Ania „Annemarie” Müller. Między Polską a Niemcami

0
500

Zmarła moja siostra. Nigdy nie myślałem, że stanie się to przede mną (bo była młodszą). Tym większy ból i tym trudniej pogodzić mi się z tym.

Od roku 1957 mieszkała w Niemczech, gdzie wyszła za mąż i wychowała dwóch synów. Mieszkała z mężem w Ahrbergen, małej miejscowości z której pochodziła nasza matka. I tam – w jej domu – też była Polska. Rozsławiała ją nie tylko wśród mieszkańców, ale i – za pośrednictwem męża, który był znanym dziennikarzem sportowym i pracował w Volkswagenie – wśród licznych jego przyjaciół i znajomych, którzy często odwiedzali ich dom.

Mama_75_2Na przyjęciach i spotkaniach królował wtedy polski bigos i żurek oraz inne typowo polskie potrawy. Przy okazji sporo mówiło się z wielkim szacunkiem i uznaniem o naszych sportowcach, przede wszystkim piłkarzach, ale i kolarzach, a przede wszystkim o zmianach dokonujących się w naszym kraju.  Na każdy nasz przyjazd, szwagier z moją siostrą wywieszali polską flagę i śpiewali polski hymn.

Przed rokiem 1990 nie mogliśmy za często jeździć w odwiedziny do Niemiec (i pamiętamy odstraszające od tych podróży nieprzyjemne kontrole na granicy z NRD), a natomiast po wejściu Polski do UE – jazda w tamtą stronę – stała się czymś zwykłym i normalnym.

Gdy siostra przyjeżdżała do Polski (na ogół z mężem i dziećmi) odwiedzali nie tylko Warszawę, ale i Szczecin, gdzie pochowany jest nasz śp. Ojciec i gdzie chodziliśmy do szkoły, stając się Polakami (gdyż oboje urodziliśmy się w Berlinie, skąd w r. 1948 nasz Ojciec zdecydował się wrócić z całą rodziną do Polski). Pokazywaliśmy im i Mazury i Śląsk, chodziliśmy z nimi do teatrów, muzeów, na wystawy, spotykając się też z środowiskiem artystycznym.

Siostra tryskała wtedy energią, cieszyła ze swej polskości, a pozytywne zmiany z dumą przekazywała na co dzień w swoim „niemieckim” środowisku. Ich dom w Ahrbergen z czasem wypełnił się polskimi pamiątkami, także sztuką,  nawet fragmentami polskiego wzornictwa, a przede wszystkim klimatem, dialogiem kultur, wręcz przenoszeniem naszych zwyczajów i tradycji, zwłaszcza świątecznych.

Ania (z niemiecka Annemarie) była z pokolenia które (wraz ze mną) przeżyło trudny okres przesiedlenia i wypędzenia, przezwyciężania stereotypów, a także totalnej wrogości pomiędzy naszymi narodami. Mimo to wspomagała przez swoje całe życie proces powrotu do normalności w kontaktach Polaków z Niemcami. Była zawsze dumna ze swego polskiego ducha i przez całe życie utrzymywała kontakty z koleżankami i kolegami, których poznała po powrocie z Berlina do Szczecina.

Gdy już los spowodował, że ponownie znalazła się w Niemczech, najpierw chciała wracać (także po śmierci męża), ale zatrzymywały ją obowiązki związane z dziećmi, matką, pracą zawodową, i – z czego zawsze byliśmy z żoną szczególnie dumni – pomagania Polakom, którzy w Niemczech po wyjazdach (czy ucieczkach, w stanie wojennym i wcześniej) z Polski, szukali w Niemczech schronienia i pracy.

Była nie tylko piękną, ale przede wszystkim dumną Polką, wszędzie tam, gdzie  po roku 1957 znalazła w Niemczech.

Boli, że już się nie spotkamy, nie porozmawiamy o tym, co się u nas dzieje, zmienia; że nie będzie mogła już przyjechać do Polski, aby się o tym przekonać i tłumaczyć Niemcom o dokonujących się u nas zmianach. Ale na pewno będzie nadal, choć teraz już – „spod niemieckiej ziemi” – mówiła (jak dotąd) do odwiedzających Twój grób – po polsku. Przekazywała o naszym kraju tylko dobre wiadomości. I przekonywała, że Polska jest, jak i Niemcy, ważną częścią cywilizacji zachodniej Europy.

P.S. Ale dlaczego o tym w ogóle do „Przeglądu Dziennikarskiego” piszę, gdyż na jej pogrzebie nikt nawet słowem nie wspomniał, że miała polskie korzenie i że na pogrzeb przyjechałem z całą swoją rodziną z Polski. W swoim pożegnaniu (wygłoszonym po niemiecku) nie omieszkałem tego żegnającym ją Niemcom przypomnieć. Że choć wydaje się, że dziś niby wszystko już jest normalnie pomiędzy naszymi narodami, a jednak stereotypy wciąż działają. Wciąż wielu Niemcom trudno zrozumieć, że i praca wielu Polaków (nie tylko tych przymusowych, którzy wbrew swej woli znaleźli się w Niemczech w czasie II wojny światowej, ale i tych, którzy z różnych powodów znaleźli się w Niemczech za PRL-u, a szczególnie w okresie protestu „Solidarności” przeciwko ówczesnej władzy) wzbogaciło obecny potencjał gospodarczy Niemiec i przyczyniło się (oraz nadal przyczynia) do normalizacji obecnych stosunków między Niemcami i Polakami, zarówno w sensie politycznym, jak i kulturowym. Mamy pełne moralne prawo żądać respektowania praw Polaków w Niemczech, co nie zawsze – niestety – ma miejsce. Moja siostra „Niemką” została przez los (a nie własnej woli), który tak przez przypadek pokierował jej życiem. Znam wielu takich Polaków w Niemczech.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzy orzechy nerkowca są zdrowe?
Następny artykułAdam Morawski: „Handball moja pasja i sposób na życie”
Karol Czejarek
Dr Karol Czejarek, prof. nadzw. - germanista, doktor nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku; tłumacz literacki i przysięgły języka niemieckiego. Założyciel oddziału niemiecko-polskiego stowarzyszenia „Ost-west-forum” GUT Gödelitz w Warszawie oraz sekretarz zarządu Międzywydziałowego Centrum Badań Niemcoznawczych Akademii Humanistycznej im A. Gieysztora w Pułtusku. Przełożył m.in. prozę Hansa Hellmuta Kirsta, Georga Heyma, Güntera Kunerta, Hansa Walldorfa, Heinera Müllera, Güntera de Bruyna, Ursuli Hörig, Christy Grasmayer. Autor m.in. monografii o Annie Seghers; książki: ”Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, antologii utworów o tematyce wojennej pt. „Sonata wiosenna”; gramatyki niemieckiej (wspólnie z Joanną Słocińską) pt. „Gramatyka niemiecka dla ciebie”, spolszczenia (wspólnie z synem Hubertem) Collins German Grammar i Collins German Verb; współautor książki „Polen – Land und Leute” i in. Redaktor licznych książek, autor wielu artykułów i recenzji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here