Bronisława Wilimowska, pseud. Bronka

0
273

Zadzwoniła do mnie kilkanaście dni temu Tunia Gajewska, znakomita flecistka, prof. Uniwersytetu Muzycznego (bratanica Artystki), z pytaniem, czy napiszę coś o Broni Wilimowskiej-Szlekys (czyli o jej cioci) z okazji kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego, którego BRONKA była aktywnym uczestnikiem.

Odpowiedziałem krótko: NAPISZĘ! A przy okazji przypomnę PT Czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego” (za zgodą jej red. nacz. Pawła Rogalińskiego, z którym druk tego „artykułu” uzgodniłem) zasługi Artystki i  to nie tylko jako powstańca, ale przede wszystkim jako Malarki. Należała bowiem i nadal należy do moich najbardziej cenionych artystek (obok Marii Wollenberg-Kluzy, Urszuli Plewki-Schmidt, Andrzeja Fogtta czy Krystyny Mieszkowskiej-Daleckiej, o których też kiedyś zamierzam napisać). A „za telefon” serdecznie Pani Profesor Gajewskiej dziękuję, choć i bez niego napisałbym, gdyż Artystka żyje nadal w naszych wspomnieniach jako niewątpliwie Ktoś wybitny i niezapomniany.

To Ona nauczyła mnie – „nie Warszawiaka” – dostrzec i poznać istotę zrywu powstańczego, mimo klęski i nieprawdopodobnych cierpień ludności cywilnej i zbrodni dokonanej przez Niemców na mieście, po którym nie miało pozostać nic. Ona też ukształtowała moją wiedzę o patriotyzmie i w dużym stopniu o sztuce polskiej, malarstwie „klasycznym” i współczesnym, a także uwrażliwiła na problemy życiowe artystów, wystawiennictwa, potrzebę budowania pracowni plastycznych itp. Ale po kolei.

W Jej ocenie powstanie, choć przegrane, było wielkim spontanicznym zrywem warszawiaków! I powiedziała kiedyś, czego nigdy nie zapomnę, znamienne słowa: „Chwała zwyciężonym!” I stojąc przed swymi „powstańczymi” obrazami dodała… „Pamiętaj Karolu, że powstanie było nie tylko zrywem w obronie polskości (przed germanizacją i okrutną okupacją Niemców), ale zrywem do wielkiej demokratycznej humanistycznej wolności!” (którą zresztą – jakby na to nie patrzeć – dziś mamy).

Poruszony tym wyznaniem bezwiednie powtórzyłem za Nią: „Chwała zwyciężonym! I Broniu (bo byliśmy „po imieniu”), pozostańmy przy tym”. Prawdziwie kochałaś Polskę, widziałaś jej siłę we wspólnej Europie, ale żyjącej w zgodzie (i współpracującej) zarówno z Zachodem, jak i Wschodem, jako że urodziłaś się w dalekiej Gruzji, ale poprzez studia m.in. we Francji i zetknięciu się ze sztuką włoską widziałaś – słusznie – polskie dziedzictwo kulturalne, jako porównywalne z czołową sztuką światową. Byłaś przykładem działania na rzecz pokoju, rozwoju krajów i ludzi, dbania o prawa człowieka i budowania praworządnego kraju.

Bronia (dziś spoczywa w grobie powstańczym zgrupowania „Kryska” na Powązkach) w czasie powstania straciła prawą rękę i po wojnie musiała pędzel malarski przerzucić do lewej. I malowała „po tym” jeszcze ładniej niż wcześniej. Przede wszystkim cudowne pejzaże krajobrazowe, portery ludzi, a zwłaszcza bohaterów narodowych: sportretowała m.in. Bitwę o Monte Casino, ale i forsowanie Odry. Malowała „zwycięstwo” w Berlinie. Pozostały po niej przepiękne kwiaty (oczywiście na płótnie), a nade wszystko zaułki Warszawy, Stare Miasto, Rynek, Zamek, nowe dzielnice. Wspaniale portretowała też dzieci i …kwiaty, pełne kolorów, ciepła i „miłości”, symbolizujące normalne ludzkie szczęście i życie.

Polskę (mimo, że nie urodziła się w Polsce) Artystka uznała za swoją ojczyznę. I to chciałbym mocno podkreślić. A przy okazji prosić Pana Dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego o upamiętnienie jej dokonań w muzeum, choćby jednym obrazem (z „tabliczką”) z jej bogatej spuścizny malarskiej, w tym „powstańczej”.

Bronisława Wilimowska swoje obrazy zaczęła wystawiać już jako dziecko – wówczas jako Brony Stach, prezentując w 1921 r. w Paryżu dwa gwasze przedstawiające gromadkę dzieci ślizgających się i dziewczynki biegające za polskim sztandarem(!). Pierwsza jej wystawa indywidualna miała miejsce w 1937 r. w salonie Garlińskiego w Warszawie. Po wojnie  (razem z Edwardem Duklenem) – już w roku 1946 prezentuje swoje obrazy w Lublińcu, gdzie pochowany został jej pierwszy mąż – pułkownik Stanisław Wilimowski. Żołnierz Września, bliski współpracownik gen. Władysława Sikorskiego, którego Artystka znała osobiście i realistycznie sportretowała. (Drugim jej mężem był Olgierd Szlekys – architekt wnętrz, znany w przeszłości rysownik i akwarelista, projektant mebli, współtwórca „Ładu”). Portretowała Bronisława Wilimowska i innych naszych wybitnych „przedstawicieli narodu”, jak: Kościuszkę, Chopina, Paderewskiego, niezapomnianego prezydenta Starzyńskiego, Jana Edmunda Osmańczyka, współtwórcę „Rodła” i prawd przedwojennego Związku Polaków w Niemczech. Swoją sztuką nawiązywała do tradycji postimpresjonistycznego i realistycznego polskiego malarstwa XX wieku.

Urodziła się w 1909 r. w Petersburgu. Jej rodzina wywodziła się z dalekiej Gruzji, ale Polska stała się szybko (i na zawsze) jej ojczyzną i domem. W 1939 r. Bronisława Wilimowska była również żołnierzem Września. W roku 1942 wstąpiła do Armii Krajowej, zostając żołnierzem 3 kompanii V zgrupowania. W Powstaniu Warszawskim – jako „Bronka” – walczyła na Czerniakowie. Stąd m.in. namiętnie namalowane bitwy: Monte Cassino, Lenino, Wał Pomorski, Obrona Warszawy w 1939 r. i nade wszystko Powstanie Warszawskie. Wojsko, Polska i Warszawa – Stare Miasto, Zamek Królewski, Wilanów, Łazienki, Belweder, Cytadela, pomniki warszawskie i powstańcy Warszawy,  były ulubionymi tematami jej twórczości. A obok nich – pejzaż polski, dzieci i kwiaty oraz „widokówki” z odwiedzanych krajów, w których miała wystawy indywidualne, bądź reprezentowała Polskę w wystawach zbiorowych.

Prywatnie była osobą bardzo skromną, życzliwą, z dystansem odnoszącą się do swojej twórczości. Była ponadto Kimś, kto – obcym i potrzebującym jej pomocy – odwzajemniała się niezapomnianą przyjaźnią. Stąd od dawna zabiegam także (jak na razie bezskutecznie) u władz Warszawy o upamiętnienie jej życia i twórczości stosowną tablicą pamiątkową na jednym z domów, w których miała pracownię artystyczną (na ul. Świętojańskiej), albo w którym mieszkała – na Rynku St. Miasta.

Jej obrazy – mimo, że dokumentują na ogół smutną prawdę o losie narodu polskiego w XX wieku – tchną optymizmem, fascynują gamą bieli, świetlistych szarości i ciepłych brązów. A jednocześnie wyrażają wiarę w ludzi, miłość i przyszłość narodu. Bardzo chciałbym tym wspomnieniem (a może i książką, gdyby się znalazł sponsor) ocalić od zapomnienia jej życie, a przede wszystkim twórczość. W dniach rocznicy Powstania Warszawskiego – jak co roku – odwiedzimy (z żoną i naszymi dziećmi) jej mogiłę na Wojskowych Powązkach, zapalimy świeczkę, pozostawiając świeże kwiaty, które tak uwielbiała.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAmeryka Łacińska. „Ucinanie głów jest na porządku dziennym”
Następny artykułPlecaki szkolne dla dzieci – najbardziej pożądany towar w sierpniu
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - germanista, doktor nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku; tłumacz literacki i przysięgły języka niemieckiego. Założyciel oddziału niemiecko-polskiego stowarzyszenia „Ost-west-forum” GUT Gödelitz w Warszawie oraz sekretarz zarządu Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych Akademii Humanistycznej im A. Gieysztora w Pułtusku. Przełożył m.in. prozę Hansa Hellmuta Kirsta, Georga Heyma, Güntera Kunerta, Hansa Walldorfa, Heinera Müllera, Güntera de Bruyna, Ursuli Hörig, Christy Grasmayer. Autor m.in. monografii o Annie Seghers; książki: ”Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, antologii utworów o tematyce wojennej pt. „Sonata wiosenna”; gramatyki niemieckiej (wspólnie z Joanną Słocińską) pt. „Gramatyka niemiecka dla ciebie”, spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) Collins German Grammar i Collins German Verb; współautor książki „Polen – Land und Leute” i in. Redaktor licznych książek, autor wielu artykułów i recenzji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here