regionach tego obszaru stała prędkość wiatru dochodziła w porywach do 343 km/h. Wiatr był więc tak samo silny, jak w przypadku huraganów Katrina czy Rita. Zaś ciśnienie zanotowane wewnątrz huraganu obniżyło się do 882 hPa i było najniższym ciśnieniem wewnątrz huraganu na wodach Oceanu Atlantyckiego w całej historii amerykańskiej meteorologii. Na dodatek wybrzeże wschodniego Jukatanu dotknęły potężne ulewy. W ciągu godziny na Cancun i wyspę Cozumel spadało do nawet 125 litrów wody na każdy metr kwadratowy, a w ciągu doby nawet od 200 do ponad 500 litrów.

***

Przyznam się, że prezentację z widokami plaż, przybrzeżnych hoteli Acapulco oglądałem w Internecie przed wyjazdem kilkanaście razy. Szczególnie spodobała mi się towarzysząca obrazom plaż, hoteli i pejzaży pobliskich wzgórz piosenka „Acapulco” w wykonaniu Engelberta Humperdincka. Chciałoby się wtedy powiedzieć „Acapulco my dream”. To był mój leitmotiv przed wymarzonym wyjazdem do Meksyku.

Acapulco de Juárez – tak brzmi pełna nazwa tego słynnego portu nad Oceanem Spokojnym – jest głównym portem tego kraju, nazywanym „perłą Meksyku”. Miasto położone jest w stanie Guerrero, ponad 300 km na południowy zachód od stolicy kraju, Mexico City. Ciekawe jest położenie tego kurortu. Umiejscowiony jest on nad jedenastokilometrową półkolistą zatoką kontrastującą z pobliskimi wzgórzami. Szczególne wrażenie wywarły na nas  oświetlone  nocą  przez latarnie uliczne wody zatoki, pobliskie wieżowce, liczne hotele. Także pobliskie wzgórza ze światłami budynków mieszkalnych czy hoteli sprawiały niesamowite wrażenie na nas, podziwiających nocą te przepiękne widoki z wysokości balkonu na dziewiątym piętrze hotelu Emporio.

W Acapulco przecinają się szlaki handlowe między Panamą, San Francisco i Kalifornią. Ten wymarzony ośrodek wypoczynkowy, znany w całym świecie, przyciąga każdego roku miliony turystów. To tutaj przyjeżdżają zarówno znane postaci filmu, show biznesu, jak i zwykli turyści pragnący wypoczywać przez cały rok w tym pełnym słońca egzotycznym kurorcie, korzystać z pięknych plaż i kąpieli w bardzo ciepłych wodach zatoki Oceanu Spokojnego. Miasto przyciąga turystów niezliczoną ilością miejsc hotelowych zlokalizowanych nie tylko przy plażach, ale i na obrzeżach miasta, czy w przyległych miejscowościach. Można zadać sobie pytanie, skąd bierze się taka ogromna popularność tego jednego z najsłynniejszych miejsc wypoczynku w świecie, a zarazem najstarszego kurortu w Meksyku. Odpowiedź jest banalnie prosta: warunki klimatyczne, bogata baza noclegowa oraz przepiękne krajobrazy przyciągają miliony turystów, co powoduje, że turystyka była i pozostaje najważniejszym źródłem utrzymania mieszkańców tego kraju. Według spisu mieszkańców w 2006 r. miasto liczyło 658 tysięcy mieszkańców, a cały zespół miejski – około 1,1 miliona.

Jak pamiętamy, konkurencyjny Cancun liczy sobie kilkadziesiąt lat. Okolice Acapulco, wg badań archeologów, były zamieszkałe już prawie 3000 lat p.n.e. W XVI stuleciu zatoka Acapulco została opanowana przez hiszpańskich konkwistadorów, na czele których stał słynny admirał Hernan Cortez. W tym właśnie okresie powstał tutaj jeden z najważniejszych  portów nad pacyficznym wybrzeżem Meksyku. Bardzo szybko stał się głównym punktem odbioru towarów transportowanych przez statki z Azji, głównie z Chin i z Filipin. Ten towar był później transportowany drogą lądową przez Mexico City na wschodnie wybrzeże, a następnie drogą morską do Europy. W latach 30. XX wieku bogaci Meksykanie zaczęli odkrywać piękno tego miejsca i spędzali tu wakacje. Niedługo później uroki tego kurortu oczarowały hollywoodzkich twórców filmowych, gwiazdy filmu jak i bogatych biznesmenów z USA. Było to możliwe dzięki wybudowaniu autostrady łączącej Mexico City z Acapulco. Także wybudowanie międzynarodowego lotniska jeszcze bardziej przyczyniło się do popularyzacji tego miejsca.

W tym kurorcie spędziliśmy 3 dni. Był więc czas na leniuchowanie na piaszczystej plaży, kąpiele słoneczne i pływanie w czystych i ciepłych wodach zatoki. Pewnego popołudnia wybraliśmy się całą grupą na niewielkie wzgórze z klifami la Quebrada. Mówi się, że te klify oprócz piaszczystych plaż są symbolem tego miasta. Przyjechaliśmy tutaj trochę wcześniej, by zająć miejsca widokowe. Z tych wysokich na jakieś 40 metrów klifów skaczą wieczorem do wód oceanu „klifowi nurkowie” (cliff-divers). Co ciekawe, znalazłem też inne określenia tych odważnych skoczków: desperados, little jumpers, szaleńcy na klifach czy szaleńcy z la Quebrada. I rzeczywiście, trzeba mieć w sobie sporo odwagi, by wspiąć się od podnóża klifu na szczyt po gołych i ostrych skałach i to bez żadnego zabezpieczenia. A potem skoczyć z wysokości 20-40 metrów do wody, w różnym stylu i w rozmaitych kombinacjach. Był ogromny podziw dla ich odwagi. Tym bardziej, że odległość od klifu, z którego ci desperados skakali od skały, na której staliśmy, wynosiła 4 metry, a skoki wykonywali przy sztucznym oświetleniu. Podobno kiedyś skakali w ciemnościach  z zapalonymi pochodniami. Warto było zapłacić 40 pesos (około 10 zł) za te niesamowite wrażenia, przeżycia i zobaczyć to z bliska.

1 KOMENTARZ

  1. To zależy co kto lubi i jakplanuje wypoczywać. Ja byłam na objazdówce z byczenieniem się w Acapulco. Dlatego wybrałam ta opcję, bo była znacznie tańsza niż objazdówka z pobytem w Cancun. Łudziłam się, że przez tydzień pobytu uda mi się dotrzeć na Jukatan i to będziei tańsza opcja niż wykupiona w Polsce. Nic bardziej błędnego nie udało się, więc moja opinia: jeśli chcesz byczć się i balować Acapulco jest „the best” , jeśli chcesz dodatkowo zobaczyć świat Majów wybieraj Cancun, Chichen Itza i Palenque nie zobaczysz w Acapulco, gdzie możesz natomiast zobaczyć skoczków do wody z La Quebrada lub odbyć szleńczy spływ – shotover jet rzeką Rio Papa***o – tez dostarcza wrażeń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here